O terminie spotkania, na które prezydent zaprosił szefa MSZ Przydacz poinformował w środę na briefingu przed wejściem na spotkanie w MSZ. Prezydencki minister wyjaśnił, że przybył na Konwent Służby Zagranicznej, który opiniuje kandydatów na ambasadorów.
Jak zauważył, w wielu polskich placówkach zagranicznych funkcjonują dyplomaci w randze charge d'affaires, a nie ambasadorów. Podkreślił, że „nie jest to sytuacja optymalna”. Przydacz zaznaczył, że prezydent Nawrocki wielokrotnie wskazywał, iż problem ten „wynika z decyzji pierwotnej ministra Sikorskiego o zawróceniu, o odwołaniu do kraju 50 ambasadorów bez słowa merytorycznego uzasadnienia”.
Przydacz zadeklarował, że prezydent „jest gotów do rozmowy, do tego, aby tę sytuację rozwiązać” i „będzie oczekiwał pewnych działań” ze strony szefa MSZ. - W związku z tym zaprosił już na jedno spotkanie. Ono się odbyło w Pałacu Prezydenckim, były tam poczynione pewne wstępne rozmowy, wstępne ustalenia - mówił prezydencki minister. Według niego jednak, pismo szefa MSZ, które po tym spotkaniu finalnie trafiło na biurko prezydenta nie odpowiadało tym ustaleniom. - Wręcz przeciwnie, szło zupełnie w poprzek ustaleniom, które prezydent poczynił z panem ministrem - zaznaczył Przydacz.
- W związku z tym prezydent wystosował w ostatnim czasie za moją sprawą odpowiedź do pana ministra informując, że tego typu informacje zawarte w piśmie ministra SZ nie są zgodne z ustaleniami, w związku z czym zaprasza pana ministra spraw zagranicznych na spotkanie do Pałacu Prezydenckiego na dzień 26 stycznia, na godz. 14 - dodał szef BPM.
Jak mówił, Kancelaria Prezydenta czeka na odpowiedź. - Jeśli z jakichś bardzo ważnych względów ta data nie będzie akceptowalna, będziemy szukać jakiejś innej. Ale myślę, że jest tutaj duża szansa. Na roboczo ta data została już przedstawiona ministrowi wcześniej - powiedział szef BPM.
Według Przydacza, prezydent liczy, że dojdzie do porozumienia i „do zmiany podejścia ze strony MSZ i powrotu do tej dobrej, wypracowanej przez 30 lat praktyki uzgadniania stanowisk w zakresie obsady placówek dyplomatycznych”. - Pan prezydent chce, aby to uzgodnienie miało charakter merytoryczny, a nie charakteryzowało się podejściem politycznym, tak jak to robi dzisiaj minister spraw zagranicznych - dodał minister.
Jak zaznaczył, w związku z tym, Konwent Służby Zagranicznej, na który został zaproszony „wydaje się w takiej sytuacji przedwczesny”. - Najpierw konieczne jest porozumienie pomiędzy ministrem spraw zagranicznych i prezydentem, a następnie zwoływanie konwentu - stwierdził prezydencki minister.
Dodał, że „ciekawostką” jest to, że na liście proponowanych kandydatów na ambasadorów znajduje się co najmniej jedna osoba, która nie ma świadomości, że jest procedowana jego kandydatura.
- W momencie, kiedy się dowiedział z informacji płynącej z Pałacu Prezydenckiego, że jego kandydatura ma być postawiona na konwencie, wysłał pismo do ministra spraw zagranicznych, do mojej wiadomości z prośbą, aby jego kandydatury nie procedować. Nie mam takiego upoważnienia, żeby o nim mówić, natomiast to była ważna placówka na Bliskim Wschodzie, ważny urzędnik - zauważył Przydacz.
Jak zaznaczył, zanim ministrem spraw zagranicznych został Radosław Sikorski konwent podejmował decyzje ws. ambasadorów w duchu jednomyślności.
- Skoro pod kandydaturą danego, przyszłego ambasadora musi widnieć podpis ministra spraw zagranicznych, premiera i prezydenta, to na konwencie musi w tym zakresie panować jedność stanowisk. Minister Sikorski zerwał z tą tradycją, wprowadził w naszym przekonaniu nielegalną zasadę głosowania większościowego. Jeśli będzie ta procedura utrzymywana, nie będzie potrzeby, aby przedstawiciel prezydenta brał udział w tego typu spotkaniach konwentu - powiedział Przydacz.
Mówiąc o sporze między prezydentem Nawrockim i resortem spraw zagranicznych ws. nominacji ambasadorskich podkreślił, że „wszyscy wiemy, iż kluczową jest tutaj obsada placówki w Waszyngtonie”. - Jak wiedzieliśmy z pisma ministra Sikorskiego jest on już pogodzony z faktem, że pan Klich nie będzie ambasadorem w Waszyngtonie, wycofuje się z tej propozycji. To dobrze, że się wycofuje - powiedział prezydencki minister.
Jak zaznaczył, „dni pana Klicha są już policzone w Waszyngtonie”. - Dobrze by było, gdyby jednak, po pierwsze, znaleźć dobrego, wspólnego kandydata, a po drugie znaleźć też, usłyszeć uzasadnienie ze strony MSZ, dlaczego dobrzy ambasadorowie, także i Marek Magierowski, zostali bez słowa merytorycznego uzasadnienia zawróceni do kraju - podkreślił Przydacz.
Spór między rządem a ośrodkiem prezydenckim ws. nominacji ambasadorskich trwa od marca 2024 r. Wtedy szef MSZ zdecydował, że ponad 50 ambasadorów zakończy misję, a kilkanaście kandydatur zgłoszonych do akceptacji przez poprzednie kierownictwo resortu zostanie wycofanych. Ówczesny prezydent Andrzej Duda podkreślał natomiast, że „nie da się żadnego ambasadora polskiego powołać ani odwołać bez podpisu prezydenta”. W miejsce ambasadorów, którzy opuścili placówki, ale nie zostali wówczas formalnie odwołani przez prezydenta, trafili wskazani przez MSZ dyplomaci, którzy nie mają statusu ambasadorów, lecz charge d’affaires.
Prezydent Nawrocki sprzeciwia się w szczególności nominowaniu na ambasadorów obecnego szefa placówki w Waszyngtonie Bogdana Klicha oraz Ryszarda Schnepfa, chargé d’affaires we Włoszech. (PAP)








