Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Pożegnanie śp. Zofii Barczyk, działaczki polonijnej, współzałożycielki szkoły Chopina

Pożegnanie śp. Zofii Barczyk, działaczki polonijnej, współzałożycielki szkoły Chopina
„Non omnis moriar” – gdyż pamięć i miłość nie umiera…

Z wielkim smutkiem i żalem przyszło mi w imieniu pogrążonej w żałobie całej społeczności polonijnej Szkoły im. Fryderyka Chopina – obecnej Pani dyrektor Ewy Górskiej, kierownictwa, zarządu, wszystkich nauczycieli, katechetów i rodziców, a nade wszystko Rodziny Zmarłej – powiadomić o odejściu na wieczny czas wybitnej pedagog, uczestniczki Powstania Warszawskiego oraz współzałożycielki i wieloletniej dyrektorki tejże szkoły – Pani Zofii Barczyk.



[blockquote style="1"]
„Bo w świecie ducha nie ma pożegnania,
bo tylko tacy żyją wiecznie,
którzy z miłością w sercach gasną.
Odeszłaś cicho, bez słów pożegnania,
tak jakbyś nie chciała swym odejściem smucić…
Tak jakbyś wierzyła w godzinę rozstania,
że masz niebawem z dobrą wieścią wrócić.”
ks. Jan Twardowski[/blockquote]

Msza św. i uroczystości pogrzebowe odbyły się w asyście zgromadzonych uczniów, konsula generalnego RP Piotra Janickiego, przedstawicieli polonijnych organizacji np. Zrzeszenia Nauczycieli Polskich, delegacji z polskich szkół, zaproszonych gości, księży i członków rodziny, w kościele St. Thomas of Villanova w Palatine. Pani Zofia spoczęła 28 marca na cmentarzu Maryhill obok swojego śp. męża Wiktora Barczyka.

Pani Zofia zmarła 25 marca 2018 r., otoczona w ostatniej chwili życia miłością i obecnością najbliższych. Jakże znamienna i pełna symboliki chrześcijańskiej jest data Jej odejścia. To Dzień Zwiastowania Pańskiego NMP, Palmowa Niedziela, pierwszy dzień Wielkiego Tygodnia, a także wigilia Jej 93 urodzin. Dzień śmierci szczególny i wymowny w wymiarze boskim, ale zarazem bardzo smutny w naszym zwykłym ludzkim pojmowaniu cierpienia i rozumieniu bożych zamiarów.

Pożegnanie Pani Zofii Barczyk to nie tylko czas na podjętą w duchu wiary refleksję, której owocem ma być zaduma nad przemijaniem, ale także czas pamięci dla Jej życiowego przesłania oraz dziedzictwa i zadań, które wraz z mężem pozostawiła naszej szkolnej chicagowskiej Polonii. Wiemy jak wielka to dla nas odpowiedzialność zawodowa i moralna, gdy ich realizacja ma dokonywać się za sprawą ludzi tak wielkiego formatu duchowego jak Oni.

Zofia Barczyk (z domu Kuśmierska) urodziła się 26 marca 1925 roku w Warszawie. Jako pięcioletnia dziewczynka przeżyła wczesną śmierć matki, ale mimo to swoje dzieciństwo wspominała zawsze z rozrzewnieniem. To ten okres życia we swoich wspomnieniach o Polsce, pomimo biedy i tęsknoty za matką, uważała za najszczęśliwszy.

Wybuch II wojny światowej, tak jak dla wszystkich w tym czasie, był dla Niej szokiem. Bardzo szybko musiała dojrzeć do nowych ról i zadań życiowych. Z 14-letniej dziewczynki w 1939 r., zaledwie w ciągu kilkunastu tygodni wojny, musiała z konieczności szybko przeobrazić się w dorosłą, samodzielną kobietę. Celem stało się biologiczne przetrwanie. Uczyła się zdobywania żywności i pitnej wody, ciężkich prac domowych, gotowania i szycia. Uczęszczała też w miarę możliwości na tajne komplety, marząc o tym, że po zakończonej okupacji zostanie nauczycielką. Jak widać, z czasem spełniło się to jej młodzieńcze marzenie. Była nie tylko nauczycielką – została Wielkim Pedagogiem, ucząc i wychowując tysiące naszych polskich dzieci tu na amerykańskiej ziemi.



Pani Zofia, jak sama to często podkreślała, tylko z łaskawością Boga i losu ocalała w Powstaniu Warszawskim, w którym była sanitariuszką. Należała też do Armii Krajowej. Po upadku powstania w 1944 r. skazana przez Niemców pod karą śmierci na ciężką pracę w fabryce pocisków V-2. Do wyzwolenia przeszła przez cztery obozy jenieckie.

Jako młoda dziewczyna musiała zmierzyć się nie tylko z barbarzyńskim okrucieństwem wojny, ale i jej psychologicznymi skutkami, które na zawsze zdeterminowały jej życie i pamięć. Głód, strach, umierający na jej rękach młodzi powstańcy, łzy, ból i krzyki ciężko rannych czy przygniecionych gruzami ludzi, zakrwawione opatrunki i odór kanałów warszawskich ulic, powalone domy, łuny pożarów, odebrana młodość, a w obozach jenieckich wszechobecne wszy i wieczorne, błagalne, cichutkie modlitwy na brudnych pryczach – o przetrwanie, o Ojczyznę i o kolejną kromkę suchego chleba.

Po wojnie wraz z wieloma członkami II Korpusu Armii Andersa wyemigrowała do Anglii, przemierzając wcześniej także Niemcy, Austrię, Włochy i Francję. W Londynie poznała swojego przyszłego męża Wiktora. Byli małżeństwem blisko 67 lat i dochowali się wspólnie sześciorga dzieci ! W 1952 r. Państwo Barczykowie wyemigrowali tym razem do Nowego Jorku, by po jakimś czasie udać się już na stałe do Chicago. Od chwili przybycia do USA wspólnie, czynnie i z wielką pasją prowadzili działalność edukacyjną i wychowawczą w środowisku polonijnym. W efekcie tej działalności powstała założona przez nich, największa i jedna z najstarszych placówek dydaktycznych – Polska Szkoła im. Fryderyka Chopina.

Pani Zofia za swą wszechstronną działalność na rzecz Polonii, nie tylko na niwie oświatowej, uhonorowana została wieloma odznaczeniami, a jej wieloletnie zasługi w krzewieniu polskości i kultury narodowej znane są szeroko poza granicami USA, oczywiście i w Polsce, budząc powszechny szacunek i uznanie otoczenia. Wśród jej wyróżnień są m.in.: odznaczenie za działalność w Stowarzyszeniu Dobroczynności przy ZNP, Medal Komisji Edukacji Narodowej, Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej przyznany jej i Panu Barczykowi za całokształt działalności pracy pedagogicznej przez śp. prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego. W 2014 roku prezydent Polski Bronisław Komorowski nagrodził Panią Zofię i pośmiertnie Pana Wiktora Barczyka Krzyżami Oficerskimi Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.

Pomimo tego olbrzymiego uznania ze strony wielu środowisk akademickich, instytucji społecznych i rządowych, a także otaczających ją ludzi, Pani Zofia zawsze pozostawała osobą niezwykle skromną i bezpośrednią. Jej ciepło i serdeczność emanowały w każdym geście i słowie. Życzliwa otoczeniu, troskliwa wobec każdego dziecka, opromieniona wdzięcznością uczniów i rodziców – dawała nam wszystkim poczucie bezpieczeństwa i matczynej miłości. Często mówiła: – Polska to ogromne, niezwykłe bogactwo. To kraj bogaty dziedzictwem historii, skarbami natury i sercami jej mieszkańców. Czerpcie pełnymi garściami z tego skarbca do końca życia.

Jak bardzo ponadczasowy to przekaz dla młodych ludzi w dobie wyśmiewania patriotyzmu, państwowej narodowości i miłości do Ojczyzny. Swoim ciepłym i drżącym ze wzruszenia głosem prosiła nas wtedy o to, abyśmy tu na gościnnej amerykańskiej ziemi, krzewili polskość w całym jej wymiarze. Taką, która służyłaby Bogu i wartościom chrześcijańskim i tę, która przez miłość do Ojczyzny buduje ziemskie dobro ludzi. Przez dziesięciolecia pełnienia swojej misji i służby dla Boga i polskich emigrantów, nauczała nas Pani Zofia wraz z mężem, ważnych prawd życiowych – o sile kochającej się rodziny, o mocy dobra, które zawsze zwycięża i o tym, iż uczciwość i otwarcie na drugiego człowieka stanowi sens naszego ludzkiego bytu tu na ziemi.

Była Pani Dyrektor, przez cały okres swej działalności zawodowej, w sposób wyjątkowy starała się budzić naszą wrażliwość na piękno – czy to literatury, przyrody, unikalnych polskich tradycji czy nade wszystko muzyki klasycznej. Jej ulubionym kompozytorem był Fryderyk Chopin – to dlatego jego imię z miłości do granych na fortepianie mazurków, wybrała spośród wielu możliwych, by patronowało naszej szkole. Owa nestorka polskiego szkolnictwa największą jednak radość czerpała z bezpośrednich kontaktów z dziećmi i młodzieżą. Jako głęboka humanistka i matka licznej gromadki własnych dzieci, dostrzegała oczyma swojej macierzyńskiej duszy, niezwykłość każdego ucznia, niepowtarzalność ich osobowości, okazując każdemu uwagę i zainteresowanie. Cieszyła się ich uśmiechami, zauważała też sukcesy i porażki. Tysiące z nich pamiętała z imienia i nazwiska… Świat dziecka był jej światem.

Tę niezwykłą kobietę zapamiętamy jako wielkiego człowieka, która swoje życie poświęciła przede wszystkim sprawom ludzkim. Właśnie z tego powodu najtrudniej rozstać się z tymi, którzy pozostawili po sobie owoce miłości i dobra. Państwo Barczykowie wspólnie nadali swojemu ludzkiemu bytowi wielki sens – my z tego źródła czerpiemy. Powtórzę więc za Horacym : „Non omnis moriar”– nie wszystek umrę. W naszych sercach, myślach i w naszej pamięci pozostaną bowiem obydwoje na zawsze.

Ogarnijmy dzisiaj Panią Zosię Barczyk naszym modlitewnym wspomnieniem. Panu Bogu oddajemy nasz najgłębszy żal, wierząc, że tych, którzy służą Jemu, Ojczyźnie i ludziom umiłował szczególnie. I dlatego pełni chrześcijańskiej nadziei i ufności w słowa Księgi Machabejskiej z Pisma Świętego, iż „święta i zbawienna jest myśl modlić się za umarłych” prosimy: „Wieczny odpoczynek racz Jej dać Panie, a światłość wiekuista niechaj Jej świeci na wieki wieków. Oby dobry i miłosierny Bóg, u którego dobre czyny człowieka idą za nim poza granicę życia, przyjął Cię do wiecznego królestwa, obdarzając wiekuistą nagrodą. Amen”. Cześć Jej pamięci .

Grażyna Dec, nauczycielka



Nie będziesz sama…

Wiersz dedykowany Pani Zofii Barczyk 25 marca, 2018 r.

Podaj mi rękę swą aniele – z krainy smutku mnie wyprowadź.
Dzwony bijące na kościele,w żałobnym tonie dygotania …
Pomóż modlitwą! W zadumie tłumu żałość chcę schować,
I pustkę w sercu stłumić i Panu Bogu zadać pytania …

Już zgasła świeca tego życia – na zawsze w spokojny sen odeszło.
Pożółkła fotografia w kącie i puste, stare krzesło.
Otocz mnie skrzydłem swym aniele – w zamęcie uczuć pokaż drogę.
I uchroń przed rozpaczą. Czy aż o tyle prosić Cię dzisiaj mogę?

A Ty Maryjo, Bolesna Pani, co Syna z Krzyża pochowałaś,
Skąd miałaś taką wiarę w Stwórcę, gdy Mu cierpienia Matki ofiarowywałaś ?
Obdarz i mnie tą silną wiarą, w samotności Golgoty, do znaku zbawienia,
I gdy upadam, gdy głośno płaczę i w chwilach mego zamyślenia…

Pogodzić muszę się z odejściem i oddaleniem ciepła dłoni.
Kondukt żałobny się przesuwa i znów… zabiły kościelne dzwony…
Nie mówię „żegnaj” – lecz – „ do zobaczenia w domu Pana”,
I harfy niech Ci grają i dzwoneczki. Nie będziesz tam już sama …

Grażyna Dec, nauczycielka

Zdjęcia: z arch. Szkoły im. Chopina
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama