48-letni Ahmad Suradji był hodowcą bydła, ale mieszkańcy okolicy znali go przede wszystkim jako dukuna – tradycyjnego indonezyjskiego szamana. Mieszkał w Lubuk Pakam na Północnej Sumatrze i cieszył się opinią człowieka obdarzonego nadprzyrodzonymi mocami. Kobiety przychodziły do niego z nadzieją na rozwiązanie swoich problemów. Jedne chciały znaleźć zamożnego męża, inne zachować młodość lub odzyskać uczucie partnera. Wierzyły, że potrafi odmienić ich los. Nie przypuszczały, że w rzeczywistości prowadzi je ku śmierci.
Sen
Podczas przesłuchania Ahmad opowiedział policjantom o śnie, który – jak twierdził – miał w 1986 roku. Ukazał mu się w nim zmarły ojciec i nakazał zdobyć ciała siedemdziesięciu kobiet oraz wypić ich ślinę. Miało to zapewnić niezwykłe zdolności uzdrawiania i potężne moce magiczne. Ojciec nie powiedział wprost, by zabijać, jednak Ahmad uznał, że czekanie na naturalną śmierć tylu kobiet zajęłoby całe życie. Postanowił więc sam doprowadzić do spełnienia rzekomej przepowiedni.
Pierwszego zabójstwa dokonał jeszcze w tym samym roku. Przez długi czas nikt nie podejrzewał, co dzieje się na odosobnionym polu za jego domem. Wioska była niewielka, posterunek policji znajdował się daleko, a kobiety przychodziły do niego dobrowolnie. Nie musiał ich porywać ani zwabiać siłą. Wystarczała obietnica pomocy i wiara w moc rytuałów.
Ahmad nie był człowiekiem o nieskazitelnej przeszłości. Już wcześniej trafiał do więzienia za kradzieże bydła, rozboje i niszczenie mienia. Psychiatra, który badał go po zatrzymaniu, rozpoznał u niego zaburzenie osobowości antyspołecznej. Według specjalistów nie odczuwał współczucia ani wyrzutów sumienia, a innych ludzi traktował wyłącznie jako narzędzia do osiągnięcia własnych celów. Był przekonany, że kolejne zbrodnie przybliżają go do zdobycia nadprzyrodzonych mocy.
Rytuał
Ofiary Ahmada miały od 11 do 30 lat. Były wśród nich studentki, prostytutki, młode mężatki i kobiety marzące o lepszym życiu. Wszystkie łączyło jedno – szukały odpowiedzi, których nie potrafiły znaleźć w zwyczajnym świecie.
Podczas spotkania Ahmad prosił kobietę o wykopanie dołu, czasami przygotowywał go wcześniej sam. Tłumaczył, że stanowi on niezbędny element rytuału oczyszczenia. Następnie polecał usiąść w wykopie i stopniowo przysypywał ziemią, zapewniając, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Gdy ziemia sięgała pasa, ofiara nie była już w stanie samodzielnie się wydostać. Na pytanie, kiedy rytuał się zakończy, odpowiadał, że nie nastąpi to nigdy.
Następnie odbierał jej życie, wierząc, że właśnie w ten sposób wypełnia polecenie otrzymane we śnie. Po śmierci wykonywał jeszcze element rytuału, który – jak sądził – miał zapewnić mu magiczne zdolności uzdrawiania. Ciało pozbawiał ubrań i zakopywał, układając głowę zawsze w kierunku północnym, w stronę własnego domu. Był przekonany, że dzięki temu niezwykła energia będzie płynęła z miejsca pochówku do jego gospodarstwa i wzmacniała jego moc.
Z biegiem lat pole trzciny cukrowej zamieniło się w cmentarzysko. Każda kolejna mogiła była częścią tego samego ponurego rytuału, który Ahmad powtarzał przez ponad dekadę, pozostając poza podejrzeniami mieszkańców.
Odkrycie
30 kwietnia 1997 roku Ahmad został aresztowany. Wszystko zaczęło się od zaginięcia Sri Kemali Dewi i kierowcy rykszy, który dokładnie pamiętał miejsce, do którego ją zawiózł. Tym razem zabójca nie zdążył zatrzeć wszystkich śladów. Podczas przeszukania jego domu policjanci znaleźli torebkę, suknię oraz bransoletę należące do młodej kobiety.
Początkowo Ahmad zaprzeczał, że ma cokolwiek wspólnego z jej śmiercią. Dopiero przedstawione dowody skłoniły go do przyznania się do winy. W trakcie przesłuchań wyznał również, że na polu znajduje się znacznie więcej grobów.
Rozpoczęły się żmudne prace ekshumacyjne. Ziemia stopniowo odsłaniała kolejne mogiły. Stan wielu odnalezionych szczątków był tak zły, że identyfikacja okazywała się niezwykle trudna lub wręcz niemożliwa. Ostatecznie odnaleziono szczątki czterdziestu dwóch kobiet. Śledczy nigdy jednak nie byli pewni, czy była to pełna liczba ofiar.
Ahmad miał trzy żony i wszystkie wiedziały o jego działalności. Najstarszą z nich, Tumini, oskarżono o współudział w zbrodniach. Według prokuratury pomagała przenosić ciała, ukrywać odzież oraz kosztowności należące do zamordowanych kobiet.
Podczas procesu zarówno Ahmad, jak i Tumini odwołali wcześniejsze zeznania. Twierdzili, że zostali zmuszeni do przyznania się do winy wskutek przemocy stosowanej przez policję. Ich wyjaśnienia nie przekonały jednak sądu.
Na sali rozpraw zgromadzili się dziennikarze, rodziny ofiar i mieszkańcy okolicy. Kiedy zapadł wyrok śmierci, nikt nie zaprotestował. Ahmad wysłuchał decyzji sędziego w całkowitym milczeniu, nie okazując niemal żadnych emocji.
Policja przypuszczała, że liczba ofiar mogła być znacznie wyższa. Funkcjonariusze zaapelowali do mieszkańców o zgłaszanie wszystkich przypadków zaginięć kobiet z ostatnich lat. Otrzymali około osiemdziesięciu zgłoszeń. Nie oznaczało to oczywiście, że wszystkie zaginione padły ofiarą Ahmada Suradjiego, jednak skala problemu pokazała, jak wiele rodzin wciąż nie znało losu swoich córek, sióstr i matek.
Wyrok wykonano 10 lipca 2008 roku, po dziesięciu latach oczekiwania w celi śmierci. Mieszkańcy Lubuk Pakam nie chcieli, by został pochowany w ich wiosce. Uważali, że miejsce, w którym przez lata żył jako szanowany uzdrowiciel, nie powinno stać się jego miejscem spoczynku.
Tumini odbywa dożywotnią karę więzienia za udział w zbrodniach. Pole trzciny cukrowej pozostawiono natomiast nienaruszone. Dla mieszkańców stało się ono zbiorową mogiłą i cichym symbolem tragedii dziesiątek kobiet, które zaufały człowiekowi podającemu się za uzdrowiciela. Wielu z nich do dziś wierzy, że ziemia skrywa jeszcze nieodkryte groby i że nie wszystkie tajemnice Ahmada Suradjiego zostały dotąd wyjaśnione.
Joanna Tomaszewska

