Mija rok, odkąd wyjechałem ze Stanów Zjednoczonych. Ani się nie obejrzałem, a czas naprawdę mija szybko i dla mnie bardzo intensywnie. Raz po raz ktoś mnie pyta, czy tęsknię za Ameryką. Oczywiście, często wspominam ludzi i miejsca, w których żyłem przez czternaście lat mojego życia. Zostawiłem tam kawałek serca, odnalazłem dom i wracam do niego jak do siebie. Takim dniem wspomnień był dla mnie miniony „4th of July” i 250. urodziny Stanów Zjednoczonych. Papież Leon XIV napisał w tym dniu do swoich rodaków: „Niech ten jubileusz stanie się okazją do odnowienia wspólnego zaangażowania na rzecz ideałów wolności, sprawiedliwości, szans dla wszystkich i demokracji. Niech Amerykanie uczczą odwagę i dalekowzroczność tych, którzy ich poprzedzili, umacniając swoje wspólnoty, szanując wzajemne różnice i wspólnie dążąc do budowy coraz doskonalszej wspólnoty narodowej”. Wezwał ich do obrony życia, troski o najsłabszych, poszanowania wolności religijnej oraz budowania jedności wobec wyzwań współczesnego świata. Słowa papieża Amerykanina są bardzo jasne i jednoznaczne. „Nikt nie jest w stanie sam udźwignąć ciężaru wyzwań, przed którymi stoi współczesny świat (…) Potrzebujemy siebie nawzajem i musimy działać wspólnie, w jedności, aby stawić czoła wyzwaniom.”
Sam papież udał się tego dnia z wizytą na Lampedusę. Złożył tam hołd migrantom, którzy zginęli na Morzu Śródziemnym, ale także świadomie postawił w centrum uwagi ludzi odrzuconych naszych czasów. Wskazując na wyspy Lampedusa i Linosa, pierwsze lądy należące do Europy, na które natrafiają migranci wypływający z Afryki Północnej, Leon XIV przypomniał przypowieść Jezusa o miłosiernym Samarytaninie: „Dziś Lampedusa i Linosa leżą przy drodze niebezpiecznej jak ta, która prowadziła z Jerozolimy do Jerycha. Tutaj widzieliście nie jednego człowieka, lecz tysiące ludzi, którzy wpadli w ręce zbójców: ograbili ich ze wszystkiego, pobili do krwi i odeszli, zostawiając ich na pół. Innych – tych, którym nie udało się dotrzeć tam, dokąd mieli nadzieję przybyć – przyjęło morze”.
Temat migrantów należy w świecie wciąż do tematów trudnych i szeroko dyskutowanych. Wielu ludzi świadomie nie chce ich tykać, aby się nie narażać lub nie wywoływać konfliktów wewnętrznych. Wielu, także katolików, krytykuje postawę Kościoła i kolejnych papieży, którzy wzywają do pomocy i przyjmowania uchodźców. Bo Kościół ma postępować jak Pan Jezus. Dlatego Leon XIV mówi: „Zanim pojawi się jakiekolwiek rozważanie intelektualne czy przekonanie ideologiczne, spotkanie z człowiekiem, który leży przed nami ogołocony ze wszystkiego, wzywa nas do bliskości”. Czy można z tym dyskutować? Przecież to jest żywa Ewangelia! Papież odniósł się też do różnic religijnych: „Przynależność religijna nigdy nie może stać się powodem dyskryminacji”. Chrystus zburzył mury podziału. „Nie ma miłości Boga bez miłości bliźniego, a bliźniego nie ma, jeśli ja sam się nie zbliżę”.
Zdjęcia i filmiki z Lampedusy, które obiegły świat pokazują, jak papież wspina się po skarpie, by stanąć nad Morzem Śródziemnym, naprzeciw mocno wiejącego wiatru. Był to nieplanowany przecież, a bardzo wzruszający symbol stawania naprzeciw i zmagania się z huraganami współczesności. Tylko odważni są w stanie tak stanąć i dawać nadzieję innym, wyciągając w ich kierunku pomocne dłonie. Łatwo jest krytykować, „zajmować stanowiska”, dopóki samemu nie straci się poczucie bezpieczeństwa, będąc zmuszonym do poszukiwania nowego domu. Świat bardzo intensywnie się zmienia, a my z nim. Chodzi o to jednak, żeby nie przestać chcieć być człowiekiem dla człowieka.
Tuż po wylądowaniu na Lampedusie, Leon XIV witając się powiedział: „Nie przybyłem tutaj, aby wygłaszać przemówienia, lecz aby sprawować Eucharystię – najwyższy znak obecności Chrystusa pośród nas. Gest Jezusa, który łamie chleb, ofiarowując samego siebie, nadaje sens i siłę naszym codziennym gestom pomocy i dzielenia się z innymi.” Taka była istota tej krótkiej, a bardzo ważnej wizyty. Są to znaki, które poruszają serca i oby także poruszały sumieniami.
Sporo przemieszczam się po Polsce. Głównie pociągami, zatłoczonymi, jak kiedyś. To już jest standard, że pasażerowie są przedstawicielami różnych ras i kultur. Nikogo to już nawet nie dziwi i nie zaskakuje. Coraz więcej tych ludzi mówi płynnie po polsku, wiąże się ze sobą w międzykulturowych związkach. Tego się nie zatrzyma i nie zmieni. Każdy człowiek ma prawo żyć. Każdy ma też możliwość inkulturacji w nowym miejscu, także w Polsce, bo jak mówi papież Leon XIV: „Europa ma potencjał, by zmierzyć się z kryzysem migracji w sposób całościowy – zdolny przyjmować i integrować migrantów, a zarazem działać na rzecz rozwoju, aby nikt nie był zmuszony do emigracji”. Oby każdy miał swoje miejsce na ziemi, swój szczęśliwy i bezpieczny dom.


