Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
czwartek, 25 czerwca 2026 18:25
Reklama KD Market

Kłamstwo, które wychodzi na boisko

Kłamstwo, które wychodzi na boisko

Autor: PAP/EPA/JEFFREY MCWHORTER

W futbolu piłka jest prawdziwa, bramka ma osiem jardów (7,24 m) szerokości, a wynik — przynajmniej do końcowego gwizdka — nie podlega interpretacji. Cała reszta coraz częściej rozgrywa się jednak w przestrzeni, w której prawda przegrywa szybkością z plotką.

Podczas obecnie rozgrywanego mundialu argentyńska prezenterka Florencia Peña ogłosiła na antenie, że zmarł Jorge Messi, ojciec i wieloletni agent Lionela. Informacja była fałszywa. Rodzina potwierdziła jedynie, że Jorge ma problemy zdrowotne, pozostaje pod opieką lekarzy i wraca do zdrowia. Peña przeprosiła i odeszła z Luzu TV, tłumacząc, że komunikat podano jej przez słuchawkę jako sprawdzony.

Ten szczegół jest ważny, bo nie każda nieprawda jest dezinformacją. Gdy ktoś bezmyślnie powtarza niesprawdzoną pogłoskę, mamy do czynienia z misinformacją. Dezinformacja zaczyna się wtedy, gdy fałsz zostaje przygotowany i rozpowszechniony celowo — dla zysku, przewagi albo wywołania chaosu. W przypadku Luzu TV udowodniono katastrofalne zaniedbanie, nie zaś zaplanowaną operację. Skutek dla ofiar może być jednak podobny: stres, konieczność dementowania, utrata koncentracji i poczucie, że prywatność przestała istnieć.

Messi w następnym meczu przeciwko Austrii najpierw przestrzelił rzut karny, a później zdobył dwie bramki, bijąc rekord liczby goli w męskich mistrzostwach świata. Nie sposób rozstrzygnąć, czy zamieszanie wokół zdrowia ojca miało wpływ na niewykorzystaną „jedenastkę”. Można tylko powiedzieć, że sportowiec został zmuszony do gry pod dodatkowym ciężarem, którego nikt nie powinien mu nakładać.

Trzeba też sprostować inną krążącą od lat opowieść: nie ma wiarygodnego potwierdzenia, że Messi znajduje się w spektrum autyzmu. Jego dawny lekarz zaprzeczał takiej diagnozie, a sam piłkarz ani rodzina nigdy jej nie ogłosili. Internetowe „rozpoznania” powstały z komentarzy, domysłów i amatorskich analiz zachowania. Powtarzanie ich jako faktu byłoby paradoksalnie kolejnym przykładem opisywanego mechanizmu: atrakcyjna historia zastępuje fakty.

Sport zna bardziej jednoznaczne przypadki celowego oszustwa. W 2018 roku irlandzki Ballybrack FC poinformował ligę, że jego zawodnik Fernando Nuno La-Fuente zginął w wypadku. Mecz przełożono, rywale i inne drużyny uczciły piłkarza minutą ciszy, po czym okazało się, że „zmarły” żyje i przebywa w Hiszpanii. Kłamstwo miało zapewnić klubowi zmianę terminu spotkania, a więc konkretną korzyść sportową.

Fałszywa informacja nie musi nawet dotrzeć do zawodnika, aby wyrządzić szkody. W sporcie oplecionym miliardowym rynkiem zakładów wystarczy spreparowany skład, pogłoska o kontuzji albo podszycie się pod dziennikarza. W 2017 roku ESPN opisywał fałszywy „wyciek” składu niemieckiego Greuther Fürth, będący częścią próby manipulowania kursami. Informacja, choć nie miała oparcia w rzeczywistości, żyła wystarczająco długo, aby uczestnicy zakładów podejmowali decyzje finansowe. Tam, gdzie istnieje presja czasu, sprostowanie przychodzi zwykle po wypłacie zysków.

Jeszcze groźniejszą skalę miała operacja przed igrzyskami w Los Angeles w 1984 roku. KGB rozsyłało do komitetów olimpijskich państw Afryki i Azji sfałszowane, rasistowskie listy podpisane rzekomo przez Ku Klux Klan. Grożono w nich zawodnikom przemocą, licząc, że kolejne reprezentacje zrezygnują z udziału. Gdyby plan się powiódł, zmieniłby nie tylko atmosferę igrzysk, lecz także obsadę konkurencji i tabelę medalową. Przypomnijmy, że na te same igrzyska nie pojechali ani zawodnicy ZSRR, ani reprezentanci „demoludów”, za wyjątkiem Rumunów. 

Czterdzieści lat później narzędzia zmieniły się na szybsze i sprawniejsze. Przed igrzyskami w Paryżu rosyjskie sieci wpływu rozpowszechniały fałszywe nagrania udające komunikaty CIA, francuskich służb i stacji telewizyjnych. Ostrzegały przed nieistniejącymi zamachami, masowymi zwrotami biletów i chaosem. Celem było zastraszenie kibiców, skompromitowanie organizatorów i podważenie zaufania do instytucji.

Mechanizm pozostaje prosty. Najskuteczniejsze kłamstwo nie musi być doskonałe. Powinno tylko trafić w istniejący lęk, zostać podane przez pozornie wiarygodne źródło i wywołać reakcję przed sprawdzeniem faktów. Wiadomość o śmierci ojca dotyka emocji. Pogłoska o kontuzji uruchamia rynek. Fałszywe ostrzeżenie o zamachu zmienia zachowanie tłumu. W każdym przypadku celem jest nie tyle przekonanie wszystkich, ile zmuszenie części ludzi do natychmiastowego działania. Sztuczna inteligencja jedynie obniża koszt produkcji wiarygodnie brzmiącego fałszu i przyspiesza jego skalowanie.

Poza sportem – między stadionem a polem walki – zmienia się stawka, ale nie metoda. NATO zalicza dezinformację do instrumentów zagrożeń hybrydowych, używanych obok cyberataków, presji gospodarczej i działań militarnych. Podczas rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie fałszywe doniesienia o kapitulacji Kijowa, rzekomym masowym poddawaniu się żołnierzy czy spreparowany deepfake Wołodymyra Zełenskiego miały wywołać panikę, osłabić morale i zaburzyć podejmowanie decyzji.

W sporcie kłamstwo może kosztować karnego, kontrakt czy medal. Na wojnie może skierować ludzi w miejsce ostrzału, opóźnić ewakuację lub przekonać społeczeństwo, że opór nie ma sensu. Dlatego obrona przed dezinformacją nie zaczyna się od cenzury, lecz od prostego odruchu: zatrzymać się przed podaniem dalej. Czasem właśnie tych kilku sekund brakuje, by plotka nie weszła na boisko — albo nie stała się częścią planu operacyjnego.

Tomasz Deptuła

Dziennikarz, publicysta, ekspert ds. komunikacji społecznej. Przez ponad 25 lat korespondent polskich mediów w Nowym Jorku i redaktor “Nowego Dziennika”.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama