Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 22 stycznia 2026 10:40
Davos/Polska

Sikorski: celowe ataki na infrastrukturę cywilną to zbrodnia wojenna; ekspert: Rosja chce złamać opór

Z powodu rosyjskich bombardowań ukraińskich elektrowni, coraz więcej Ukraińców musi przetrwać bez prądu, ciepła i wody. Wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski powiedział w Davos, że niszczenie celów cywilnych to zbrodnia wojenna. Zdaniem analityka Andrzeja Szabaciuka Rosjanie chcą w ten sposób zmusić Ukrainę do kapitulacji.
Sikorski: celowe ataki na infrastrukturę cywilną to zbrodnia wojenna; ekspert: Rosja chce złamać opór
Radosław Sikorski

Autor: PAP/Paweł Supernak

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski podczas swojego środowego wystąpienia na Forum Ekonomicznym w Davos złożył hołd Ukraińcom, którzy z powodu rosyjskich nalotów na ukraińskie elektrociepłownie, są pozbawieni prądu i ciepła i "przeżywają teraz piekło". "Opuszczają największe miasta, w tym Kijów. To jest wielkie zagrożenie dla Ukrainy. Ci ludzie niczym sobie na to nie zasłużyli" - powiedział. Według Sikorskiego "celowe atakowanie infrastruktury cywilnej to zbrodnia wojenna".

Sami mieszkańcy Ukrainy przyznają, że sytuacja jest trudna. - Moja siostra ma domek pod Kijowem, zabrała tam ojca i ogrzewają się, paląc w tradycyjnym piecu – powiedziała PAP dr Halyna Naienko, paleoslawistka, profesor Uniwersytetu Narodowego im. Tarasa Szewczenki w Kijowie i Uniwersytetu Łódzkiego, która od marca 2022 r. mieszka w Polsce. – W mieszkaniu w Kijowie nie dało się wytrzymać: akumulatory zamarzły, temperatura wynosiła najwyżej kilka stopni, podczas gdy na zewnątrz było -15 st. C – relacjonuje, opierając się na tym, czego dowiedziała się od rodziny. Ludzie mają według niej nadzieję, że niedługo przyjdzie wiosna, choć, jak zauważyła, mrozy w rejonie Kijowa mogą tradycyjnie trwać do końca lutego, a temperatury spadać poniżej -20 st. C.. Jednak podkreśliła, że „Rosjanie nie dadzą rady, a ludzie wytrzymają”.

Z danych Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) wynika, że od początku obecnego sezonu grzewczego odnotowano 256 powietrznych ataków Rosji na obiekty energetyczne i systemy ciepłownicze Ukrainy. Rosjanie zaatakowali m.in. 11 elektrowni wodnych oraz 45 największych elektrociepłowni w kraju. Swoje zmasowane ataki, przeprowadzane przy kilkunastostopniowych mrozach, skoncentrowali m.in. na Kijowie oraz obwodach charkowskim, odeskim, dniepropietrowskim, sumskim i czernihowskim.

– Praktycznie nie ma w Ukrainie elektrowni, która nie zostałaby zaatakowana. Wszystkie są uszkodzone albo całkowicie wyłączone z eksploatacji – powiedział PAP dr Andrzej Szabaciuk, analityk Instytutu Europy Środkowej w Lublinie.

Ekspert przypomniał, że w przeszłości, w czasach wojen napoleońskich czy podczas II wojny światowej, kiedy niemiecka kampania przeciwko Związkowi Sowieckiemu załamała się m.in. z powodu ekstremalnych temperatur, spadających do -40 st. C, mróz sprzyjał rosyjskiej armii, pomagając jej w obronie przed agresorem. Jednak, jak podkreślił, obecnie Rosja wykorzystuje trudne warunki pogodowe do złamania oporu ludności cywilnej, a nie żołnierzy.

– Świadczy to o słabości rosyjskiej armii, która przez prawie cztery lata nie była w stanie złamać oporu Ukraińców. Dlatego Rosja stosuje barbarzyńską taktykę wymierzoną w ludność cywilną, aby zmusić Ukrainę do kapitulacji – ocenił Szabaciuk.

W jego opinii to kluczowy cel Kremla, ale zanim zostanie osiągnięty, Rosjanie chcą doprowadzić do masowych migracji Ukraińców, szczególnie w miastach przyfrontowych, bo to ułatwi rosyjskiej armii posuwanie się naprzód.

Najgorzej jest w Kijowie. We wtorek wieczorem, po rosyjskich atakach, ponad milion mieszkańców stolicy pozostawało bez prądu, a przeszło 4 tys. budynków wielorodzinnych nie miało ogrzewania.

Według wstępnych prognoz Ukraińskiego Centrum Hydrometeorologicznego na początku lutego temperatura ma być wyższa niż obecnie, kiedy mrozy w ciągu dnia sięgają kilkunastu stopni. Na razie jednak nadal będzie bardzo zimno.

Mieszkańcom Kijowa w obronie przed skutkami mrozów pomagają rozstawione na ulicach miasta mobilne „punkty niezłomności”. Jest ich 115, a według portalu Kyiv.News dotąd udzieliły pomocy 30 tys. mieszkańców.

To specjalne namioty, przeznaczone dla 30–40 osób, wyposażone w generatory zapewniające ciepło i prąd. Można w nich ogrzać się i napić gorącej herbaty. Działają całodobowo, bezpłatnie i bez ograniczeń czasowych, chyba że zostaje ogłoszony alarm przeciwlotniczy, wtedy trzeba ewakuować się do schronu.

W tych mobilnych punktach pomocy (są też stacjonarne) rotacyjnie pracuje ponad 40 psychologów, którzy codziennie wspierają około 600 osób – zarówno dorosłych, jak i dzieci.

Na ukraińskich stronach rządowych i samorządowych, m.in. dsns.gov.ua, pojawiły się także wskazówki, jak zapobiec hipotermii. Ukraińskie media codziennie informują o przypadkach śmierci z powodu wychłodzenia, jednak brak zbiorczych danych na temat skali takich zgonów w całym kraju. W opinii Szabaciuka Ukraińcy nie chcą ich ujawniać z tych samych przyczyn, dla których nie ujawniają strat wojennych w ludziach.

- Po prostu nie chcą pokazywać Rosji, że jej taktyka działa. To swoista autocenzura ukraińskich mediów, które nie chcą dodatkowo obniżać morale obywateli takimi informacjami. Ofiar mrozu i głodu jest dużo. Ile? Pewnie nigdy się nie dowiemy – ocenił ekspert.

Rosyjskie ataki na cele cywilne i infrastrukturę krytyczną, choć mają miejsce od początku wojny, obecnie wyraźnie się zintensyfikowały. Według Szabaciuka widać, że Rosjanie mają teraz większe możliwości uderzeniowe, zwiększyła się na przykład liczba Shahedów, które są coraz nowocześniejsze i bardziej śmiercionośne.

Według SBU Rosjanie atakują infrastrukturę energetyczną przy użyciu rakiet balistycznych i manewrujących oraz dronów. Na przykład w obwodzie odeskim, na południu Ukrainy, 12 stycznia Rosjanie użyli w nocnym ataku 156 bezzałogowców typu Shahed i Gerbera.

– Rosjanie najwyraźniej wyciągają wnioski i widzą, że takie ataki przynoszą konkretne efekty, dlatego codziennie uderzają w infrastrukturę – powiedział PAP i dodał, że trudna sytuacja humanitarna będzie się pogłębiać, co może rodzić „zmęczenie, marazm i brak nadziei na szybkie zakończenie wojny, nie mówiąc już o zwycięstwie”. Dlatego, jak podkreślił, gest Polaków – akcja pomocy dla marznącego Kijowa – jest tak ważny.

W środę wieczorem szef ambasady RP w Ukrainie Piotr Łukasiewicz poinformował, że Polska wysłała do Kijowa i innych miejscowości wokół stolicy Ukrainy, które nie mają prądu po rosyjskich atakach na ważną infrastrukturę, 400 generatorów prądotwórczych z zapasów rządowych.

Zbiórka pod hasłem „Ciepło z Polski dla Kijowa” na pomagam.pl przyniosła do dziś ponad 5 mln zł. Wpłat, w ciągu 6 dni dokonało ponad 40 tys. osób. Celem zbiórki jest zakup i wysłanie do Kijowa stu generatorów prądu i stacji zasilających.

– To dla Ukraińców iskierka nadziei i dowód, że ktoś o nich pamięta i nie zostawia ich samych – podsumował Szabaciuk.

Anna Gwozdowska (PAP)


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama