Bawaria, sobota, 14 lutego, 1942 rok.
Wandzia obudziła się w małym, nieogrzewanym pokoju na poddaszu. Wyjęła głowę spod kołdry i poczuła przejmujący chłód. Spała w ubraniu. Nałożyła na plecy kubrak i zeszła do kuchni. Przygotowywała śniadanie dla Ingrid i jej córki Elsy. Tylko one zostały w gospodarstwie. Na front zostali powołani ojciec z dwoma dorosłymi synami. Ingrid otrzymała do pomocy robotnicę z Polski. Dziewczyna miała szesnaście lat i Ingrid nie była zadowolona z takiego przydziału.
Wanda nastawiła czajnik z wodą na kuchni, parzyła Niemkom kawę i gotowała jajka na miękko. Nigdy ich nie jadła. Dla niej był przeznaczony chleb i powidła.
Obiecała sobie, że jak wojna się skończy, kupi kopę jaj i naje się do syta.
Podczas śniadania Ingrid przeglądała codzienną prasę śledząc wiadomości z frontu. Prasa niemiecka pisała o sukcesach armii. Obojętnie czy były rzeczywiste, czy wyimaginowane.
Tego dnia położyła gazetę przed Wandą:
– Zobacz, kolejne zwycięstwo naszych. Niedługo wojna się skończy i moi chłopcy wrócą do domu.
Wandę przerażały te wiadomości. Jeśli Niemcy wygrają, może nigdy nie wrócić do domu i nie zobaczyć mamy. Za nią tęskniła najbardziej.
Wanda spojrzała na gazetę i jej wzrok spoczął na dacie: 14 luty, dzień jej urodzin. Pamiętała o swoich urodzinach, szczególnie tych osiemnastych, a dziś akurat zapomniała. Miło być dorosłym, ale nie w warunkach, gdy nie można decydować o sobie.
Wieczorem, jak w każdą sobotę po zmroku, wyszła ukradkiem z domu. Młodzi robotnicy z okolic spotykali się na leśnej polanie, palili ognisko, dzielili się skradzionym jedzeniem z niemieckich spiżarni. Romek grał na harmonijce ustnej.
Tego wieczoru zagrał dla niej i wszyscy śpiewali „Sto lat”. Potem były życzenia. Na leśnym pniu siedział koło niej Staś, był dwa lata starszy.
– Nazrywałbym ci kwiatków, ale o tej porze roku nie rosną. Ale mam coś dla ciebie.
Wyjął z kieszeni jabłko.
– Zjedz, dobre – zachęcał.
Jadła ze smakiem, a on wpatrywał się w nią. Gdy skończyła, powiedział:
– Daj mi ogryzek.
Włożył do ust i zjadł z pestkami i gniazdami nasiennymi.
– Wszystko dla ciebie zrobię – popatrzył jej w oczy – jeśli mnie zechcesz.
Nie było jeszcze Walentynek, a słowa wypowiedziane w tym dniu miały magiczną moc. Pobrali się w 1946 roku w koszarach wojskowych, gdzie oczekiwali na moment, gdy odbudowane zostaną tory kolejowe i ruszą pierwsze transporty do Polski.
Autor: Ewa Krasoń








