Podobnie jak wy, w ciągu ostatnich kilku tygodni dużo słyszałem w wiadomościach o tym, jak polityka i religia są ze sobą powiązane. W dużej mierze wynika to z niedawnego wpisu prezydenta Trumpa, w którym zamieścił obrazy wygenerowane przez AI sugerujące, że jest Jezusem, a jeśli nie Jezusem, to przynajmniej jakimś rodzajem świętego uzdrowiciela.
Ale Trump nie jest jedyną osobą, która twierdzi, że polityka i religia są nierozłączne. Jakiś czas temu byłem na forum politycznym zorganizowanym przez Młodych Demokratów i Młodych Republikanów i wysłuchałem 16 polityków – zarówno Demokratów, jak i Republikanów. Ubiegali się o różne stanowiska, od radnych miejskich po posłów w Kongresie USA, i wszyscy – z jednym wyjątkiem – zaczynali i kończyli swoje wystąpienia stwierdzeniem, że to Bóg powołał ich do ubiegania się o ten urząd dla dobra ludzkości.
Dwóch z nich było w rzeczywistości pastorami. Jeden – episkopalnym, Demokratą, a drugi – republikańskim baptystą.
Najprawdopodobniej wszyscy oni są po prostu kiepskimi czytelnikami. Nie rozumiem, jak można czytać Nowy Testament i dojść do wniosku, że Jezus chce, abyś zajmował się polityką.
Jakiś czas temu przeczytałem książkę What Jesus Meant autorstwa laureata Nagrody Pulitzera, historyka Garry’ego Willsa. Jego spojrzenie na tę kwestię (a jest on katolikiem) jest takie, że w Nowym Testamencie – przynajmniej w czterech Ewangeliach – nie ma właściwie niczego, co pozwalałoby uczciwie dostrzec związek między religią a polityką. Twierdzi on, że Jezus był zasadniczo apolityczny, a Jego nauczanie miało pozostać oddzielone od struktur władzy politycznej. Według Garry’ego Willsa, kiedy Jezus powiedział: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara”, miał na myśli to, że sprawy doczesne, takie jak pieniądze, podatki czy władza polityczna, są błahe, a znaczenie mają jedynie „rzeczy Boże” – takie jak serce, dusza i ludzkie oddanie.
Czytałem też prace badaczy Biblii – takich jak Elaine Pagels i Karen Armstrong – którzy w zasadzie mówią to samo. Jeśli Jezus do czegoś nas wzywa, to do tego, byśmy byli dobrzy i pomagali innym. Do tego nie trzeba skupiać się na polityce. Jeśli już, to polityka raczej przeszkadza, a także tworzy struktury bardziej skoncentrowane na władzy i jej utrzymaniu niż na czymkolwiek związanym z duszą.
Nie sądzę, by którykolwiek z tych polityków czy kaznodziejów, którzy twierdzą, że istnieje związek między polityką a religią, naprawdę słuchał tego, co mówił Jezus. W rzeczywistości uważam, że wszyscy oni opowiadają się za odrzuceniem nauk Jezusa i przyjęciem wizji połączenia polityki i religii, jaką znajdujemy w Starym Testamencie. Jezus sugeruje, abyśmy „nadstawiali drugi policzek”, zamiast kierować się starotestamentową zasadą „oko za oko”. Ci, którzy twierdzą, że polityka i religia są powiązane, prawdopodobnie postrzegają Amerykę jako swoisty biblijny Izrael – państwo wojownicze z Bogiem gniewnym wobec innych narodów i ludzi, którzy nie zgadzają się z obecną sytuacją polityczną.
Jeden z kaznodziejów-polityków na wspomnianym wcześniej forum powiedział coś bardzo interesującego. Stwierdził, że tam, gdzie jest wiara, nie ma miejsca na strach. Uznałem to za absolutną mądrość. Nie jestem biblistą, ale nie wydaje mi się, aby Jezus kiedykolwiek nauczał strachu. A ci politycy i kaznodzieje, którzy wzbudzają w ludziach lęk i chcą, aby bali się innych ludzi i innych krajów, prawdopodobnie wykonują diabelską robotę.
Koniec kazania.
Sermon on Religion and Politics
Like you, I’ve been hearing a lot on the news in the last couple of weeks about how politics and religion are connected. A lot of this seems to be coming from President Trump’s recent posting of those AI images suggesting he’s Jesus or if not Jesus than at least some kind of medical saint.
But Trump’s not the only one who’s making the case that politics and religion are inseparable. A while ago, I went to a politicians’ forum organized by Young Democrats and Young Republicans and listened to 16 politicians, Democrats and Republicans both. They were running for offices ranging from city councilmen to US representatives, and all of these people – except one – began and ended their speeches with a statement about how God had told them to pursue this office for the greater good of mankind.
Two of these guys, in fact, were ministers. One was a Democrat Episcopalian and the other a Republican
Baptist.
What they probably all are is bad readers. I can’t see how you can read the New Testament and walk away thinking that Jesus wants you to go into politics.
A while ago, I read a book called What Jesus Meant by Pulitzer-Prize-winning historian Garry Wills, and his take on all of this (and he’s a Catholic) is that there is almost nothing in the New Testament (at least in the 4 Gospels) that would have you honestly seeing a connection between religion and politics. He argues that Jesus was fundamentally anti-political and that his teachings were intended to remain separate from the structures of political power. According to Garry Wills, when Jesus said, “Render unto Caesar the things that are Caesar’s,” He was saying that worldly things like money and taxes and political power are trivial and that only the “things that are God’s” – things like the heart, the soul, and human devotion – are important.
And I’ve read bible scholars – like Elaine Pagels and Karen Armstrong – who have pretty much said the same thing. If Jesus wants you to do anything, He wants you to be good and help people. You don’t need to focus on politics for that. If anything, politics gets in the way, and also sets up a structure that is more about power and maintaining power than it is about anything that has to do with the soul.
I don’t think any of these politicians or preachers who argue that there’s a connection between politics and religion really are listening to what Jesus said. In fact, I think what all of them are advocating is a rejection of Jesus’s teachings and an acceptance of a sort of vision of the marriage of politics and religion that you get in the Old Testament. Jesus suggests we should “turn the other cheek” rather than follow the Old Testament’s call for “an eye for an eye.” The people who say that politics and religion are connected probably see America as a sort of Biblical Israel, a warrior state with a God who’s angry at other nations and angry at people who disagree with the current political situation.
One of the preacher-politicians at that political forum I mentioned earlier said something very interesting. He said that where there is faith there is no need for fear. I thought that’s absolute wisdom. I’m no Biblical scholar, but I don’t think Jesus ever teaches fear. And those politicians and preachers who get you worked up with fear and want you to be afraid of other people and other countries are probably doing the devil’s work.
End of sermon.








