Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
czwartek, 30 kwietnia 2026 18:28
Reklama KD Market
Żerowanie na lęku przed deportacją

Imigracyjny strach jako biznes

Im bardziej zaostrza się polityka imigracyjna administracji, tym szybciej rośnie rynek dla tych, którzy handlują fałszywą nadzieją, przy pomocy obietnic w rodzaju: „załatwimy status”, „zatrzymamy deportację”, „mamy kontakt w USCIS”, „sąd odbędzie się online”. Mechanizm jest prosty — deportacje wywołują strach, strach rodzi desperację, a desperacja osłabia ostrożność. Właśnie w tej przestrzeni działają oszuści. Po raz kolejny przypominamy o tym zjawisku, bo problem nie tylko nie znika, lecz wyraźnie się nasila.
Imigracyjny strach jako biznes

Autor: Adobe Stock

Oszustwo w erze social mediów

Według American Immigration Lawyers Association (AILA) – największej w USA organizacji zrzeszającej ponad 15 000 prawników imigracyjnych i ekspertów specjalizujących się w prawie imigracyjnym od połowy 2025 roku obserwowany jest wyraźny wzrost skoordynowanych i coraz bardziej wyrafinowanych oszustw. 

AILA wskazuje, że nowe schematy przestępczych działań koncentrują się przede wszystkim na mediach społecznościowych, zwłaszcza Facebooku i WhatsAppie, gdzie oszuści wykorzystują płatne reklamy, profesjonalnie przygotowane profile i branding, aby podszywać się pod kancelarie prawne oraz organizacje pomocowe. Co istotne, według tej organizacji nie chodzi już o pojedyncze przypadki, lecz o zjawisko o charakterze systemowym – powstały całe sieci przestępcze, które systemowo wykorzystują nazwy, logotypy i reputację znanych instytucji.

Fałszywi prawnicy, prawdziwe straty

Mechanizm pozostaje niezmienny: obietnica szybkiego rozwiązania, pozory profesjonalizmu i stopniowe wyciąganie pieniędzy. Jak opisywał „Washington Post”, już w 2025 roku przestępcy podszywali się pod realne kancelarie na TikToku, Facebooku i WhatsAppie. Ofiary traciły tysiące dolarów — ale często także szansę na uregulowanie swojego statusu w legalnej procedurze na drodze sądowej.

Przykładami imigracyjnych oszustw z ostatnich miesięcy można by zapełnić całe tomy — warto jednak przyjrzeć się kilku najbardziej wymownym historiom. Odalys González Silvera z Nowego Jorku, legalna rezydentka USA, szukała pomocy dla członka rodziny przetrzymywanego w ośrodku detencyjnym w Arizonie. Trafiła przez Facebooka na rzekomą kancelarię „Berman & Associates”. Oszuści zadbali o każdy szczegół: podczas wideorozmów pokazywali biuro z amerykańską flagą i dyplomami na ścianach, przesyłali dokumenty do złudzenia przypominające korespondencję U.S. Citizenship and Immigration Services (USCIS), a następnie systematycznie żądali kolejnych opłat — za przyjęcie sprawy, przygotowanie formularzy, rzekomą kaucję czy nawet koszty podróży prawnika. W sumie Silvera straciła 5488 dolarów. Najbardziej dotkliwa okazała się jednak nie sama strata finansowa, lecz wzbudzenie fałszywej nadziei u zatrzymanego członka rodziny na szybkie uregulowanie jego statusu.

Oto kolejny przykład: Brayan López z Detroit znalazł na Facebooku prawnika — jak się później okazało, fikcyjnego — który zainscenizował rozprawę imigracyjną za pośrednictwem WhatsAppa. Całość była starannie wyreżyserowana: w tle widniała flaga USA, rozmówca występował w roli urzędnika, a atmosfera przypominała oficjalne posiedzenie sądu. López stracił 1300 dolarów. Jak sam przyznał, wielu poszkodowanych nie zgłasza takich spraw, obawiając się, że kontakt z instytucjami może doprowadzić do deportacji.

