„Ludzie są świadomi tego, co się dzieje w związku z koronawirusem, ale nie ma paniki” – powiedział mieszkający w USA Robert Warzycha. Były piłkarz reprezentacji Polski pracuje z młodzieżą w Columbus.
„Treningi w hali zostały odwołane, rozgrywki ligowe też. Szkoły są zamknięte na dwa tygodnie. Nikt jednak nie powiedział, że mamy nic nie robić. Dlatego w małych grupach prowadzimy zajęcia na dworze” – dodał.
W niedzielę odbył w parku trening biegowy z 10-osobową grupą 12-15–letnich podopiecznych.
„Oczywiście odbywa się to za zgodą ich rodziców – czy chcą, żeby dzieci się trochę poruszały, czy nie. Jeśli ktoś nie chce, czy odczuwa jakieś dolegliwości, to po prostu nie przychodzi” – wyjaśnił były zawodnik m.in. Górnika Zabrze i angielskiego Evertonu.
Przyznał, że wobec zawieszenia rozgrywek piłkarskich kibice nie mają co oglądać w telewizji.
„Nie ma żadnych transmisji, pojawiły się z kolei znane, stare filmy. Przyjemnie je czasem obejrzeć, bo dobrze się kończą” – zaznaczył z uśmiechem były trener m.in. Górnika Zabrze.
Dodał, że sklepy w jego mieście są pełne towarów, bary i restauracje działają.
„Tyle, że na przykład w fast-foodach klienci raczej nie wchodzą do środka, tylko podjeżdżają samochodami pod okienko. Tym niemniej żadnych objawów paniki nie widać. Nie widziałem nikogo w maseczce na ulicy” – ocenił.
Zaznaczył, że z oczywistych powodów interesuje się sytuacją w Polsce.
„Moja córka studiuje na katowickim Uniwersytecie Ekonomicznym biznes międzynarodowy. Na razie jest przerwa w nauce. Jesteśmy codziennie w kontakcie. Ma amerykański paszport i zawsze będzie mogła wrócić w razie potrzeby” – stwierdził Warzycha.
Dodał, że kwestia ograniczeń w podróżach międzynarodowych interesuje go także w związku z zaplanowanym na sierpień ślubem syna.
„Goście weselni mają już przecież kupione bilety lotnicze” – zaznaczył.
Zauważył, że zrobił większe niż zwykle zakupy na wypadek konieczności pozostania w domu przez dwa tygodnie.
„Gdyby tak się stało, to jestem pewien, że w tym czasie moja żona będzie miała pewne zajęcia i domowe projekty do zrealizowania. To normalne” – śmiał się 47-krotny reprezentant Polski.
(PAP)
Reklama







