Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 13 lutego 2026 13:25
Reklama KD Market

Historia nie z tej ziemi

Pół wieku temu w lasach Apache-Sitgreaves w Arizonie odnotowano jeden z najbardziej kontrowersyjnych przypadków rzekomego porwania człowieka przez obcych. W 1975 roku przez pięć dni przeczesywano tam teren w poszukiwaniu zaginionego drwala. Świadkowie mówili o ingerencji UFO, policja podejrzewała morderstwo. Wielokrotnie sprawdzano ten sam obszar, lecz za każdym razem bez rezultatu. A potem, po pięciu dniach, Travis Walton wrócił – z historią nie z tej ziemi.
Historia nie z tej ziemi
Travis Walton

Autor: Wikipedia/Adobe Stock

Był zimny listopadowy wieczór. Siedmiu drwali po długim dniu pracy wracało do domu. W pewnym momencie kierujący ciężarówką szef brygady, Mike Rogers, dostrzegł unoszący się nad drzewami złoty dysk. Gwałtownie zatrzymał pojazd. Jeden z jego ludzi, 22-letni Travis Walton, wyskoczył z kabiny i pobiegł w stronę świecącego obiektu. Nagle niebiesko-zielona wiązka światła uderzyła w jego ciało i powaliła go na ziemię. Pozostali mężczyźni uciekli w popłochu. Gdy po kilku minutach zebrali się na odwagę, by wrócić, Travisa już nie było.


Porwany przez obcych

Mike Rogers zadzwonił do szeryfa. Opowieść o zniknięciu kolegi brzmiała jak science fiction. Cała ekipa drwali – prostych ludzi, niegrzeszących bujną wyobraźnią – potwierdziła jego relację. Zgodnie twierdzili: „Travisa porwali obcy”.

Rozpoczęto poszukiwania – jedne z największych w historii Arizony. Policja, wolontariusze i psy tropiące dzień po dniu przeczesywali las. Mijały kolejne doby, a po Travisie nie było żadnego śladu. W miasteczku Snowflake narastało napięcie. Zaczęły krążyć plotki i rodzić się podejrzenia. Władze uznały w końcu, że drwale zmyślili historię o UFO, by ukryć zabójstwo kolegi. Mężczyzn drobiazgowo przesłuchiwano, przeszukano ich domy. Rozpętała się publiczna nagonka, a presja i szykany dotknęły także ich rodziny. Oni jednak nie zmieniali zeznań. Wszyscy opowiadali dokładnie tę samą historię o UFO.

Pięć dni później, po północy 11 listopada, zaginiony odezwał się do swojej siostry. Dzwonił na koszt odbiorcy z budki telefonicznej w pobliskim Heber. Znaleziono go tam później skulonego w kabinie. Był odwodniony, oszołomiony i przekonany, że minęło jedynie kilka godzin od jego „wypadku” w lesie. 

Lekarze, którzy go zbadali, byli zdezorientowani. Stracił na wadze, miał małe ukłucie na ramieniu. Wyniki badania jego krwi nie pasowały do człowieka zagubionego w lesie, który przez pięć dni nic nie jadł. Gdzie więc był przez ten czas? Według samego Travisa – na statku kosmicznym.

Z jego wspomnień wyłonił się niezwykły obraz brakujących pięciu dni. Relacja ta, po raz pierwszy opublikowana w 1978 roku w książce „Doświadczenie Waltona”, należy do najbardziej sugestywnych opisów rzekomego kontaktu z obcymi. Według Waltona po uderzeniu wiązką światła w lesie stracił przytomność. Gdy się ocknął, leżał na stole w jasno oświetlonym pomieszczeniu z niskim sufitem. Czuł ból w całym ciele, szczególnie w klatce piersiowej. Przez chwilę sądził, że znajduje się w szpitalu. Szybko zrozumiał jednak, że to nie szpital. Gdy wzrok mu się wyostrzył, zobaczył trzy niskie istoty o dużych głowach, bladej skórze i ogromnych oczach. W panice uderzył jedną z nich i rzucił się do ucieczki korytarzem. Tam natknął się na wyższe, bardziej ludzkie postacie – o blond włosach i niebieskich oczach. Uśmiechając się, założyły mu maskę na twarz. To była ostatnia rzecz, którą zapamiętał. Potem obudził się nocą na poboczu drogi w Heber.

