
fot.chipabf.org
Nadzwyczajne kroki dyscyplinarne podjęte przez prezesa FOP Teda Streeta ogłoszono na spotkaniu członkowskim. Decyzja Streeta nastąpiła zaledwie dwa dni po tym, jak Shields wysunął oskarżenie, że w dwóch ostatnich kontraktach o pracę, zawartych na warunkach podyktowanych przez niezależnego sędziego rozjemczego, brano pod uwagę tylko korzyści dla władz Chicago. Zauważył także, iż ostatni kontrakt arbitrażowy dla policjantów w stopniu sierżanta również mógł być zmanipulowany. To wyczerpało wytrzymałość Streeta, stąd akcja dyscyplinarna wobec Shielda, który wkrótce będzie miał okazję do wyłuszczenia swoich racji przed 30-osobową radą FOP.
Street zarzucił Shieldowi popełnienie żenującej pomyłki, z której skwapliwie skorzystał burmistrz Emanuel, by odmówić szeregowym policjantom prawa do automatycznych podwyżek z mocą wsteczną od 2012 roku. Shield przyznał się do błędu i przeprosił kolegów za niedopatrzenie. Prezes FOP twierdzi, iż nie ma pewności, czy pomyłkę tę da się odwrócić. − Przychodzi taki moment, kiedy trzeba zrozumieć, że nie służymy sobie, lecz członkom związku. Musimy zastanowić się nad osądami Shieldsa, jego stylem zarządzania i nad tym, że nie działa w najlepiej pojętym interesie chicagowskich policjantów. Wiem jak postępuje. Wiem, że nie liczy się z opinią innych, że postępuje jak dyktator − oświadczył Street.
Na tym etapie trudno ustalić, kto ma rację. Za Streetem przemawia fakt, że w czasie wystąpienia Shieldsa pięciu oficerów wybranych przez niego na delegatów w proteście opuściło salę.
Na tym samym spotkaniu reprezentant stanowego związku wręczył Shieldsowi dokument zawiadamiający o usunięciu go ze stanowiska prezesa. W pewnym momencie zrobiło się tak gorąco, że na zebranie wysłano funkcjonariuszy do pilnowania porządku. Nie było jednak potrzeby bezpośredniej interwencji.
(eg)