Z kolei Julián Jiménez z Florydy padł ofiarą oszustwa o szczególnie cynicznym charakterze — przestępcy podszyli się pod organizację Catholic Charities, jedną z najbardziej rozpoznawalnych instytucji niosących pomoc imigrantom w USA. Wykorzystując jej renomę i zaufanie, jakim cieszy się wśród migrantów, oferowali rzekome wsparcie prawne i obiecywali ścieżkę do uzyskania zielonej karty. Kontakt nawiązano przez media społecznościowe, a następnie kontynuowano go telefonicznie i przez komunikatory. Jiménez był przekonywany, że jego sprawa jest „w toku”, a kolejne wpłaty — realizowane w ratach — są niezbędne do jej finalizacji. W rzeczywistości żadnych działań nie podjęto.

Sprawa ta wpisuje się w szerszy, ogólnokrajowy schemat. Catholic Charities wielokrotnie ostrzegała, że oszuści wykorzystują jej nazwę, logo, a nawet dane konkretnych pracowników, tworząc fałszywe profile, strony internetowe i dokumenty do złudzenia przypominające autentyczne materiały. W wielu przypadkach ofiary otrzymują fikcyjne umowy, a następnie są stopniowo nakłaniane do kolejnych płatności — czasem sięgających nawet kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Organizacje pomocowe podkreślają, że skala zjawiska ma charakter ogólnokrajowy i w ostatnich miesiącach wyraźnie się nasila.

Wirtualne rozprawy i realne konsekwencje

Nelson Torres Sifontes z Tampy uwierzył osobie —  a może raczej szajce — przedstawiającej się jako „Attorney Luciana Miller”. Obiecano mu szybkie uzyskanie zielonej karty, najpierw pobierając od niego setki, a następnie tysiące dolarów. Całość uwiarygodniono sfingowaną wirtualną rozprawą. Podejrzenia pojawiły się dopiero w momencie, gdy zażądano kolejnych 5000 dolarów. Inni tracili jeszcze więcej. Rogelio Martín Morales z Iowa przez rok przekazywał pieniądze rzekomej kancelarii znalezionej na Facebooku. Oszuści organizowali fikcyjne przesłuchania i przesyłali dokumenty łudząco przypominające oficjalne pisma. W efekcie stracił około 11 tysięcy dolarów. Takie oszustwa mają podwójne konsekwencje: ofiary tracą często dorobek życia, a jednocześnie — wprowadzane w błąd co do przebiegu postępowania — ryzykują przegapienie rzeczywistych terminów i decyzji w swoich sprawach imigracyjnych, co może prowadzić do deportacji. Do tego dochodzą wyniki federalnego śledztwa z Nowego Jorku. Departament Sprawiedliwości oskarżył tam pięć osób o podszywanie się pod sędziów imigracyjnych, funkcjonariuszy i prawników; zarzuty obejmowały m.in. zmowę przestępczą w celu oszustwa elektronicznego, pranie pieniędzy i fałszywe podawanie się za urzędników USA. Według doniesień medialnych grupa miała prowadzić fałszywą kancelarię, organizować fikcyjne rozprawy i wyłudzić ponad 100 tys. dolarów. Jedna z ofiar miała przez to oszustwo przegapić prawdziwą rozprawę i zostać objęta nakazem deportacji, na szczęście później cofniętym. 

Oszustwa te wpisują się w kilka powtarzalnych, dobrze rozpoznanych schematów. Najczęściej polegają na podszywaniu się pod kancelarie prawne lub konkretne osoby posiadające uprawnienia do wykonywania zawodu — czyli na kradzieży tożsamości prawników. Do tego dochodzą fikcyjne rozprawy organizowane online, fałszywe formularze stylizowane na dokumenty wydawane przez USCIS, a także wymuszanie płatności za pośrednictwem szybkich systemów transferowych, takich jak Zelle, Venmo czy PayPal, które nie zapewniają standardowej ochrony konsumenckiej. Oszuści często składają nierealistyczne obietnice „gwarantowanego” uzyskania statusu pobytowego, żądają podpisywania pustych lub niekompletnych formularzy, zatrzymują dokumenty klientów, a następnie domagają się kolejnych opłat pod różnymi pretekstami.

