Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
sobota, 18 kwietnia 2026 07:59
Reklama KD Market

Powietrzni śmiałkowie

W stalinowskim okresie PRL-u wydostanie się z Polski było niezwykle trudne, a czasami wręcz niemożliwe. Zdarzały się jednak ucieczki niezwykłe – brawurowe, ryzykowne i zakończone sukcesem. Dwie z nich należą być może do najbardziej spektakularnych. Dziś ich bohaterowie pozostają niemal zapomniani, a młodsze pokolenia, które Polski Ludowej nigdy nie doświadczyły, rzadko się nimi interesują. Tymczasem są to wydarzenia, które powinny na trwałe zapisać się w historii powojennej RP.
Powietrzni śmiałkowie
Franciszek Jarecki

Autor: Wikipedia/Adobe Stock

W stalinowskim okresie PRL-u wydostanie się z Polski było niezwykle trudne, a czasami wręcz niemożliwe. Zdarzały się jednak ucieczki niezwykłe – brawurowe, ryzykowne i zakończone sukcesem. Dwie z nich należą być może do najbardziej spektakularnych. Dziś ich bohaterowie pozostają niemal zapomniani, a młodsze pokolenia, które Polski Ludowej nigdy nie doświadczyły, rzadko się nimi interesują. Tymczasem są to wydarzenia, które powinny na trwałe zapisać się w historii powojennej RP.

Jednym z filarów kontroli nad społeczeństwem „socjalistycznym” była niemal całkowita izolacja mieszkańców od świata znajdującego się za tzw. żelazną kurtyną. Wyjazdy za granicę pozostawały przywilejem nielicznych – tych, którzy byli użyteczni dla reżimu i skłonni do współpracy. W praktyce oznaczało to, że poza granice kraju mogli wyjeżdżać głównie artyści, sportowcy oraz osoby publiczne, choć zawsze pod ścisłą kontrolą władz.

Ludzie uciekali przede wszystkim z powodu braku perspektyw. Osoby twórcze i ambitne szybko dostrzegały, że ich rozwój i osiągnięcia uzależnione są od lojalności wobec partii i aparatu bezpieczeństwa. Drogi ucieczki bywały różne – przez zieloną granicę lub podczas oficjalnych wyjazdów. Znany kompozytor Andrzej Panufnik wykorzystał zagraniczne tournée, zmylił kontrolę i nocą przedostał się na lotnisko, skąd odleciał do Anglii.

 

„Migiem” na Bornholm

Franciszek Jarecki przeszedł do historii jako autor jednej z najbardziej brawurowych ucieczek – sowieckim myśliwcem MiG na Bornholm. Nie tylko zdołał umknąć ścigającym go samolotom, lecz także wylądował dużą maszyną odrzutową na niewielkim, lokalnym lotnisku z nierównym, trawiastym pasem startowym. Stał się bohaterem amerykańskich mediów, które przedstawiały jego wyczyn jako symbol odwagi i zachęcały mieszkańców innych krajów komunistycznych do podobnych aktów ucieczki.

Jarecki, urodzony w 1931 roku, po wojnie mieszkał wraz z matką w Bytomiu. Najpierw zapisał się na kurs szybowcowy, a następnie wstąpił do Szkoły Orląt w Dęblinie, którą ukończył z wyróżnieniem. W 1952 roku został przeniesiony do bazy wojskowej w Redzikowie koło Słupska. Pomimo sukcesów zawodowych coraz bardziej dystansował się od realiów życia w Polsce Ludowej. Narastała w nim frustracja związana z własną sytuacją. Decyzja o ucieczce dojrzewała stopniowo. Prawdopodobnie obawiał się, że jego kariera legnie w gruzach, gdy ujawnione zostanie pochodzenie rodzinne – prywatny sklep prowadzony przez matkę oraz krewni w USA. 

Wstąpił do PZPR i równocześnie zaczął planować „odlot” z PRL-u. Był to krok skrajnie ryzykowny – dezercja z wojska groziła poważnymi konsekwencjami nie tylko dla niego, lecz także dla jego bliskich. Mimo to zdecydował się działać. Wykorzystał okazję podczas jednego z lotów szkoleniowych. Był przygotowany na najgorsze – lecąc nad Bałtykiem miał przy sobie nabity pistolet i brał pod uwagę samobójstwo, gdyby jego plan się nie powiódł a on sam został przechwycony przez sowieckie samoloty.

5 marca 1953 roku, w dniu śmierci Józefa Stalina, Jarecki wystartował myśliwcem MiG-15 z polskiego lotniska. Zamiast wykonywać zaplanowane manewry, skierował maszynę na zachód, lecąc w stronę Danii. Był to lot skrajnie niebezpieczny – musiał unikać wykrycia przez radary i liczyć się z ryzykiem uznania za wrogi cel oraz zestrzelenia. Ucieczki Polaków na Bornholm zdarzały się już od 1950 roku. Planowano tam utworzenie amerykańskiej bazy NATO, jednak pod naciskiem ZSRR rząd Danii zrezygnował z rozmieszczenia amerykańskich samolotów. Mimo to wyspa pozostawała najbliższym punktem poza granicami Układu Warszawskiego i dawała realną szansę na uzyskanie azylu politycznego dla tych, którym udało się tam dotrzeć.

Jarecki miał być prowadzony przez instruktora. W trakcie lotu odrzucił dodatkowe zbiorniki paliwa i, korzystając z osłony chmur, odłączył się od prowadzącego pilota, schodząc na wysokość około 200 metrów. Gdy instruktor zameldował jego zniknięcie, natychmiast rozpoczęto poszukiwania. Sowieckie myśliwce ruszyły w pościg. Jareckiemu udało się jednak podejrzeć częstotliwość alarmową, dzięki czemu wiedział, gdzie znajdują się ścigające go samoloty. Kryjąc się za chmurami, doleciał na Bornholm – zajęło mu to zaledwie siedem minut.

 

Wyjątkowy wyczyn

W tym czasie wyspa Bornholm znajdowała się pod kontrolą Danii i Szwecji. Jarecki liczył, że funkcjonuje tam duża amerykańska baza wojskowa. Okazało się, że tak nie jest, jednak z powodu braku paliwa musiał lądować na niewielkim, lokalnym lotnisku. Na miejsce sprowadzono amerykańskich specjalistów, którzy zbadali samolot, zanim został on zwrócony Polsce. Jareckiemu natomiast umożliwiono wyjazd do Monachium. W Polsce pilot został zaocznie skazany na karę śmierci.

Ucieczka sprawiła, że Franciszek Jarecki zyskał ogromną popularność. Rozgłos przyniosło mu także dramatyczne lądowanie na małym lotnisku w Rønne, gdzie spodziewał się dobrze przygotowanej infrastruktury wojskowej. Dzięki wysokim umiejętnościom zdołał posadzić ciężki myśliwiec na nierównym, nieprzystosowanym terenie, co stanowiło wyjątkowy wyczyn. Jego ucieczka miała znaczenie nie tylko polityczne, lecz również militarne – Zachód uzyskał dostęp do technologii i konstrukcji MiG-15, wcześniej znanych głównie z pola walki, między innymi podczas wojny koreańskiej.

Po ucieczce Jarecki wystąpił w Radiu Wolna Europa oraz otrzymał Krzyż Zasługi od Władysława Andersa. Brał udział w programach telewizyjnych, a jego twarz pojawiała się na okładkach popularnych amerykańskich gazet. Za sprowadzenie na Zachód samolotu MiG-15 otrzymał nagrodę w wysokości 50 tysięcy dolarów. Wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie ukończył studia.

Początkowo pracował jako przedstawiciel handlowy, a następnie założył własną firmę produkującą części do rakiet wykorzystywanych w amerykańskim programie kosmicznym. Był dwukrotnie żonaty i miał sześcioro dzieci. Zmarł w 2010 roku w USA. Stał się także bohaterem pierwszego odcinka serialu „Wielkie Ucieczki” poświęconego losom Polaków uciekających na Zachód z krajów „demoludów”.

Ucieczka Jareckiego miała poważne konsekwencje dla władz Polski Ludowej. W jej następstwie zaostrzono kontrolę nad pilotami wojskowymi, zwiększono nadzór oraz wprowadzono dodatkowe środki bezpieczeństwa, aby zapobiec podobnym incydentom w przyszłości. Dezercja była traktowana jako zdrada państwa, a propaganda usiłowała przedstawić Jareckiego jako zdrajcę. Warto również zauważyć, że jego ucieczka była jedną z kilku podobnych w tamtym okresie. Piloci z krajów bloku wschodniego, mający dostęp do nowoczesnych samolotów, znajdowali się w wyjątkowej sytuacji – mieli realną możliwość ucieczki na Zachód. Jednak tylko nieliczni decydowali się na tak ryzykowny krok.

 

Szybowcem do Skandynawii

Jednym z takich śmiałków był Eugeniusz Pieniążek, urodzony 1 stycznia 1934 roku w Lidzie, dziś znajdującej się na terenie Białorusi. Od najmłodszych lat fascynowało go lotnictwo – pasję tę zaszczepił w nim ojciec, zawodowy pilot wojskowy. W dzieciństwie sklejał modele samolotów i bawił się miniaturami myśliwców, a już w wieku 16 lat rozpoczął naukę latania na poniemieckim szybowcu SG-38. Licencję pilota zdobył w 1955 roku, mając zaledwie 21 lat.

Jego rodzice w 1946 roku przenieśli się z Lidy do Ostródy, gdzie Eugeniusz rozpoczął naukę w szkole podstawowej i średniej. Po ich ukończeniu kontynuował edukację w szkole zawodowej w klasie metalurgicznej. W monografii wydanej z okazji jubileuszu 50-lecia szkoły jego nazwisko widnieje w spisie absolwentów rocznika 1951/1952. W 1950 roku rozpoczął szkolenie szybowcowe w Olsztynie, rok później ukończył podstawowe szkolenie w Malborku, a następnie wstąpił do Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego, którego członkiem pozostawał do 1957 roku. W 1955 roku odbył szkolenie samolotowe w Lesznie.

W latach 1957-58 pracował jako instruktor szybowcowy w Aeroklubie Wojskowym w Oleśnicy, a następnie podjął pracę w Centrum Szybowcowym w Lesznie, również jako instruktor. Intensywnie latał na szybowcach, a w 1961 roku spełnił wszystkie wymagania i otrzymał Złotą Odznakę Szybowcową z trzema diamentami. Pracował także jako pilot agrolotniczy, zajmując się nawożeniem pól i opryskiwaniem lasów preparatami przeciw szkodnikom. W 1967 roku rozpoczął pracę w Zakładach Szybowcowych Delta-Bielsko jako oblatywacz.

W latach 60. Polska, zainteresowana eksportem szybowców „Mucha” i „Sokół” na Zachód, wysyłała Pieniążka między innymi do Szwecji. Pokonywał on drogę do Skandynawii szybowcem, czym zaskarbił sobie uznanie i sympatię Szwedów. Ułatwiało mu to nawiązywanie kontaktów, co jednocześnie zwróciło uwagę Służby Bezpieczeństwa. Funkcjonariusze bezskutecznie próbowali nakłonić go do współpracy. Po odmowie spotkały go represje – stracił pracę, podobnie jak jego żona, a dodatkowo odebrano mu paszport, uniemożliwiając wyjazdy zagraniczne.

 

Samolot w pokoju

W tej sytuacji postanowił zbudować samolot i uciec nim z Polski. W 1968 roku otrzymał od przyjaciół z Wielkiej Brytanii plany samolotu Turbulent, które wykorzystał przy konstrukcji własnej maszyny. Budowa jednomiejscowego samolotu turystycznego odbywała się w całości w pokoju jego córki. Do konstrukcji zastosował tylną część kadłuba i usterzenie szybowca Foka 4, przerobione skrzydła z szybowca Jaskółka oraz elementy innych maszyn. Nazwę „Kukułka” wymyśliła córka konstruktora. Przy budowie pomagało mu troje znajomych, a gotowe elementy spuszczano na linach przez okno na pierwszym piętrze. Ogon maszyny wystawał na korytarz, tak że żona konstruktora, idąc do kuchni, musiała się przeciskać – jak wspominał po latach, „dobrze, że była szczupła”. Większe części, takie jak kadłub i skrzydła, montowano w hangarze aeroklubu. Ostatecznie samolot mierzył 5,4 metra długości, a rozpiętość skrzydeł wynosiła 8 metrów. Latem 1971 roku maszyna została oblatana i oficjalnie zarejestrowana jako konstrukcja amatorska.

W PRL-u budowa niewielkich samolotów do celów prywatnych nie była zakazana, o ile konstruktor spełniał określone wymogi, a gotowa maszyna została odpowiednio zarejestrowana i oznaczona. Ponieważ Pieniążek był dyplomowanym pilotem szybowcowym, jego prace nad „Kukułką” nie wzbudziły podejrzeń.

 

„Kukułką” do Jugosławii

13 września 1971 roku Pieniążek nielegalnie opuścił terytorium Polski. Wystartował z Krosna i w trudnych warunkach pogodowych leciał na bardzo niskiej wysokości, chcąc uniknąć wykrycia przez obronę powietrzną. Przez Słowację i Węgry dotarł do Suboticy w Jugosławii. Posługiwał się mapą samochodową, lecąc wzdłuż dróg i rzek, a swoją pozycję określał na podstawie napisów na stacjach kolejowych. Nie dysponował żadnym sprzętem nawigacyjnym, dlatego w dużej mierze polegał na orientacji wzrokowej i rozpoznawaniu charakterystycznych obiektów w terenie.

W wyniku długiego i wyczerpującego lotu jego prawa noga uległa częściowemu paraliżowi. Po wylądowaniu został zatrzymany przez jugosłowiańskie władze, jednak po siedmiu miesiącach otrzymał jednodniową przepustkę pod warunkiem opuszczenia kraju. Przez Austrię przedostał się do Szwecji, gdzie później sprowadził także swój samolot. W 1973 roku dołączyła do niego rodzina. Na początku lat 90. powrócił do Polski i osiedlił się w okolicach Krosna. Założył polski oddział Experimental Aviation Association i zajął się budową samolotów Bücker Bü 131 Jungmann. Zainicjował również budowę repliki samolotu RWD-5.

W 1992 roku zarejestrował swój samolot w Szwecji pod znakami SE-XKK. Od 1993 roku był członkiem Rady Programowej „Przeglądu Lotniczego Aviation Revue”. W 1997 roku jego maszyna wróciła do Polski i otrzymała oznaczenie SP-FKU. 13 września 2005 roku konstruktor przekazał ją do Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie, gdzie znajduje się do dziś.

Andrzej Heyduk


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama