Zawsze mnie zastanawiało, jak to jest, że obok kultury tzw. „wysokiej” akceptujemy, poszukujemy i cieszymy się kiczem. Że jednak nam brak „kolorowych jarmarków, blaszanych zegarków, glinianych kogucików, baloników na druciku”, o których mówi kiczowata piosenka.
Abraham Moles w książce „Kicz, czyli sztuka szczęścia” stara się to zjawisko przybliżyć: „Kicz uniwersalny, styl i sposób bycia, jako stała tendencja związana z włączeniem w życie pewnych wartości mieszczańskiego świata, stanowi proces produkcji, charakteryzuje postawę artysty uprawiającego sztukę użytkową, jest ukłonem w stronę wszechmocnego konsumenta”. Mimo że książka już od ponad trzydziestu lat istnieje na rynku literackim, to stwierdzenie przez lata nie traci na aktualności. Gdy popatrzymy na amerykańską popkulturę, która atakuje cały świat, musimy przyznać, że jest kiczem i tylko kiczem. Jako ostatni przykład – uroczystości pożegnalne popkulturowego idola Michaela Jacksona.
Dlatego tak miłą i znajomą atmosferę stworzył wernisaż prac Marii Mili Purymskiej w piątek 10 lipca. Sala w Jezuickim Ośrodku Milenijnym zmieniła się w Świątynię Kiczu. Poczynając od przebranej za aniołka w ramach obrazu Alicji Szymankiewicz, długiej bajki o aniołach z terapeutyczną muzyką, „Ojcze nasz” i „Ave Maria” po łacinie (?!), śpiew religijny Ligii Lalewicz i „wiersze na cześć” czytane przez poetów ze Zrzeszenia Literatów imienia polskiego papieża – wszystko to wprowadziło widzów (wcale licznych) w nastrój mszy za kicz. Również wywiad Janusza Kopcia z autorką obrazów, fotografii i poezji nie odbiegał od konwencji.
Maria Mili Purymska jest skromną osobą i artystką, która od wielu lat wystawia swoje prace w środowisku polonijnym. Tym razem pokusiła się o prezentację także swoich fotografii i wierszy. W obrazach dominowały tematy anielskie, było też sporo kwiatów i pejzaże. Na fotografiach uchwyciła najpiękniejsze momenty z kiczu natury. Zachody słońca, prześwietlone chmury i odbłyski na falach wody. Idąc za myślą autora cytowanej na początku książki, chciałoby się poradzić Marii, by połączyła swoje umiejętności i pasje i zadbała o „konsumenta”. Z fotografii i zdjęć obrazów można uczynić całkiem interesujące kartki, w których złote myśli zawarte w Marii wierszach stanowiłyby motto do życzeń dla przyjaciół. Przecież kartkę zawsze łatwiej sprzedać niż obraz, o czym bardzo dobrze wiedzą polonijni artyści malarze i graficy.
Na zakończenie tej relacji – kolejny cytat z Abrahama Molesa: „Kicz jest na miarę człowieka, w odróżnieniu od sztuki, która go przerasta; rozcieńcza oryginalność w takim stopniu, że może być przyjęty przez wszystkich”. Dla ciekawych – wystawa będzie otwarta do 27 sierpnia w JOM przy 5835 W. Irving Park Rd. w Chicago.
Bożena Jankowska
O kiczu pozytywnie
- 08/01/2009 04:47 AM
Reklama








