Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 5 czerwca 2026 13:04
Reklama KD Market

Sojusz, szorstka przyjaźń czy teatr? Trump i Netanyahu – ewolucja relacji

Nieoficjalne, dosadne słowa, które Donald Trump miał skierować pod adresem Benjamina Netanyahu, idealnie podsumowują skomplikowaną, pełną napięć i brutalnego pragmatyzmu dynamikę między dwoma najbardziej wpływowymi prawicowymi liderami XXI wieku. Choć w blasku fleszy obaj politycy przez lata kreowali się na politycznych bliźniaków i gwarantów nienaruszalnego sojuszu USA i Izraela, rzeczywistość za zamkniętymi drzwiami bywa znacznie bardziej skomplikowana.
Sojusz, szorstka przyjaźń czy teatr? Trump i Netanyahu – ewolucja relacji
Donald Trump

Autor: PAP/EPA/SAMUEL CORUM / POOL

Gdy publiczny przekaz spoza zamkniętych drzwi Białego Domu różni się od nieoficjalnych przecieków, zazwyczaj oznacza to głęboki kryzys na najwyższych szczeblach władzy. W ostatnich dniach świat obiegły oficjalne zapewnienia Donalda Trumpa, który na platformie Truth Social dziękował „Bibiemu” za odwołanie planowanego ataku na Bejrut. Jednak to, co działo się w trakcie samej rozmowy telefonicznej liderów USA i Izraela, odziera ten sojusz z jakichkolwiek złudzeń o partnerskiej miłości. Według ujawnionych przez amerykańskie media relacji naocznych świadków, Trump dosłownie wpadł w furię, krzycząc do premiera Izraela: „Jesteś, k…a, szalony. Gdyby nie ja, siedziałbyś w więzieniu. Ratuję ci d..ę. Wszyscy cię teraz nienawidzą. Wszyscy nienawidzą przez to Izraela”. Ta pełna wulgaryzmów i emocji wypowiedź nie jest jedynie pokazem trudnego charakteru amerykańskiego prezydenta. To bezpośrednia konsekwencja faktu, że działania Benjamina Netanyahu w Libanie stały się największą przeszkodą dla nadrzędnego celu Waszyngtonu – zakończenia niszczycielskiej wojny z Iranem i jego potężnymi sojusznikami.

Obecny kryzys osiągnął punkt krytyczny, w którym interesy polityczne Waszyngtonu i Tel Awiwu rozeszły się w sposób bezprecedensowy. Trump powrócił do Białego Domu z jasną obietnicą zakończenia „nieskończonych wojen” i doprowadzenia do historycznego porozumienia pokojowego z Teheranem. Amerykańska dyplomacja od tygodni prowadzi niezwykle delikatne, zakulisowe negocjacje z Iranem, próbując wypracować trwały rozejm i powstrzymać eskalację konfliktu, który grozi globalnym kryzysem gospodarczym. Tymczasem Netanyahu, ignorując apele z Waszyngtonu, zarządził brutalne uderzenia na bastiony Hezbollahu i zagroził totalnym zniszczeniem infrastruktury w Libanie. Dla Teheranu, który traktuje Hezbollah jako swoją najważniejszą linię obrony, dalsze izraelskie ataki oznaczały konieczność zerwania rozmów pokojowych z USA. W oczach Trumpa działania premiera Izraela przestały być zatem obroną narodową, a stały się sabotażem amerykańskiej racji stanu.

Zarzut, że Trump działa pod dyktando Netanyahu, który chętnie wysuwają jego krytycy, w obliczu tej rozmowy nabiera zupełnie nowego wymiaru. Przez lata liberalne salony w USA oskarżały Trumpa o ślepe realizowanie jastrzębiej agendy izraelskiej prawicy, czego symbolem było chociażby zerwanie umowy nuklearnej z Iranem podczas jego pierwszej kadencji. Dzisiejsza rzeczywistość weryfikuje tę narrację. Trump, motywowany własną doktryną i chęcią przejścia do historii jako wielki rozjemca, pokazuje, że jego wsparcie ma bardzo twarde granice. Gdy Trump krzyczy do Netanyahu, że ratuje mu tyłek, odnosi się nie tylko do amerykańskich dostaw broni chroniących Izrael przed irańskimi rakietami, ale też do brutalnej prawdy o wewnętrznej sytuacji premiera Izraela, którego przed upadkiem rządu i dokończeniem procesów korupcyjnych chroni wyłącznie przedłużający się stan wojenny. Amerykański prezydent dał jasno do zrozumienia, że nie pozwoli na to, by wewnętrzne kalkulacje polityczne Netanyahu zniszczyły szansę na pokój z Iranem.

Wspomniana wypowiedź, bez względu na to, czy padła w emocjonalnym monologu, czy była kontrolowanym przeciekiem, stanowi doskonały punkt wyjścia do analizy relacji, w której osobiste ego, walka o przetrwanie i geopolityczna gra o Bliski Wschód nieustannie mieszają się z oskarżeniami o to, kto w tym układzie kim manipuluje. Aby zrozumieć, jak doszło do momentu, w którym Trump może rzucić tak pogardliwą uwagę pod adresem izraelskiego premiera, należy cofnąć się do lat 2017–2021. Pierwsza kadencja Trumpa była dla Netanjahu złotą erą. Waszyngton zrealizował wówczas listę marzeń izraelskiej prawicy: przeniósł ambasadę USA do Jerozolimy, uznał izraelską aneksję Wzgórz Golan i doprowadził do podpisania Porozumień Abrahamowych, które znormalizowały relacje Izraela z kilkoma państwami arabskimi, spychając sprawę palestyńską na boczny tor. Netanyahu triumfował, pokazując Izraelczykom, że nikt nie potrafi „zarządzać” Ameryką tak dobrze jak on. Trump z kolei zyskiwał potężne punkty u swojego kluczowego elektoratu – chrześcijan w USA, dla których bezwarunkowe wsparcie Izraela jest kwestią dogmatu religijnego.

Ta sielanka pękła jednak w ułamku sekundy po wyborach prezydenckich w USA w 2020 roku. Gdy Trump negował wyniki wyborów, Netanyahu – jako pragmatyczny szef rządu – pogratulował Joe Bidenowi zwycięstwa. Dla Trumpa, który lojalność personalną stawia ponad wszystko, była to zdrada absolutna. Trump nie krył wściekłości, rzucając pod adresem „Bibiego” wulgarne oskarżenia i twierdząc, że uratował Netanyahu przed polityczną śmiercią, a ten okazał się niewdzięczny. Ta osobista uraza zdefiniowała podejście Trumpa na kolejne lata i ujawniła się z pełną mocą po tragicznym ataku Hamasu z 7 października 2023 roku. Podczas gdy cały świat zachodni deklarował solidarność z Izraelem, Trump publicznie skrytykował Netanyahu za nieprzygotowanie państwa na atak i pochwalił operacyjną sprawność Hezbollahu, co w Tel Awiwie uznano za cios w plecy. 

Słowa o „ratowaniu d..y” wpisują się dokładnie w ten schemat – Trump postrzega Netanyahu nie jako równego sobie partnera, ale jako politycznego dłużnika, który bez amerykańskiego parasola ochronnego, zarówno militarnego, jak i dyplomatycznego na forum ONZ, dawno utraciłby władzę lub doprowadził kraj do katastrofy. 


 

Daniel Bociąga
[email protected]
[email protected]

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama