Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama KD Market

Etnograf: maj w kulturze ludowej był miesiącem przełomu

Maj w kulturze ludowej był czasem zaręczyn z ziemią, miesiącem przełomu i początkiem nowego cyklu – zwrócił uwagę etnograf dr Krzysztof Karbownik. Wieczorne nabożeństwa przy kapliczkach i obrzędy integrowały wspólnotę oraz wyznaczały rytm prac polowych na wsi.
Etnograf: maj w kulturze ludowej był miesiącem przełomu

Autor: Adobe Stock

Dla dawnych mieszkańców wsi maj był czasem granicznym. Po okresie przednówka, charakteryzującym się niedostatkiem, czasem głodu i wyczerpania zapasów, nadchodziło wyczekiwane ożywienie – wyjaśnił dr Krzysztof Karbownik, kierownik Działu Etnografii Muzeum Wsi Kieleckiej.

W tradycji ludowej wierzono, że właśnie wtedy ziemia „roztwiera się” i pozwala rozpocząć prace polowe. Proces ten był przypisywany wstawiennictwu maryjnemu, co sprawiało, że cały kwartał wiosenny stawał się czasem głęboko osadzonym w duchowości.

– Maj był jedynym miesiącem, który ze względu na swoją metafizyczną i przyrodniczą otoczkę był godny poświęcenia Matce Boskiej – zaznaczył dr Karbownik.

Zofia Kossak w publikacji „Rok polski. Obyczaj i wiara” określiła ten stan mianem „zaręczyn z ziemią”, co według dr. Karbownika doskonale oddaje charakter relacji między człowiekiem a naturą w tym okresie.

Wieczorami centrum życia społecznego przenosiło się pod kapliczki i przydrożne krzyże. To tam wierni odmawiali Litanię loretańską, której tradycja w Kościele sięga XVI w.

– Wspólna modlitwa zbliżała, scalała społeczność i dawała jej poczucie bezpieczeństwa. Przy okazji, odchodząc od wątków religijnych, stwarzała również możliwość wymiany poglądów, czyli po prostu plotek – powiedział etnograf.

Historyk zaznaczył, że rytmowi nabożeństw wtórowały obserwacje przyrody, które dla gospodarzy były precyzyjnymi instrukcjami dotyczącymi rozpoczęcia prac w polu. Szczególnym symbolem stały się bociany i skowronki – ich powrót był jasnym komunikatem, że ziemia odżywa.

– Jeżeli gospodarz słyszał skowronka, to znaczyło, że może on zacząć pierwsze prace polowe, ale może też wyprowadzić bydło, bo na pewno ono będzie już mogło jeść świeżą trawę – zauważył.

Przekonania ludowe często przybierały formę specyficznych praktyk determinujących harmonogram siewów. Przykładem jest sianie lnu na Kielecczyźnie. Wierzono, że najlepszym momentem na te prace jest chwila po usłyszeniu pierwszej ropuchy lub dzień św. Zofii, przypadający na 15 maja. Takie niecodzienne zwyczaje dokumentował w XIX w. ksiądz Władysław Siarkowski, choć jako duchowny patrzył na nie z dystansem.

Złożoność majowych tradycji objawiała się w przenikaniu się chrześcijaństwa z dawnymi wierzeniami w siły nadprzyrodzone. Był to dualizm, w którym pomoc „wiejskich babek” czy korzystanie z usług osób o „szczególnych umiejętnościach” współistniało z oficjalną religią. Widoczne jest to choćby w kulcie kapliczek loretańskich czy dzwonniczek przeciwburzowych. Wierzono, że mają one moc zaklinania pogody – mogły przywoływać deszcz lub odganiać niszczycielskie burze i pioruny, które zagrażały plonom i domostwom.

W tym kontekście w ludowej wyobraźni pojawiały się postacie płanetników, czyli istot, którym przypisywano władzę nad zjawiskami atmosferycznymi. Wierzono, że kontrolują oni chmury, deszcz i grad. Ślady tych dawnych przekonań – np. czerwona kokardka przy wózku dziecka, mająca chronić przed demonami – są obecne w kulturze do dziś.

Zwieńczeniem wiosennego cyklu były Zielone Świątki, czyli Święto Zesłania Ducha Świętego. Domy dekorowano wówczas zielonymi gałązkami, które symbolizowały odrodzenie, pomyślność i nadzieję. Tradycja ta łączyła się z Bożym Ciałem, kiedy to święcono gałązki brzozowe. Rolnicy mieli dla nich zastosowanie praktyczne: wrzucali stare gałązki z poprzedniego roku pod pług podczas pierwszej orki, co miało zapewnić powodzenie uprawom.

Choć współcześnie wiele z tych zwyczajów powoli znika, etnograf zauważył, że tradycja majówek nadal jest obecna w krajobrazie społecznym. W świętokrzyskich miejscowościach wciąż można spotkać grupy mieszkańców gromadzących się przy kapliczkach. – Jest to znak, że dawne rytuały, mimo upływu lat, wciąż są elementem lokalnej tożsamości – podsumował dr Karbownik. (PAP)


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama