Zawsze myślałem, że życie staje się łatwiejsze wraz z wiekiem. Kiedy moi rodzice powtarzali stare polskie powiedzenie „Starość nie jest dla mięczaków”, sądziłem, że sobie ze mnie żartują, bo moje życie wydawało się coraz lepsze, im byłem starszy. Wraz z wiekiem nauczyłem się przecież jeździć na rowerze, czytać, pisać, prowadzić samochód, chodzić na randki, zdobywać pracę, a nawet ożeniłem się. Wszystko zdawało się być łatwiejsze i lepsze z upływem lat.
Teraz, kiedy nadeszły moje 78. urodziny, uświadamiam sobie, że moi rodzice – po raz kolejny – mieli rację, a ja byłem całkowicie w błędzie.
Nie będę was zanudzał opowieściami o tym, jak kiepski jest mój stan zdrowia z powodu neuropatii obwodowej, niezróżnicowanej spondyloartropatii, zakrzepicy żył głębokich czy problemów z moją „wędrującą” gałką oczną. W tym felietonie nie ma wystarczająco dużo miejsca, by opisać wszystkie te nieprzyjemne dolegliwości fizyczne.
Zanudzę was natomiast opisem tego, jak fatalny był tydzień poprzedzający moje 78. urodziny.
Najpierw opowiem wam, co wydarzyło się w poniedziałek rano. Moja żona Linda i ja zaczynamy każdy dzień tak samo. Budzimy się około 5:30 rano, ja robię kawę, a ona włącza telewizor w sypialni i wyszukuje CNN. Uwielbiamy zaczynać dzień w łóżku, pić kawę, bawić się naszymi iPadami i oglądać wiadomości.
W poniedziałek rano to nie zadziałało. Gdy Linda włączyła nasz Fire TV, pojawił się komunikat, że pamięć urządzenia jest całkowicie zapełniona i musimy usunąć niektóre aplikacje streamingowe: Netflix, Prime Video i CNN. Powiedzieliśmy: „O nie!” i zabraliśmy się za usuwanie Netflixa i Prime Video. Uznaliśmy, że to rozwiąże problem, a jeśli będziemy chcieli oglądać te kanały, zawsze możemy zrobić to w telewizorze w salonie. Niestety, usunięcie aplikacji nic nie dało. Po godzinie prób nadal nie mieliśmy wystarczająco dużo miejsca, by oglądać CNN, więc się poddaliśmy i przenieśliśmy do salonu.
Problem z telewizorem był irytujący, ale nie tak zły, jak to, co wydarzyło się we wtorek rano. Otrzymałem e-mail informujący, że moje konto poczty elektronicznej – które mam od czasu, gdy 27 lat temu na uniwersytecie, na którym wykładałem, po raz pierwszy wprowadzono pocztę elektroniczną – zostanie zamknięte, jeśli nie zaloguję się i nie zmienię hasła. Brzmiało to dość prosto, więc postępowałem zgodnie z instrukcjami. Problem polegał na tym, że musiałem pobrać specjalną aplikację do potwierdzenia swojej tożsamości. Po 45 minutach bezskutecznych prób zweryfikowania samego siebie poddałem się i zadzwoniłem do pracownika IT uniwersytetu. Kobieta powiedziała: „ Nie ma problemu, mogę to naprawić”. I miała rację. Udało jej się rozwiązać problem z weryfikacją, ale zajęło to kolejną godzinę. Kiedy skończyliśmy, była już prawie dwunasta i ja desperacko potrzebowałem drinka.
Ale to nie był najgorszy problem tego tygodnia. Najgorsze wydarzyło się w czwartek rano.
Jedliśmy śniadanie w kuchni, kiedy Linda zapytała: – Słyszałeś to? Nie miałem założonych aparatów słuchowych, więc pokręciłem głową. – Słyszę jakiś głośny bulgoczący dźwięk dochodzący z łazienki – powiedziała. Poszedłem sprawdzić i natychmiast zobaczyłem wodę, która bulgocze i wypływa z toalety!
Linda krzyknęła, żebym szybko przyszedł do drugiej łazienki. Pobiegłem tam i zobaczyłem coś, czego zdecydowanie nie chciałem widzieć. Tamta toaleta również bulgotała i przelewała się!
Natychmiast zadzwoniłem do hydraulika, z którego usług korzystamy od ponad dziesięciu lat, i opisałem problem. Odpowiedział, że nie może tego naprawić i podał mi numer do innego hydraulika. Zadzwoniłem do niego. Powiedział dokładnie to samo i zasugerował, żebym skontaktował się z firmą Roto-Rooter.
Tak też zrobiłem i wytłumaczyłem im mój problem. Facet, z którym rozmawiałem, powiedział, że przyjedzie tak szybko, jak będzie mógł, i że do tego czasu nie wolno nam odkręcać wody ani spuszczać jej w toaletach. Odpowiedziałem mu: „Świetnie”, usiadłem i czekałem.
Pięć minut później powiedziałem żonie, że muszę się wypróżnić. Przypomniała mi, że nie możemy korzystać z toalety. – Muszę iść – odpowiedziałem. A ona odpowiedziała, że muszę wytrzymać. – Nie ma mowy – odpowiedziałem. Nie mogłem czekać. Powiedziałem jej, że pójdę do naszej sąsiadki do domu obok, którą ledwo znamy, i zapytam, czy mogę skorzystać z jej toalety.
Linda powiedziała: – To takie krępujące. A ja odpowiedziałem: – Wiem, ale naprawdę muszę!
Zapukałem do drzwi sąsiadki. Kiedy otworzyła, uśmiechnęła się i powiedziała: – Cóż za niespodzianka. Wyjaśniłem sytuację, a ona zaprosiła mnie do środka i wskazała łazienkę.
Ale to nie był koniec problemów. Pracownicy Roto-Rooter pojawili się dopiero sześć godzin później. Gdy przyjechali, od razu podeszli do studzienki pompy ściekowej i zdjęli pokrywę. To, co znaleźli, sprawiło, że wszyscy odskoczyliśmy do tyłu. Studzienka była wypełniona wodą zmieszaną z czarno-szarymi nieczystościami. Było ich tak dużo, że pompa przestała tłoczyć wodę do kanalizacji i zaczęła kierować ją z powrotem do naszego domu. Dzięki Bogu udało im się to naprawić, a kosztowało nas to „tylko” 250 dolarów.
Czego więc nauczyły mnie te wszystkie wydarzenia? Zgadliście. Moi rodzice zawsze mieli rację, kiedy powtarzali to stare polskie powiedzenie: „Starość nie jest dla mięczaków.”
Zajęło mi 78 lat, żeby to zrozumieć.
Happy 78th Birthday to Me?
I always thought life would get easier as I got older. Whenever my parents repeated that old Polish expression “Aging isn’t for sissies,” I would think they were kidding me because my life seemed to get better as I got older. Getting older, for instance, I learned how to ride a bike, read, write, drive a car, date, get a job, and even get married. Everything seemed to get easier and better as I aged.
Now, as I approach my 78th birthday, I realize that my parents were – once again – right while I was absolutely wrong.
I’m not going to bore you with a bunch of stuff about how bad my health is because of my peripheral neuropathy, undifferentiated spondyloarthropathy, deep vein thrombosis, and my wandering eyeball problems. There isn’t enough space in this column to go into all those ugly, physical problems.
But what I am going to bore you with is a description of how bad the week leading up to my 78th birthday has been.
First, let me tell you about what happened Monday morning. My wife Linda and I start every day the same way. We wake around 530 am, and I get the coffee while she switches on the bedroom TV and finds CNN. We love to begin the day in bed, drinking coffee, playing with our iPads, and watching the news.
Monday morning that didn’t work out. When she turned on our Fire TV, we got a warning that our TV’s storage was maxed out and we needed to delete our streaming apps: Netflix, Prime Video, and CNN. We said, “Oh no,” and proceeded to delete Netflix and Prime Video. We figured that would fix the problem, and if we wanted to watch those channels we could do it on the TV in the living room, but deleting didn’t fix the problem. After working on this for an hour, we still didn’t have enough storag

