Rozpoczynamy w Polsce weekend, tak zwany „długi weekend”, który, jak mówią w radio w tym roku nie będzie za bardzo długi. Zwał, jak zwał, faktem jest, że rozpoczyna się miesiąc maj, co roku dla mnie wyjątkowy i piękny. W przyrodzie – wiosenny, w kościołach – maryjny i pierwszokomunijny. W Ojczyźnie ze szczególnym zaznaczeniem dni Święta Pracy, Święta Flagi i najważniejszego Święta Konstytucji 3.Maja. W Chicago – miesiąc Polskiej Parady z okazji Rocznicy Konstytucji. Jest to zatem dla nas, Polaków w kraju i zagranicą miesiąc szczególny. Trudno też zapomnieć o maturach polskiej młodzieży. Dla nich oraz ich najbliższych jest to przecież ważne wydarzenie wraz z kształtującą się wizją przyszłości. Wszystko to nastraja pozytywnie, nie pozwala na zamknięciu się w jakimś smutku i beznadziei. Zaprasza do czerpania energii, dzięki której można na nowo potwierdzić swoją tożsamość narodową, duchową, katolicką. Być dumnym z tego, kim się jest. Być wdzięcznym za to i mieć siłę do dalszego życia.
We współczesnym świecie utrata tożsamości jest pod wieloma względami zjawiskiem chorobliwym. Wśród kilku określeń w Słowniku Języka Polskiego znajdujemy takie wytłumaczenia słowa „tożsamość”, jak: „identyczność”, w odniesieniu do pojedynczego człowieka: „świadomość siebie”, „fakty, cechy, dane personalne pozwalające zidentyfikować jakąś osobę”, czy też w odniesieniu do społeczności: „świadomość wspólnych cech i poczucie jedności.” Na stronie Instytutu Zdrowia Mentalnego czytam o tym, że „każdy z nas definiuje siebie w jakiś sposób. Każdy ma określone przekonania, doświadczenia i wartości. Każdy posiada unikalny zestaw cech, który czyni go wyjątkowym. I właśnie to wszystko składa się na tożsamość. Nie jest ona stałym konstruktem, gdyż zmienia się w miarę dorastania, uczenia się nowych rzeczy, przeżywania różnych doświadczeń oraz wchodzenia w relacje”. Tożsamość jest zatem sposobem definiowania siebie samego. Odpowiedzią na pytanie: Kim jestem?
W przedszkolu uczono nas wiersza, zwanego „Katechizmem polskiego dziecka” autorstwa Władysława Bełzy: „— Kto ty jesteś? — Polak mały. — Jaki znak twój? — Orzeł biały. — Gdzie ty mieszkasz? — Między swemi. — W jakim kraju? — W polskiej ziemi. — Czym ta ziemia? — Mą Ojczyzną. — Czym zdobyta? — Krwią i blizną. — Czy ją kochasz? — Kocham szczerze. — A w co wierzysz? — W Polskę wierzę. — Coś ty dla niej? — Wdzięczne dziecię. — Coś jej winien? — Oddać życie.” Wiersz ten znaliśmy na pamięć. Także w szkołach polonijnych poza Polską często zdarzało się, że najmłodsi uczniowie recytowali go na akademiach patriotycznych. Mówi on o narodowej tożsamości bycia Polakiem. Z satysfakcją zauważam, że w Polsce pojawia się coraz więcej domów i miejsc pracy, gdzie zatknięta jest biało-czerwona flaga na dłużej niż tylko z okazji świąt państwowych. Zawsze bardzo podobał mi się, a nawet wzruszał czasami szacunek do flagi, jaki mają Amerykanie. To jest przecież znak naszej tożsamości narodowej, którego nie można się wstydzić, a trzeba z dumą się nim legitymować! Dobrze, że ta kultura szacunku do flagi i w ogóle do symboli narodowych zaczyna przenikać do Polski. Był taki czas, przed laty, kiedy zauważyłem, że pojawia się on wraz z tymi, którzy po czasie życia poza Polską wrócili do Ojczyzny, przywożąc dobre tradycje z miejsc, w których żyli. Chciałbym też wspomnieć o tych rodakach, którzy żyjąc za granicą nie wstydzą się wywieszać na swoich domach polskiej flagi. To jest nie tylko piękne, ale i wielkie i mam do takich ludzi ogromny szacunek!
Kiedy w człowieku zanika tożsamość, przestaje wiedzieć kim jest. Najgorzej jest, kiedy zupełnie na to obojętnieje. Być szczęśliwym z tego, kim się jest, znaczy dużo więcej od tego, co i ile się ma. Naprawdę. Wie o tym każdy, kto po czasie stwierdza, że pieniądze i sława szczęścia nie dają. Po co czekać na to smutne „kiedyś”, o ile w ogóle nadejdzie?
Podobnie jest z tożsamością chrześcijańską, katolicką. Tu także jest wiele okazji, aby ją w sobie potwierdzać i nie wstydzić się jej przed innymi. Takie nabożeństwa majowe. Dzisiaj jeszcze odprawiane w kościołach, choć i to coraz częściej niecodziennie. Kiedyś śpiewano litanie i modlono się przy kapliczkach przydrożnych, krzyżach. Pięknie ozdabiano, dekorowano kwiatami. Ludzie starzy i młodzi, przychodzili wieczorami się wspólnie pomodlić. Dzisiaj to już raczej historie z dalekiej przeszłości. Myślę jednak, że nie do końca! Przed wieloma domami w Polsce i USA widuję znaki przynależności do wiary katolickiej: figurki Matki Bożej, innych świętych. One także od razu mówią o tym, kto w tym domu mieszka! Dzięki tym znakom przechodząc obok, czuję się jakoś tak bardziej swojsko.
Pisząc ten tekst pojawiła mi się reklama książki znanego wielu śp. ks. Piotra Pawlukiewicza, jakby dopowiedzenie do całości: „Książka ‘Ja i moje imię’ to inspirujący przewodnik, który pomaga odrzucić maski fałszywego ‘ja’ i odnaleźć swoją prawdziwą tożsamość, a także uwolnić się od lęku oraz zranień z przeszłości. To zaproszenie do fascynującej podróży w głąb siebie, by pod okiem najlepszego Przewodnika odnaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie: Kim tak naprawdę jestem? Z tą książką wrócisz pod swój ‘prawdziwy adres’, gdzie Bóg czeka, by nadać Ci nowe imię”. I jeszcze zdjęcie ks. Piotra z jednym jego zdaniem-pytaniem: „Wiesz, jak lekko się robi, gdy jesteś sobą?”.
Przypadek czy zaproszenie?









