W gąszczu informacji, które do nas docierają, możemy mieć nierzadko wrażenie, że zderzają się ze sobą skrajne opcje, pełne kontrastów, z których żadna nie jest tą właściwą, bo codzienność wymaga czegoś innego. Codzienność wymaga czegoś pośredniego, łagodniejszego.
Jako rodzice niejednokrotnie słyszymy opinie o naszych dzieciach. Nieco rzadziej o nas jako rodzicach, ale tutaj nadrabiamy sami autokrytyką i właśnie do tego zmierzam, że najróżniejsze opinie, które słyszymy lub sami wyrażamy są również bardzo radykalne i jednostronne. Choć przez ostatnie lata, zapewne niejednokrotnie zwracano nam uwagę, aby nie nazywać dzieci grzecznymi, czy też niegrzecznymi, bo przecież ich zachowanie zależy od wielu różnych czynników i potrafi niezwykle szybko się zmieniać, to wciąż z wielu ust można usłyszeć pochwały grzeczności lub pełne krytyki narzekanie na niegrzeczne dzieci.
Dziś Drogi Rodzicu, chcę Cię zaprosić do przyjrzenia się bliżej naszym dzieciom, ich zachowaniom i reakcjom dorosłych, które, co ciekawe, potrafią być skrajnie różne, a dotyczyć tego samego dziecka.
Takie samo, czy całkiem różne?
Choć na etapie przedszkola, panie pracujące z dziećmi starają się na co dzień przekazywać dosyć wyważone opinie o zachowaniu swoich podopiecznych, to niekiedy jest to zwyczajnie bardzo trudne, szczególnie kiedy jakieś zachowania mocno rzucają się w oczy i powtarzają dosyć często.
Rodzice słysząc te uwagi (bardziej lub mniej pozytywne), przecierają niekiedy oczy ze zdumienia, nie mogąc uwierzyć, że dotyczy to właśnie ich dziecka. Zastanawiają się w dalszej kolejności, czy znają rzeczywiście to dziecko, które z nimi mieszka, bo do tej pory myśleli, że jest tylko ciche i spokojne, a dowiadują się, że w przedszkolu jest skrajnym odludkiem, który unika wszelkich aktywności i nie chce z nikim się bawić. Z drugiej strony, pełni energii rodzice widzieli swoje dziecko, jako zwyczajną gadatliwą dziewczynkę, a nagle spada na nich wiadomość, że w opinii kogoś z zewnątrz, jest to dziecko nie do opanowania, zamęczające otoczenie swym nieustannym gadulstwem, które zupełnie nie bierze pod uwagę granic innych ludzi.
Kiedy moje dzieci były sporo młodsze niż są teraz, usłyszałam od pewnej osoby, że są źle wychowane. Uderzyła mnie ta informacja i choć nie była zgodna z moją opinią w tej sprawie, zaczęłam zastanawiać się z czego wynikała. Znalazłam przynajmniej kilka kwestii, które mogły wpłynąć na taki osąd, a na pierwszy plan wysuwała się jedna, a mianowicie emocje dzieci po pierwszej połowie dnia, kiedy musiały się dostosować do innych, a jednocześnie niecierpliwie czekały na popołudniowe spotkanie, głód, zmęczenie, a w pewnym momencie również znudzenie. To wszystko stało się mieszanką wybuchową, która spowodowała, że starsza pani, bardzo szybko miała dosyć, a my jako rodzice, byliśmy na takie sytuacje poniekąd uodpornieni.
Te same dzieci, a całkiem różne opinie na ich temat, to wbrew pozorom dosyć częste zjawisko, szczególnie że wiele zależy od kontekstu. Każdy z nas patrzy przecież na świat i na innych ludzi (w tym dzieci) przez pryzmat swojego charakteru, usposobienia, czy doświadczeń. Jeżeli jesteśmy z natury pełni energii, szukający wrażeń, łatwo i szybko nawiązujemy relacje i wciąż jesteśmy głodni życia, będziemy patrzeć na innych w zupełnie odmienny sposób niż osoby introwertyczne, spokojniejsze, dobrze czujące się w ciszy i swoim towarzystwie.
Jak sami mówimy?
Czy zwróciłeś kiedyś uwagę Drogi Rodzicu, w jaki sposób sam wypowiadasz się o swoim dziecku? Być może w Twoim przekazie pojawiają się takie komunikaty jak: „Nic go nie ciekawi, nie ma w sobie za grosz chęci do czegokolwiek”; „Ona jest jak taka sierotka, usiądzie i siedzi, nawet słówkiem się nie odezwie”, a może: „To dziecko jest nie do wytrzymania, wprowadza takie zamieszanie, że ciężko wytrzymać”, „Ma swój świat i poza tym nic więcej się nie liczy”.
Tego rodzaju opinie wyrażane o własnym dziecku, bardzo wiele mówią o nas samych, o tym, jakie tło dla niego stanowimy, czy takie, w którym uwidocznią się wszelkie kontrasty, czy też mieszczące jego najróżniejsze odcienie.
Warto w tym wszystkim zadać sobie pytanie, czy w naszej rodzinie dziecko może być sobą, ze swoją innością, czy też zależy nam, aby się dostosowało do naszych wymagań, oczekiwań i wyobrażeń.
Kiedy jeżdżę z moją córką na trening, często spotykam chłopca, który od rozgrzewki co chwilę sprawdza czas, a dokładniej, ile zostało do końca treningu. Do tej pory traktowałam to raczej lekko, bo jest przynajmniej kilkoro dzieci, które „pilnują” czasu, ale ten jeden chłopiec został w mojej głowie kiedy wspomniał, że szermierkę trenował jego tata oraz dziadek i obu bardzo zależy, aby ten kontynuował tradycję. Zastanawiam się przy tym, jak dużo swobody na pójście własną drogą mają dzieci w rodzinach, gdzie coś jest kultywowane z pokolenia na pokolenie.
Nie zawsze to, co wybierają nasze dzieci, ich charakter, sposób bycia, czy też zainteresowania są zgodne z nami, naszymi opiniami, obserwacjami, czy nawet marzeniami, ale jeżeli nasze dzieci mają być szczęśliwe, to warto zastanowić się, czy rzeczywiście zależy nam, aby dziecko realizowało nasz plan na jego życie, czy też podążało za swoimi marzeniami, pomysłami oraz możliwościami…











