30-letni zawodnik z Piotrkowa Trybunalskiego został trzecim polskim zwycięzcą turnieju ATP w singlu w tenisowej erze Open (od 1968 r.), po Wojciechu Fibaku (15 triumfów) i Hubercie Hurkaczu (osiem).
Notowany do tej pory na 76. miejscu listy ATP Majchrzak w drodze do pierwszego w karierze finału pokonał m.in. czwartego w świecie Kanadyjczyka Felixa Augera-Aliassime’a (w ćwierćfinale) oraz ósmego w rankingu Rosjanina Daniiła Miedwiediewa (w półfinale).
Z 27-letnim de Minaurem, obecnie szóstym w zestawieniu ATP, triumfatorem tych zawodów z 2024 roku, Majchrzak zmierzył się po raz trzeci. Oba poprzednie pojedynki - na twardych kortach w 2022 roku w Australian Open i 2025 w Szanghaju - Polak przegrał bez zdobytego seta.
Tym razem szybko przełamał tę serię i w pierwszej partii zwyciężył 6:3, a kluczowy okazał się drugi gem. Wówczas - jedyny raz w tym secie - doszło do przełamania. Polak po wielu wymianach wygrał gema przy serwisie rywala, potem szybko podwyższył na 3:0 i nie dał sobie już odebrać prowadzenia.
W drugiej partii Majchrzak miał znacznie większe problemy w gemach serwisowych, został aż trzykrotnie przełamany i uległ 2:6.
Korty trawiaste są szczególne, piłka odbija się nisko od ziemi i płata figle zawodnikom, co w czasie tego finału było często widoczne.
Trzecia odsłona była najbardziej zacięta. Przy stanie 3:3 Piotrkowianin przełamał przeciwnika, ale po chwili Australijczyk zrewanżował mu się tym samym.
O wszystkim decydował więc tie-break. Niżej z notowanych w rankingu tenisistów prowadził już 3-0 i 5-2, lecz de Minaur doprowadził do stanu 5-5. Przy stanie 6-5 dla Majchrzaka rywal popełnił podwójny błąd serwisowy, czwarty w całym pojedynku, co oznaczało zakończenie trwającego prawie dwie i pół godziny spotkania.
Chwilę potem Piotrkowianin usiadł na krześle, ukrył twarz w ręczniku i zapłakał ze szczęścia.
- Nie wiem, co powiedzieć. To dla mnie niesamowity moment. Alex jest jednym z najtrudniejszych przeciwników, z jakimi można się zmierzyć, więc wiedziałem, że muszę zagrać najlepiej jak potrafię - przyznał tuż po meczu, ale musiał przerwać, żeby udać się na dekorację.
Tam dostał szansę na dłuższą wypowiedź.
- Gratulacje dla Alexa, choć wiem, że nie takiego zakończenia meczu się spodziewał. Myślę, że to była walka do końca, rozstrzygała się dosłownie o włos. To dla mnie bardzo emocjonalny moment, nie będę kłamał. Postaram się powstrzymać łzy - przyznał Majchrzak podczas ceremonii dekoracji.
- Dziękuję swojemu teamowi, trenerom, rodzinie. Wszystkim, którzy mnie pchali do przodu w dobrych i złych momentach mojego życia. Nie mógłbym sobie wymarzyć wspanialszych osób wokół siebie. Jeżeli to słyszycie, to jeszcze raz dziękuję wam za wsparcie - kontynuował.
Podkreślił, że zachowa bardzo miłe wspomnienia z Holandii, czemu oczywiście trudno się dziwić.
- To była wielka przyjemność grać tutaj, przy tak żywiołowo reagujących kibicach. Z pewnością chętnie tu wrócę w przyszłości - dodał.
Dzięki wygranej Majchrzak w najnowszym notowaniu listy ATP awansuje na najwyższe w karierze, 47. miejsce, czyli aż o 29 lokat.
Jak przypomniano na stronie ATP, 30-letni zawodnik został dopiero drugim tenisistą, który od początku serii turniejów rangi 250 - czyli od 2009 roku - zaliczył po drodze do końcowego sukcesu trzy zwycięstwa nad rywalami z pierwszej dziesiątki rankingu. Dotychczas jedynym był Bułgar Grigor Dimitrow, który dokonał tego wyczynu w Brisbane w 2017 roku.
Majchrzak jest jednocześnie piątym zawodnikiem w tym roku, który wygrał swój premierowy turniej. Dołączył do Rafaela Jodara, Tomasa Martina Etcheverry'ego, Ignacio Buse i Mariano Navone.
Teraz wystąpi w imprezie ATP 500 w Londynie. Otrzymał specjalną „przepustkę” do głównej drabinki zmagań na kortach trawiastych Queen's Clubu. Już wie, z kim zmierzy się w pierwszej rundzie - to rozstawiony z numerem drugim Czech Jiri Lehecka.
Wynik finału:
Kamil Majchrzak (Polska) - Alex de Minaur (Australia, 2) 6:3, 2:6, 7:6 (7-5). (PAP)

