Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
wtorek, 27 stycznia 2026 13:06
Reklama KD Market

Andrzej Duda w Heritage Foundation; czym jest think tank kształtujący politykę „trumpistów”

Think tanki w USA, zarówno te liberalne jak i konserwatywne, wymyślają politykę – powiedział PAP dr Sławomir Dębski. Ekspert wyjaśnił, że Fundacja Heritage, do której dołączył Andrzej Duda, była tradycyjnie zapleczem programowym republikanów, a obecnie blisko jej do administracji Trumpa.
Andrzej Duda w Heritage Foundation; czym jest think tank kształtujący politykę „trumpistów”
Andrzej Duda

Autor: PAP/Piotr Nowak

Niezwykle obecnie wpływowa, ponad 50-letnia Fundacja Heritage, do której w roli „wizytującego eksperta o wybitnym dorobku” (ang. distinguished visiting fellow) dołącza były prezydent Polski Andrzej Duda, finansowana jest ze składek członkowskich amerykańskich konserwatystów i donacji i nie zależy od rządu. To odróżnia ją zdaniem eksperta od niektórych innych think tanków w USA, przyjmujących często także finansowanie projektów badawczych od rządów, nawet „z Europy czy państw Zatoki Perskiej”.

– Kiedy zmienia się lokator Białego Domu, opuszczający administrację ludzie z doświadczeniem rządowym, jeśli nie idą do biznesu, przechodzą zazwyczaj do think tanków, gdzie ładują baterie i wymyślają politykę – ocenił w rozmowie z PAP dr Sławomir Dębski, wykładowca College of Europe w Natolinie i były szef Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – Bo tym właśnie zajmują się w istocie think tanki, czyli polityką praktyczną: analizą rzeczywistości i szukaniem odpowiedzi na problemy tej rzeczywistości – dodał.

Wykuwane w think tankach programy polityki państwa przydają się, jak podkreślił ekspert, kiedy do władzy dochodzi opcja polityczna, z którą związana jest dana instytucja badawcza.

Jak podkreślił, think tanki są „fenomenem amerykańskim, nieprzekładalnym na żadną inną konstelację ustrojową”, bo tylko w USA instytucje badawcze mogą liczyć na wsparcie finansowe zwykłych obywateli. – Nikt nie zatrudni w Polsce kilkudziesięciu analityków, którzy w praktyce raz na parę lat muszą odpowiedzieć na jakieś bieżące problemy polityczne. Biznes interesuje się „tu i teraz”, tym, jak przepchnąć jakąś ustawę – zauważył Dębski.

Heritage zrzesza 500 tys. członków. Fundacja została założona w 1973 r. i od początku promowała politykę opartą na tradycyjnych wartościach: idei wolnej przedsiębiorczości, ograniczonej roli państwa i wolności jednostki. Odegrała istotną rolę w czasach rządów prezydenta Ronalda Reagana. To wtedy powstała publikacja „Mandat na rzecz przywództwa”, zawierająca konserwatywne rekomendacje dla administracji Reagana.

Rola Heritage ponownie wzrosła w pierwszej kadencji Donalda Trumpa. Jak obliczył magazyn „New York Times”, do połowy 2018 r. ponad 66 pracowników lub byłych pracowników fundacji pracowało dla jego administracji. W raporcie rocznym Heritage Foundation z 2017 r. można przeczytać, że administracja Trumpa „do końca 2017 r. zrealizowała 64 proc. z 321 rekomendacji” think tanku.

W drugiej administracji Trumpa także znaleźli się ludzie powiązani z Heritage. Na przykład Russell Vought, dawniej wiceprezes Heritage Action for America, organizacji siostrzanej dla Heritage, został ponownie dyrektorem Biura Zarządzania i Budżetu, a Tom Homan (w Heritage od 2022 r.) dawny dyr. ds. imigracji został przez Trumpa mianowany „carem od granicy” (ang. border czar).

Jak jednak podnoszą krytycy bliskich związków Heritage z „trumpistami”, w fundacji pracują już nie prawdziwi eksperci, ale zwolennicy rządu. To m.in. opinia cytowanego przez portal NPR (National Public Radio) prof. E.J. Fagana, politologa z Uniwersytetu Illinois w Chicago.

Zdaniem profesora zmiany w Heritage zaczęły się już w 2013 r., kiedy „stara gwardia założycieli” think tanku, m.in. jej prezes Ed Feulner – który zmarł w 2025 r. – odeszła, a jej szefem został Jim DeMint, senator Partii Republikańskiej. To wtedy nastąpiło „przejście” od instytucji o korzeniach reaganowskich do think tanku, jaki znamy dziś, związanego z trumpistami z MAGA (ruch zwolenników prezydenta Trumpa, Make America Great Again). Heritage nie tylko zasiliło według Fagana administrację swoimi ekspertami, jak bywało już wcześniej, ale wręcz ją „zorganizowało”.

W 2021 r. szefem Heritage został Kevin Roberts, który w roku wyborczym powiedział w rozmowie z „New York Timesem”, że jego rolą jest „instytucjonalizacja trumpizmu”.

Heritage czuwała więc nad opracowaniem strategii programowej dla drugiego rządu Trumpa, tzw. Project2025, którą liberalne media nazwały „kontrowersyjnym, konserwatywnym planem przebudowy rządu federalnego”. W tworzeniu tego programu uczestniczyła oprócz Heritage długa lista innych prawicowych organizacji, takich jak Moms for Liberty czy Turning Point USA. Zręby programu zawierała także publikacja nawiązująca do podobnego dokumentu z czasów Reagana, pod tym samym tytułem „Mandat na rzecz Przywództwa”.

W okresie poprzedzającym wybory prezydenckie w 2024 r. twórcy projektu ogłosili na swojej stronie internetowej, że powstał po to, aby „uratować kraj z uścisku radykalnej lewicy”. Chodziło m.in. o odchudzenie rządu, który według Robertsa był nastawiony przeciwko władzy konserwatystów. Jak powiedział dziennikowi NYT Roberts, Heritage uważał, że nie może powtórzyć się sytuacja z pierwszej kadencji, kiedy biurokracja blokowała rządzenie.

Prezydent Trump nigdy nie przyznał, że ma cokolwiek wspólnego z Projektem2025, ale jak na łamach The Conversation przekonywał Zachary Albert, politolog z Uniwersytetu Brandeis, jest wiele przykładów rozporządzeń wykonawczych Trumpa, które odzwierciedlają rekomendacje tego projektu. Wymienił m.in. rozporządzenie ze stycznia 2025 r., uznające „dwie płcie, męską i żeńską”, co doprowadziło do usunięcia odniesień do osób transpłciowych ze stron internetowych rządu.

Z kolei według CNN ponad dwie trzecie z 53 dekretów wykonawczych wydanych przez Trumpa w pierwszym tygodniu urzędowania „odwoływało się do propozycji określonych w dokumencie „Mandat na rzecz przywództwa”.

Dębski uważa jednak, że symbioza programowa Heritage z obecną administracją Białego Domu jest normalną koleją rzeczy w polityce w USA.

– Nie ma się co oburzać, że Heritage i zespół ludzi, których zorganizował, zajmowali się praktycznym myśleniem o polityce przyszłej administracji, uwzględniając oczekiwania wyborców Partii Republikańskiej – ocenił ekspert i przypomniał, że otoczenie demokratycznego Baracka Obamy, pozbawione własnego zaplecza eksperckiego, które konkurowało w kampanii z Hillary Clinton, mającą za sobą Brookings Institution, też stworzyło własny think tank, Center for American Progress.

Zapytany o korzyści wynikające z zaproszenia prezydenta Dudy do współpracy z Heritage Dębski uznał najpierw, że to „atut” dla samego think tanku, ponieważ zyskuje eksperta, który był szefem dużego europejskiego państwa, ważnego sojusznika Ameryki, o którym urzędujący prezydent USA dobrze się wypowiadał. Jak dodał, związki Dudy z Heritage mogą się także przydać Polsce.

– Nie chodzi o załatwianie konkretnych spraw, ale sam fakt, że prezydent Andrzej Duda będzie uwrażliwiać środowiska republikańskie na polski interes. Nie wiem, czy będzie miał wpływ na kierunek debaty republikańskiej, ale będzie w niej zauważalny – podsumował Debski.

Już wcześniej zdarzało się, że z amerykańskimi think tankami współpracowali czołowi europejscy politycy. Były premier Szwecji Carl Bildt był związany m.in. z Rand Corporation, gdzie został pierwszym członkiem zarządu tego think tanku, niebędącym obywatelem USA.

Z kolei w latach 2002–2005 obecny szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski był członkiem rezydentem (resident fellow) i dyrektorem wykonawczym New Atlantic Initiative w waszyngtońskim think tanku American Enterprise Institute.

Anna Gwozdowska (PAP)


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama