Ewa Krasoń: Skąd takie zainteresowanie „Dziennikiem Związkowym”?
Tadeusz Krasoń: Będąc w Ameryce wiele lat wżyłem się w polonijne środowisko, które mnie wciąż ciekawi i interesuje, a „Dziennik Związkowy” jest najbardziej miarodajnym źródłem wiedzy o życiu Polonii chicagowskiej, której byłem częścią i która do dziś jest mi bardzo droga.
„Dziennik Związkowy” jest kroniką życia organizacji polonijnych, pięknie opisuje w różnych cyklach życie polonijne, dużo uwagi poświęca Muzeum Polskiemu w Ameryce, które jest jedyną taką instytucją na świecie, zbierającą z przeróżnych źródeł materiały o życiu Polonii chicagowskiej i nie tylko. Opisuje pamiątki zachowane w Muzeum, na przykład poświęcone Paderewskiemu, listy Sienkiewicza z Ameryki, listy Kościuszki i wiele innych. „Dziennik Związkowy” publikował zdjęcia czy reprodukcje tych pamiątek, których nigdzie indziej zobaczyć nie można. Przez wiele lat wycinałem z „Dziennika Związkowego” artykuły i segregowałem je według tematyki, na przykład: Orchard Lake, szkoły polonijne, muzeum, archiwum, radio polskie, sylwetki ciekawych ludzi, niektórych znałem osobiście, o innych słyszałem. Mam kilka papierowych teczek z takimi właśnie tematami.
Wczoraj znalazłem przepiękny druk poświęcony życiu druha Jerzego Bazylewskiego, wybitnego animatora i współtwórcy polskiego harcerstwa w Ameryce po II wojnie światowej. Kiedyś byłem w jego domu wprowadzony przez innego działacza polonijnego Stefana Kowalika, wielką postać z życia Polonii w okresie powojennym, który między innymi brał udział w zakupie budynku SWAP-u przy Irving Park i Narraganset, a potem pod koniec życia był świadkiem, kiedy ten historyczny budynek został sprzedany obcym narodowościowo ludziom, na krótko przed swoją śmiercią.
Takie właśnie druki, ulotne, jak ten o Bazylewskim, do których ludzie nie przywiązują wagi, ja zbierałem i dzisiaj stanowią częstokroć piękne świadectwo czasów minionych w Chicago.
Inna wspaniała postać związana z Dziennikiem i Muzeum to pani Władysława Chałko, która dożyła stu czterech lat, a którą miałem okazję poznać, bywać w jej domu. Udzielała wywiadów „Dziennikowi Związkowemu”, mam te wywiady w jednej z moich teczek. Jej mąż Zbigniew, zacny człowiek, redaktor gazety polonijnej w latach sześćdziesiątych, poeta, powstaniec warszawski.
To wszystko jest mi bardzo drogie, dlatego „Dziennik Związkowy” w jakimś sensie umożliwia mi obcowanie z tymi rzeczami, do których czuję się bardzo przywiązany i które były kiedyś częścią mojego życia.
„Dziennik Związkowy” można czytać online.
– Tak, ale to nie to samo. Gazeta papierowa ma swój zapach, przekładane strony wydają szelest, choć inny niż strony starych książek.
Masz w swoich zbiorach tysiące książek, o których chciałbyś opowiedzieć?
– Teka Napoleona Ordy, seria VI, to księga oprawiona w tekę wtórną, posiada okładkę haftowaną w sposób naiwno ludowy motywami polnych kwiatów. Teka jest kompletna i zawiera wizerunki galicyjskich dworów i zamków tak jak wyglądały w XIX wieku. Wspomniany Orda podróżował po ziemiach Rzeczypospolitej sprzed pierwszego rozbioru i w swoich rysunkach uwieczniał piękne polskie widoki.
„Katedra krakowska na Wawelu” – księga litografowana wizerunkami pomników i tablic wymalowanych przez belgijskiego rysownika. Egzemplarz oprawiony w pełną skórę, tłoczony złoceniami z tekstem Ludwika Łętowskiego, biskupa krakowskiego. Jest to najpiękniejszy obraz Wawelu z pierwszej połowy XIX stulecia.
Księga wielkoformatowa o długości 54 cm, poświęcona powstańcom listopadowym, opublikowana w Paryżu w roku 1832, zawiera portrety i krótkie biografie polskich rewolucjonistów listopadowych. Jest to jedyne wierne świadectwo wizerunków ludzi z tamtych czasów. Wszystkie ilustracje, jakie znamy z polskich podręczników historii, dotyczące bohaterów listopadowych pochodzą z tej właśnie księgi. Wizerunki wykonane przez najlepszych litografów i rysowników francuskich.
Ciekawostką jest, że księga ta należała do zbioru baronów francuskich Rotszyldów z zamku Ferrieres, o czym świadczy znajdujący się w niej exlibris.
Jaki eksponat uznałbyś za perłę swoich zbiorów?
– Perłą w moich zbiorach jest dyplom kupiony w Anglii, napisany na pergaminie w kancelarii króla Zygmunta III w roku 1595, adresowany do Wielkiego Mistrza Kawalerów Mieczowych w Inflantach, opatrzony potężnymi pieczęciami królewskimi z herbem rodowym Wazów, Snopek w centrum i herbami polskiego Orła i litewskiej Pogoni. Zachowane są też miski na pieczęcie oraz inskrypcja wokół pieczęci. Nie widziałem takiego dokumentu w obrocie antykwarycznym przez ostatnie pięćdziesiąt lat.
Unikatowy jest również list Katarzyny Leszczyńskiej żony króla Stanisława Leszczyńskiego napisany ręcznie we Francji w 1733, w okresie wojny o sukcesję polską, adresowany do kardynała Gotti w Rzymie. Zachowała się nienaruszona koperta z majestatyczną herbową pieczęcią Katarzyny.
W imponującej kolekcji monet masz również swoją perełkę?
– Najcenniejszy jest talar, srebrna moneta o najwyższym nominale, w otoku posiada całą tytulaturę Władysława IV. Natomiast wizerunek króla przypomina sylwetkę ojca, Zygmunta III, gdyż po jego śmierci nie zmieniono tłoków. Zachowana w doskonałym stanie.
Cenne są również talary Stanisława Augusta oraz talary z okresu Księstwa Warszawskiego, szóstaki gdańskie z czasów Augusta III, i wiele innych.
Tekst i zdjęcia: Ewa Krasoń
Od Redakcji: Jednym z członków rodziny stale zaopatrujących Pana Tadeusza w egzemplarze gazety jest współpracująca z nami dziennikarka i autorka książek Ewa Krasoń, która przeprowadziła rozmowę.