Jak wskazywał „Washington Post”, powołując się na ostrzeżenia organizacji Catholic Legal Immigration Network (CLINIC), sygnałami alarmowymi są m.in. żądanie gotówki bez wystawienia pokwitowania, powoływanie się na rzekome „specjalne kontakty” w USCIS czy sugestie, by nie stawiać się na prawdziwą rozprawę sądową — co w praktyce może prowadzić do natychmiastowych negatywnych konsekwencji prawnych.

Czy państwo jest bezradne?

Jak walczy się z tym zjawiskiem? Po pierwsze, poprzez działania organów ścigania — śledztwa, akty oskarżenia i procesy karne, choć liczba wykrytych spraw wciąż pozostaje niewspółmierna do skali procederu. 

Po drugie, poprzez szeroko zakrojone działania informacyjne prowadzone przez instytucje federalne i organizacje branżowe, takie jak USCIS, Federal Trade Commission (FTC), American Immigration Lawyers Association (AILA), American Bar Association (ABA) czy wspomniana CLINIC oraz organizacje religijne różnych denominacji.

Po trzecie, kluczową rolę odgrywa uświadamianie zagrożeń wśród potencjalnych ofiar i zalecanie takich działań jak sprawdzanie licencji prawników w stanowych izbach adwokackich, weryfikowanie akredytowanych przedstawicieli Department of Justice (DOJ), korzystanie z oficjalnych katalogów usługodawców (AILA, CLINIC, Immigrant Advocates Network), unikanie szybkich przelewów oraz domaganie się formalnej, pisemnej umowy. Istotne jest także dokumentowanie wszelkich podejrzanych działań — od zrzutów ekranu i zapisów rozmów, przez numery telefonów i adresy e-mail, po potwierdzenia przelewów i linków do profili w mediach społecznościowych — co może później stanowić podstawę do zgłoszenia sprawy i ewentualnego dochodzenia roszczeń.

Imigranci bronią się także oddolnie: sprawdzają informacje w zaufanych organizacjach, idą do biura osobiście, konsultują sprawę z drugim prawnikiem, zgłaszają podejrzane profile platformom społecznościowym, bankom i lokalnym organizacjom pomocowym. Prawnicy z kolei muszą chronić nie tylko klientów, ale i własną tożsamość. AILA zaleca traktować podszywanie się pod kancelarię jak kradzież tożsamości: zachować dowody, zgłosić sprawę do EOIR, FTC, USCIS, prokuratora stanowego, policji i właściwej izby adwokackiej. 

Najtrudniejsze pytanie nie brzmi więc „jak rozpoznać oszusta?”, lecz „dlaczego tak łatwo znaleźć ofiarę?”. Odpowiedzi trzeba szukać w polityce. Im bardziej system imigracyjny opiera się na strachu — na nalotach, detencji, niepewności statusu i poczuciu bezradności — tym szersze pole działania zyskują przestępcy. Paradoks polega na tym, że zaostrzenie kursu może ograniczać niektóre formy nadużyć, ale jednocześnie napędza popyt na „cudowne rozwiązania”, które ktoś zawsze będzie gotów sprzedać.

Cisza, która chroni oszustów

W świecie, w którym kontakt z policją, Immigration and Customs Enforcement (ICE) czy sądem budzi lęk, ofiary coraz rzadziej zgłaszają przestępstwa. A tam, gdzie zapada cisza, oszust nie tylko działa bezkarnie — zyskuje czas, szansę na zwiększenie skali prowadzonego procederu i kolejne ofiary.

Stąd zasadne pytanie, czy prowadzenie polityki antyimigracyjnej w obecnym kształcie ograniczy zjawisko, czy je raczej pogłębi? Można ścigać fałszywych prawników, usuwać konta i publikować ostrzeżenia. Ale jeżeli państwo jednocześnie stwarza atmosferę paniki, to samo dostarcza oszustom najlepszego narzędzia sprzedaży. W tej historii towar jest fałszywy, kancelarie są fałszywe, rozprawy są fałszywe. Prawdziwy pozostaje tylko strach — i rachunek, który płacą imigranci.

Jolanta Telega
[email protected]

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama