Jak poinformował Zakład Fizyki Atmosfery Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk, pogoda w majówkę będzie raczej stabilna z uwagi na wpływ układów wysokiego ciśnienia. Jednak oznacza to pogodę o dużej zmienności dobowej. Sobota i niedziela zapowiadają się jako ciepłe dni, co potwierdzają także najnowsze prognozy IMGW, według których w najcieplejszym momencie na większości obszaru kraju temperatura wyniesie od 19 do 28 st. C. Wiatr będzie słaby lub umiarkowany, nieco silniejszy w niedzielę.
„Chłodniej będzie nad morzem, gdzie na lokalną temperaturę wciąż będzie wpływał chłód zmagazynowany w zbiorniku wodnym. Natomiast zdecydowanie słońce powinno nam to wynagrodzić. Oczywiście w wysokich partiach gór również można spodziewać się niższej temperatury, do 10 st. C. W miejscach, gdzie zalega pokrywa śnieżna i zacienionych, temperatura może spaść poniżej 0 st. C” – poinformował w komunikacie Zakład Fizyki Atmosfery Instytutu Geofizyki PAN. Ostrzegł również, że wieczorami i nad ranem tam, gdzie w zagłębieniach terenu będzie się zbierało chłodne powietrze, możliwe są mgły i zamglenia, a to dla kierowców szczególnie trudna pogoda.
Biorąc pod uwagę zauważalne zmiany temperatury w okresie wiosennym – ciepłe dni i chłodne (z przymrozkami) noce – Michał Brennek z Zakładu Fizyki Atmosfery Instytutu Geofizyki PAN został zapytany przez PAP, czy to już jest sygnał zmian klimatu.
– Wiosna jest przejściową porą roku, co charakteryzuje się chłodniejszymi i cieplejszymi okresami – powiedział.
Zwrócił jednak uwagę, że chłody przed majówką i przeplatające się ciepłe oraz chłodne dni w kwietniu nie przeczą globalnemu ociepleniu, ponieważ „jak spróbujemy przejść na inne skale, to powiemy tak: globalnie cała planeta się ociepla”.
– Arktyka ociepla się najszybciej. To, co działo się w Polsce w marcu i kwietniu, jest efektem rozmarzniętej Arktyki, która ociepla się 3-3,8 razy szybciej niż reszta globu, a niektóre jej obszary jeszcze szybciej. W efekcie maleje kontrast termiczny między zwrotnikiem a biegunem, a to sprawia, że chłodne masy powietrza mogą docierać daleko na południe. Lokalnie odczuwamy to jako chłodną wiosnę – wytłumaczył ekspert.
Według niego lokalne warunki i zaleganie zimnego powietrza dodatkowo sprzyjają pojawianiu się przymrozków, które powodują ogromne straty w rolnictwie. Ekspert zwrócił uwagę, że w naszej kulturze tradycyjnym ostatnim momentem chłodu, a nawet występowania przymrozków na wiosnę, są zimni ogrodnicy, którzy wypadają w tym roku między 12 a 14 maja, czy zimna Zośka, która jest co roku w imieniny Zofii – 15 maja. Przyjęło się, że po tym czasie niska temperatura nie będzie zagrażać już roślinom, jednak obecnie można zaobserwować coraz częstsze uderzenia chłodu, które docierają dalej na południe Europy i występują później, kiedy rośliny są rozwinięte i zawiązują się owoce.
– Przez to, że mamy bardzo ciepłe wiosny i są one poprzeplatane bardzo chłodnymi dniami to te rośliny wielokrotnie są narażone na ryzyko. W efekcie mamy bardzo słabe zbiory, szczególnie owoców miękkich, z których przecież Polska słynęła, a konsekwencją są bardzo wysokie ceny. To nie tylko zagrożenie dla naszego portfela, ale również poważne zagrożenie dla rolnictwa w kontekście stabilności produkcji i szeroko pojętego ryzyka dla dochodów całych rodzin – wskazał Brennek.
Ekspert wyjaśnił również, że przy obserwacji zmian pogody konieczna jest umiejętność odróżnienia pogody od klimatu.
– Pogoda jest tym, co dzisiaj konkretnie jest za oknem, a klimat oznacza typowe, średnie przebiegi, jakich typów pogody spodziewamy się i kiedy. Jeżeli mówimy o klimacie, patrzymy na wieloletnie dane, typy pogody w danym miejscu, jaki mają rytm w ciągu roku. Jeżeli mówimy o klimacie globalnym, analizujemy także cyrkulację powietrza i w oceanie na całym globie – tłumaczył.
Jednak – jak wskazał – do właściwego postrzegania zmian klimatu konieczna jest umiejętność odpowiedzenia sobie na pytania – czy dana anomalia pojawiła się w tym samym momencie, kiedy się jej spodziewaliśmy, lub czy jest jej tyle samo, ile np. rok temu. (PAP)








