Kilka dni temu spadła na Polskę druzgocąca wiadomość o tragicznej śmierci młodego polityka Łukasza Litewki. Aż trudno było i nadal jest uwierzyć, że życie stracił człowiek, który jako jeden z niewielu (jeżeli nie jedyny) potrafił zachować w polityce ludzką twarz i walczyć o swoje ideały i wartości, nie dbając o przynależności klubowe i pozostałe przekonania. Takich ludzi jest naprawdę niewielu, a jego brak, który teraz tak intensywnie czuć, przypomina, że ludzie potrzebują dobra.
Jednocześnie miniony weekend przyniósł w Polsce finał 9-dniowej zbiórki dla dzieci chorych na raka. Choć początek nie zapowiadał tak wielkiego sukcesu, ostatnie dni pokazały jak Polacy potrafią się jednoczyć, żeby pomóc, wesprzeć, działać dla większego dobra.
Dziś chciałabym zaprosić Cię Drogi Rodzicu do przyjrzenia się bliżej tej naszej potrzebie dobra, czy ona rzeczywiście jest w nas, mieszka w naszych sercach, czy została zastąpiona przez pragnienie władzy i pieniędzy?
Komu to potrzebne?
W historii świata były podejmowane próby wychowywania dzieci w surowej dyscyplinie, bez okazywania ciepła i uczuć. Nie przyniosło to korzystnych efektów i współczesnym rodzicom przypomina się bardzo intensywnie, jak ważne jest ciepło, emocjonalne wsparcie i najogólniej rzecz ujmując – budowanie relacji. W taki oto sposób pokazujemy dzieciom dobro i miłość.
Wspomniany już przeze mnie Łukasz Litewka napisał kiedyś: „Wierzę że pewnego dnia ktoś zmieni ten kraj i ludzie w autobusach i na ulicach zaczną się po prostu uśmiechać”. Wydaje się to takie proste, ale w praktyce to uśmiechanie wcale proste nie jest, bo od czasów dzieciństwa zdążyliśmy już zapomnieć, jak potrzebujemy tego dobra, czy kontaktu z drugim człowiekiem, na którym już niejednokrotnie być może zdarzyło nam się zawieść. To wszystko sprawia, że niejednokrotnie przywdziewamy swego rodzaju zbroję, która ma nas chronić przed kolejnymi możliwymi zranieniami. Na podobną, jako rodzice, możemy się natknąć u nastolatków, którzy też najpierw sprawdzają rodziców, czy chcą słuchać, czy czasem nie przyszli znowu oceniać?
Przeczytałam kiedyś, że najbardziej potrzebują miłości ci, którzy najmniej na to zasługują. Jest w tym stwierdzeniu bardzo dużo prawdy, kiedy pamiętamy o tej wspomnianej zbroi. Kiedy zatem nasze dzieci doprowadzają nas do szewskiej pasji, warto pamiętać, że nierzadko jest to wyłącznie sposób na to, aby zostać „przytulonym” bardziej lub mniej dosłownie.
Jak porządek
Kiedy myślałam ostatnio o naszej potrzebie dobra, przyszło mi do głowy, że z tym dobrem jest trochę jak z porządkiem. Większość z nas lubi, a nawet potrzebuje, ale ciężko w tym wytrwać, bo brakuje czasu, nie zawsze nam się chce, czasem odkładamy na bliżej nieokreślone jutro, niekiedy przeszkadza nam zły humor, czy też zwyczajnie złościmy się, zamiast spojrzeć na sprawę z nieco innej perspektywy.
Jednocześnie zarówno porządek wokół nas, jak i dobro, które nas otacza, dają nam swego rodzaju spokój i bezpieczeństwo, których potrzebujemy.
Być może odpowiedzią na te potrzeby jest zatrzymanie, aby zwrócić uwagę nie na to, czym karmią nas media, ale bardziej na to, co jest bezpośrednio wokół nas. Choć w ogólnej przestrzeni, niekiedy dotrze do nas informacja o tym, że gdzieś zdarzyła się coś dobrego, czy miłego, ale w zdecydowanej większości są one wypierane przez wojny, afery i nieszczęścia, bo właśnie te drugie są znacznie lepiej przyswajane przez ludzki mózg.
Dobrym kierunkiem wydaje się być również skupienie na tym, co sami możemy zrobić, aby tego dobra (czy porządku) było wokół nas więcej. Koncentrując się wyłącznie na oczekiwaniu, aż inni zrobią coś dla nas, możemy się niestety nie doczekać, ale biorąc sprawy we własne ręce, możemy być iskierką, która zapoczątkuje cały łańcuch pięknych zmian.
Choć nie zawsze chcemy pokazać na zewnątrz tą wrażliwą cząstkę naszej duszy, to wierzę, że większość z nas ma w sobie ogromną potrzebę dobra, zarówno tego okazywanego, doświadczanego, jak tego, które zwyczajnie jest gdzieś obok nas i można się od czasu do czasu ogrzać w jego ciepełku. Jeżeli zaczyna nam go brakować, to nie jest dowód na to, że go wcale już nie ma na świecie, ale bardziej na to, że coś innego nam go przysłania. Twórzmy sami dobro wokół siebie i nawet jeśli nie będzie to działanie na wielką skalę, to niech zmieni się coś tylko w naszym najbliższym otoczeniu. Zwykły uśmiech czasami może mieć dla kogoś ogromną moc.










