Bombardowanie Iranu rozpoczęto o godz. 16 czasu wschodnioamerykańskiego, czyli o 22 w Polsce. Dowództwo napisało, że tak, jak poprzednio ich celem jest „dalsze ograniczenie zdolności militarnych Iranu wykorzystywanych do ataków na żeglugę handlową w cieśninie Ormuz”.
Przedstawiciel władz USA powiedział portalowi Axios, że w tej chwili prezydent Donald Trump koncentruje się na tym, by Iran „poniósł konsekwencje za naruszenie wstępnego porozumienia z USA” oraz „za dalsze akty terroryzmu” w cieśninie Ormuz. Urzędnik przekazał też, że wolą Trumpa jest, by władze w Teheranie odpowiedziały za niedawną śmierć amerykańskich żołnierzy. Zapowiedział, że uderzenia będą kontynuowane, dopóki prezydent USA nie zdecyduje inaczej. Zapewnił jednocześnie, że rozmowy między Waszyngtonem i Teheranem trwają.
Wcześniej w poniedziałek Trump zagroził, że za każdym razem, gdy Iran zabije amerykańskiego żołnierza, „poniesie wielokrotnie gorsze konsekwencje”.
W weekend na Bliskim Wschodzie zginęło co najmniej trzech żołnierzy USA. Dwaj ponieśli śmierć, a jednego uznano za zaginionego w następstwie piątkowego ataku Iranu na bazę lotniczą w Jordanii. W niedzielę na miejscu znaleziono szczątki ludzkie. Trwa proces ich identyfikacji - przekazało wojsko. Jeden żołnierz USA zginął też w sobotę na północy Iraku w trakcie kontrolowanej detonacji niewybuchu pochodzącego z zestrzelonego irańskiego drona-kamikadze.
W poniedziałek siły zbrojne Jordanii poinformowały, że systemy obrony powietrznej przechwyciły i zestrzeliły trzy pociski wystrzelone z terytorium Iranu, które wleciały w jordańską przestrzeń powietrzną.
We wtorek Trump weźmie udział w ceremonii powitania w kraju ciał amerykańskich żołnierzy poległych podczas konfliktu na Bliskim Wschodzie. Śmierć żołnierza w Iraku zwiększyła do 17 bilans strat osobowych w amerykańskim wojsku od 28 lutego, kiedy Izrael i USA rozpoczęły wojnę przeciwko Iranowi. Rannych zostało ok. 430 wojskowych - podsumował Reuters.
W ocenie agencji mediatorzy zaproponowali Iranowi deeskalację działań zbrojnych i 10-dniowe zawieszenie broni z USA, co ma pozwolić na znalezienie sposobu na odnowienie rozejmu wynegocjowanego w połowie czerwca. Porozumienie okazało się nietrwałe m.in. z powodu niejednoznacznych zapisów, które rozbieżnie interpretują Teheran i Waszyngton. Dotyczyły one m.in. kontroli nad cieśniną Ormuz - kluczowym szlakiem, którym przed rozpoczęciem wojny transportowano 20 proc. światowego eksportu ropy i gazu, a nad którym kontrolę usiłuje przejąć Iran.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)

