Rankiem 2 lutego 2026 roku ratownicy ruszyli w kierunku przełęczy Petrohan w zachodniej części Bałkanów. Ktoś zgłosił pożar schroniska. Na miejscu zastali częściowo zwęglony budynek z wybitymi szybami i śladami niedawnego ognia. Na górnym poziomie, pośród popiołu, leżały ciała trzech mężczyzn. Pierwszego zidentyfikowano dzięki fragmentom spalonych dokumentów. Był nim 49-letni prawnik Iwajło Iwanow. Drugiego rozpoznano po twarzy. Deczo Wasilew, 45-letni mąż i ojciec trójki dzieci, prowadził biuro rachunkowe. Trzecim zabitym był 51-letni instruktor nurkowania Płamen Statew. Wszyscy zginęli od strzału w głowę. Wszyscy należeli do tej samej organizacji – Narodowa Agencja Kontroli Obszarów Chronionych (NAKZT).
Guru z gór
NAKZT oficjalnie zajmowała się patrolowaniem terenów górskich i ochroną przyrody. W jej szeregach szkolono strażników leśnych, a sama organizacja przedstawiała się jako grupa ludzi oddanych naturze. Założył ją Iwajło Kałuszew, 51-letni speleolog i nauczyciel buddyjski. Przez lata budował wizerunek człowieka wolnego, żyjącego blisko przyrody i odrzucającego ograniczenia współczesnego świata. Dla wielu członków NAKZT był nie tylko liderem, ale także duchowym przewodnikiem, któremu ufali bez zastrzeżeń.
Schronisko przy Petrohanie, położone zaledwie 20 kilometrów od Sofii, stanowiło główną bazę organizacji. To właśnie tam odbywały się szkolenia, spotkania i obozy. Nikt jeszcze nie przypuszczał, że miejsce to wkrótce stanie się centrum jednej z najbardziej zagadkowych spraw kryminalnych w historii współczesnej Bułgarii.
Po odkryciu trzech ciał śledczy rozpoczęli poszukiwania Kałuszewa. Trop prowadził do regionu Strandża przy granicy tureckiej, jednak na miejscu nikogo nie zastano. Lider organizacji zniknął bez śladu. Przez następne dni cała Bułgaria żyła sprawą tajemniczych zabójstw. Media prześcigały się w spekulacjach, a byli znajomi ofiar sugerowali, że mężczyźni mogli natknąć się na coś, czego nie powinni byli zobaczyć.
Pojawiły się także teorie związane z pograniczem serbsko-bułgarskim, od dawna kojarzonym z przemytem ludzi i nielegalną wycinką lasów. Schronisko znajdowało się zaledwie 62 kilometry od najbliższego przejścia granicznego. Dla wielu komentatorów nie był to przypadek. Jednak tydzień później śledztwo przybrało zupełnie nieoczekiwany kierunek.
Kamper śmierci
8 lutego lokalny pasterz zauważył kampera zaparkowanego w pobliżu szczytu Okolczica. Miejsce znajdowało się również w zachodniej części Bałkanów, ale około 80 kilometrów od Petrohanu. W środku odkryto kolejne trzy ciała.
Jedną z ofiar był poszukiwany od tygodnia Kałuszew. Pozostali zabici to 22-letni Nikołaj Złatkow i 15-letni Aleksandyr Makulew. Wszyscy zginęli od strzałów w głowę. Kamper należał do NAKZT.
W ciągu siedmiu dni śmierć poniosło sześć osób. „To przypadek bez precedensu w naszym kraju” – powiedział podczas konferencji prasowej dyrektor policji Zachari Waskow. Gdy dziennikarze pytali, czy mają do czynienia z serią morderstw, odpowiadał ostrożnie, że sprawdzane są wszystkie możliwe hipotezy.
Znacznie większy rozgłos zdobyły słowa zastępcy prokuratora generalnego, który porównał sprawę do serialu „Twin Peaks”. Określenie natychmiast podchwyciły media. Od tej chwili zagadkowe zabójstwa zaczęto nazywać „Bułgarskim Twin Peaks”.
Na obu miejscach zdarzeń nie znaleziono śladów walki. Nie było też obrażeń innych niż rany postrzałowe. Śledczy zabezpieczyli dwa pistolety i karabin. Na broni odnaleziono DNA wszystkich trzech ofiar z kampera. Mogło to oznaczać, że sami trzymali ją w rękach. Mogło też wskazywać na próbę upozorowania przebiegu wydarzeń. Pewne było jedynie to, że strzały oddano z bardzo bliskiej odległości.
Prokuratura przyjęła wersję, według której Kałuszew najpierw zastrzelił trzech towarzyszy w schronisku, następnie udał się do Okolczicy, gdzie zabił kolejne dwie osoby, po czym popełnił samobójstwo. Wyniki sekcji zwłok miały potwierdzać taki scenariusz. Na papierze wszystko wydawało się spójne.
Nie wszyscy jednak w niego uwierzyli. Matka jednego z zabitych publicznie stwierdziła, że były to profesjonalnie zaplanowane egzekucje. Wkrótce pojawiły się informacje, które sprawiły, że jej słowa zaczęto traktować znacznie poważniej.
Tajemnice NAKZT
Już w 2022 roku anonimowy informator zgłosił władzom, że Kałuszew kieruje grupą religijną, w której może dochodzić do poważnych nadużyć. W dokumentach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych odnaleziono cztery zgłoszenia dotyczące NAKZT. Były w nich oskarżenia o molestowanie dzieci, przechowywanie nielegalnej broni, a nawet produkcję pornografii dziecięcej.
Jedno ze zgłoszeń złożyli dziadkowie ośmioletniego chłopca. Według ich relacji matka zabrała dziecko ze szkoły i oddała pod opiekę członków organizacji. Przez osiem miesięcy dziadkowie niemal nie widywali wnuka. Chłopiec podróżował z grupą mężczyzn po Nepalu i Tybecie.
Nie był to jedyny niepokojący sygnał. Już kilka lat wcześniej aktywiści stowarzyszenia Balkanka alarmowali o dzieciach przebywających przez długie miesiące w schronisku NAKZT. Mieszkały tam, pracowały i uczestniczyły w zajęciach organizowanych przez grupę. Dyrektor Służby Bezpieczeństwa Państwowego Denio Denew przyznał później, że odpowiednie instytucje otrzymały podobne informacje dwa lata wcześniej. Nie podjęto jednak żadnych działań.
Dodatkowych pytań dostarczyły nagrania z kamer monitoringu z 1 lutego. Widać na nich sześciu mężczyzn stojących przed schroniskiem. Rozmawiają, żegnają się, część odjeżdża, a część pozostaje na miejscu. Niedługo później budynek staje w płomieniach.
To właśnie ten fragment najbardziej podważał oficjalną wersję wydarzeń. Trudno było zrozumieć, dlaczego ludzie planujący samobójstwo mieliby podpalić własną siedzibę. Chyba że celem było zniszczenie dowodów.
Były premier Nikołaj Denkow stwierdził później, że instytucje państwowe działały tak, aby ukryć to, co działo się w NAKZT. Mimo wszystkich kontrowersji prokuratura zamknęła sprawę. Oficjalna wersja pozostała niezmieniona: Kałuszew zabił pięć osób, a następnie odebrał sobie życie.
Pozostały jednak pytania. Cztery zgłoszenia dotyczące wykorzystywania dzieci. Lata ignorowania ostrzeżeń. Tajemniczy pożar schroniska. Nagrania, które nie pasują do oficjalnej narracji. Sześć ciał odnalezionych w dwóch różnych miejscach w ciągu siedmiu dni. W serialowym „Twin Peaks” do rozwikłania zagadki wysłano agenta Coopera. W Bułgarii takiego człowieka zabrakło.
Joanna Tomaszewska