Aby oczyścić drwali z podejrzeń o próbę zabójstwa, policja zarządziła badania wykrywaczem kłamstw. Pięciu z nich przeszło je zadowalająco. Wyniki sugerowały, że naprawdę wierzą, iż ich przyjaciel został porwany przez obcych. Rezultaty testów Travisa były jednak niejednoznaczne. Część wskazywała, że mówi prawdę. Inne – że kłamie.

 

Facet od UFO

Przez kolejne dekady zwolennicy teorii o UFO wskazywali na sześciu zgodnych i – ich zdaniem – wiarygodnych świadków. Sceptycy zwracali jednak uwagę na możliwy motyw finansowy. Pisarze Philip J. Klass i Michael Shermer sugerowali, że całe zdarzenie mogło być mistyfikacją, podyktowaną chęcią zysku lub próbą usprawiedliwienia opóźnień w realizacji kontraktu przez załogę. Przywoływali przy tym konkretny szczegół: 20 października 1975 roku Mike Rogers sporządził notatkę, w której przyznał, że prace poważnie się opóźniają i mogą nie zostać ukończone na czas. Tej samej nocy stacja NBC wyemitowała film „Incydent UFO” o rzekomym porwaniu Barneya i Betty Hill przez obcych. Walton i Rogers oglądali go razem. Historia porwania przez UFO mogła pozwolić ekipie uniknąć surowej kary finansowej nałożonej przez Służbę Leśną za niedotrzymanie terminu umowy. To byłby wyraźny motyw.

Dodatkowo w 1972 roku tabloid „National Enquirer” ogłosił nagrodę w wysokości 50 tysięcy dolarów za dowód na istnienie istot pozaziemskich. Do 1975 roku suma wzrosła do 100 tysięcy. Walton sprzedał później swoją historię gazecie, która przyznała załodze nagrodę w wysokości 5 tysięcy dolarów.

W 1993 roku Paramount Pictures wyprodukował „Ogień na niebie” – adaptację wspomnień Travisa. Dla niego samego opowieść o porwaniu przez UFO okazała się jednak przekleństwem. Osaczony nieustannymi telefonami od innych „porwanych”, odłączył swoją linię telefoniczną na dziesięć lat. W małym miasteczku nie mógł też uciec od szyderstw. Jego dzieci dorastały z łatką ojca „faceta od UFO”.

W 2021 roku Mike Rogers opublikował w mediach społecznościowych wpis, w którym wyrzekł się swojego statusu świadka. Travis zareagował wściekłością. Rogers co prawda później wycofał się z oświadczenia, lecz szkoda została wyrządzona. W tym samym roku pojawiła się też teza, że to reflektor wieży obserwacyjnej stworzył w 1975 roku iluzję latającego spodka, który miał razić Waltona wiązką światła.

Sprawa ta do dziś pozostaje jedną z najbardziej kontrowersyjnych w historii ufologii. Opóźniony kontrakt leśny, film o UFO oglądany zaledwie dwa tygodnie przed zniknięciem Travisa oraz finansowa nagroda od „National Enquirer” poważnie podważają wiarygodność całego zdarzenia.

Travis Walton ma dziś 72 lata i wciąż jest pełen energii. Nadal podróżuje po kraju, opowiadając swoją historię na konferencjach ufologicznych. Budka telefoniczna w Heber, z której zadzwonił 11 listopada 1975 roku, stała się przydrożną atrakcją turystyczną, wymienianą w wielu amerykańskich przewodnikach. W 2019 roku, po raz pierwszy od dziesięcioleci, Walton i Rogers odwiedzili ją razem podczas realizacji filmu dokumentalnego.

Joanna Tomaszewska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama