Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
niedziela, 7 czerwca 2026 10:05
Reklama KD Market
Hokej

Liga NHL - niesamowita pogoń Hurricanes bez happy endu

Hokeiści Vegas Golden Knights pokonali Carolina Hurricanes 5:4 w rozstrzygniętym w drugiej dogrywce trzecim meczu finału ligi NHL i objęli prowadzenie 2-1 w toczącej się do czterech zwycięstw rywalizacji o Puchar Stanleya. Goście w trzeciej tercji odrobili czterobramkową stratę.
Liga NHL - niesamowita pogoń Hurricanes bez happy endu

Autor: Carolina/Hurricanes

Na pierwszego gola ponad 18 tysięcy kibiców w Las Vegas czekało do 31. minuty, kiedy - w okresie gry w liczebnej przewadze - Czech Tomas Hertl wykorzystał sprytne zagranie zza bramki Jacka Eichela i z bliska pokonał bramkarza Hurricanes.

Później w roli głównej wystąpił Mitchell Marner, który w ciągu nieco ponad sześciu minut trzy razy umieścił krążek w bramce gości i w 47. minucie na zegarze pojawił się rezultat 4:0. A że wcześniej 29-letniemu Kanadyjczykowi zapisano asystę przy trafieniu Hertla, to został pierwszym hokeistą od 1919 roku i wyczynu Franka Foystona z Seattle Metropolitans, który zaliczył cztery punkty w jednej tercji finału.

Trener ekipy z Raleigh w przerwie przed ostatnią tercją zareagował zmianą bramkarza - Brandon Bussi zastąpił Duńczyka Frederika Andersena - i goście przystąpili z gry z nową energią. Kolejny jej zastrzyk dał im golkiper, który nie pozwolił się pokonać Marnerowi z rzutu karnego.

W 48. minucie gry - w ciągu 39 sekund - obraz gry diametralnie się zmienił, gdyż goście strzeli w tym czasie... trzy gole.

Najlepszy zespół Konferencji Wschodniej w sezonie zasadniczym nie zwalniał tempa i dalej szturmował bramkę miejscowych. Dopiął swego w przedostatniej minucie regulaminowego czasu, gdy - przy grze pięciu na czterech - Rosjanin Andriej Swiecznikow w olbrzymim zamieszaniu przed bramką zdołał wepchnąć krążek do siatki. 4:4.

Pierwsza 20-minutowa dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a doszło do niego w szóstej minucie drugiej w kuriozalnych okolicznościach. Na strzał z dalszej odległości zdecydował się obrońca „Złotych Rycerzy” Shea Theodore, krążek odbił się od bandy, trafił w parkan będącego tyłem do bramki Bussiego i... wpadł do siatki.

„Huragany” mogły przejść do historii, gdyż nigdy wcześniej ekipa, która w trakcie meczu przegrywała różnicą czterech trafień, nie zjechała z lodu w roli zwycięzcy. W sobotę zdarzyło się to już po raz 109.

- Po prostu w pewnym momencie niepotrzebnie ściągnęliśmy nogę z gazu. W trzeciej tercji zabrakło nam skupienia, ale z drugiej strony spodobała mi się odporność naszej drużyny. W odpowiednim momencie wróciliśmy - skomentował Theodore.

„Złoci Rycerze” też grają w finale po raz trzeci, ale w ciągu dziewięciu lat, od kiedy dołączyli do NHL. W 2018 roku ulegli Washington Capitals 1-4, a po Puchar Stanleya sięgnęli w 2023, pokonując Florida Panthers 4-1.

Za nimi przemawia statystyka - drużyny, które objęły prowadzenie 2-1 w serii finałowej, zdobyły Puchar Stanleya 46 razy na 57 takich przypadków, czyli ze skutecznością 80,7 proc.

Hurricanes, którzy w drodze do finału doznali w play off tylko jednej porażki, jedyny Puchar Stanleya wywalczyli w 2006 roku. Cztery lata wcześniej ta drużyna, która do 1997 roku występowała pod nazwą Hartford Whalers zanim przeniosła się do Karoliny Północnej, w finale play off przegrała z Detroit Red Wings.

Czwarte spotkanie - we wtorek, ponownie w Las Vegas. Triumfator rozgrywek będzie znany najpóźniej 17 czerwca. (PAP)

 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama