Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ

Zagadka Cindy James

Cindy James miała 44 lata, gdy zginęła. Jej ciało znaleziono na opuszczonej posesji w Richmond pod Vancouver. Leżała skrępowana, z nylonową pończochą zaciśniętą na szyi, a ręce i nogi miała związane za plecami. Nie było śladów włamania, obcych odcisków palców ani świadków. Przez siedem poprzednich lat Cindy wielokrotnie zgłaszała policji, że ktoś ją prześladuje, atakuje i próbuje zabić. Mimo to śledczy ostatecznie uznali, że mogła odebrać sobie życie.
Zagadka Cindy James
Cindy James

Autor: Wikipedia

Cynthia Hack wyszła za mąż w 1966 roku, mając 22 lata. Jej mąż, psychiatra Roy Makepeace, był od niej starszy o osiemnaście lat. Początkowe uczucie z czasem wygasło i para rozwiodła się w 1982 roku. Zaledwie cztery miesiące później Cindy zaczęła odbierać anonimowe telefony z pogróżkami.

 

Ataki bez napastnika

Pierwszy telefon zadzwonił 7 października 1982 roku. Głos po drugiej stronie był spokojny, rzeczowy i niepokojąco dobrze poinformowany. Dzwoniący wiedział, gdzie Cindy pracuje, kiedy wychodzi z domu i jakim jeździ samochodem. Był to początek serii blisko stu incydentów.

Wkrótce zaczęto niszczyć oświetlenie przy jej domu. Dochodziło do podpaleń, przecinania linii telefonicznych i wybijania okien. Na progu pojawiały się martwe zwierzęta, a do drzwi przybijano noże z wiadomościami ułożonymi z wyciętych liter, jak w kryminalnych thrillerach. Były też zdarzenia znacznie trudniejsze do wyjaśnienia.

Pewnego razu sąsiedzi znaleźli Cindy nieprzytomną w ogrodzie z foliowym workiem na głowie. Innym razem obudziła się skrępowana, z czarną pończochą na szyi i ranami ciętymi na ciele. Twierdziła, że niczego nie pamięta. W 1988 roku ponownie odnaleziono ją nieprzytomną, tym razem w zadaszonej wiacie przed domem. Była rozebrana od pasa w dół i również nie potrafiła wyjaśnić, co się wydarzyło.

Przez siedem lat Cindy skrupulatnie dokumentowała kolejne ataki i zgłaszała je policji. Funkcjonariusze zainstalowali nawet kamery wokół jej domu, lecz nie nagrały one niczego podejrzanego. Żaden sąsiad nigdy nie widział napastnika, a na miejscach zdarzeń nie znaleziono żadnych obcych odcisków palców. Były jedynie odciski Cindy.

 

Wyłączona ze świata

Detektyw Ozzie Kaban, który przez lata prowadził sprawę i długo wierzył, że Cindy rzeczywiście znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, zaczął z czasem dostrzegać pewien wzorzec. Wszystkie incydenty zdarzały się wyłącznie wtedy, gdy Cindy była sama. Nigdy nie dochodziło do nich w obecności świadków.

W 1988 roku kamera zarejestrowała ją, jak samodzielnie wychodzi z domu i wraca. Niedługo później zgłosiła kolejny atak. Policjanci zaczęli więc podważać jej relacje. Podczas konfrontacji na komisariacie Cindy załamała się. Płakała, krzyczała, że została pozostawiona bez pomocy, i ostrzegała, że Raymond – jak nazywała tajemniczego prześladowcę – na pewno ją zabije. Wkrótce przestała jeść, popadła w stan przypominający katatonię i niemal całkowicie wyłączyła się ze świata.

Rodzina umieściła ją w szpitalu psychiatrycznym. Lekarze rozpoznali objawy dysocjacyjnego zaburzenia tożsamości. W takim stanie jedna część osobowości może wykonywać działania, których inna później nie pamięta. Pojawiła się więc hipoteza, że Cindy mogła sama wyrządzać sobie krzywdę, a następnie szczerze wierzyć, że odpowiada za to ktoś inny.

Po kilku miesiącach opuściła szpital. Powoli wracała do normalnego życia. Wiosną 1989 roku wyglądała już lepiej, snuła plany, rozmawiała o wyjeździe i coraz częściej wychodziła z domu. Potem, 25 maja 1989 roku, zniknęła.

 

Roy pod lupą

Jej samochód odnaleziono na parkingu pobliskiego centrum handlowego. Na fotelu kierowcy znajdowały się ślady krwi. Pod autem leżały dokumenty wyjęte z portfela, a na tylnym siedzeniu pozostawiono zakupy i zapakowany prezent.

Dwa tygodnie później, 8 czerwca 1989 roku, robotnicy pracujący na opuszczonej posesji, oddalonej o kilkaset metrów od centrum handlowego, natknęli się na ciało Cindy. Była skrępowana, a ręce i nogi związano razem za plecami. Na szyi miała zaciśniętą czarną pończochę. Sekcja zwłok wykazała obecność śmiertelnej dawki morfiny, diazepamu i flurazepamu. Mimo to policja już w lipcu zamknęła sprawę, uznając, że mogło dojść do samobójstwa lub tragicznego wypadku.

Rodzina nie zaakceptowała takiego werdyktu i doprowadziła do osobnego dochodzenia. W 1990 roku zebrała się ława przysięgłych. Było to jedno z najdłuższych dochodzeń koronera w historii Kolumbii Brytyjskiej.

Przez cały ten czas głównym podejrzanym pozostawał Roy Makepeace. Były mąż miał dostęp do leków, znał zwyczaje Cindy i jako doświadczony psychiatra doskonale rozumiał mechanizmy traumy oraz dysocjacji. To właśnie on, jeszcze zanim policja zaczęła poważnie rozważać problemy psychiczne Cindy, sugerował możliwość istnienia „podzielonego” umysłu. Mogło to świadczyć o trosce, ale równie dobrze mogło być próbą ukierunkowania śledztwa.

Przez lata angażował się w sprawę z niezwykłą konsekwencją. Opłacał prywatnych detektywów, uczestniczył w przesłuchaniach i utrzymywał kontakt z policją. Niektórzy członkowie rodziny twierdzili, że nigdy naprawdę nie pogodził się z rozwodem. Sam detektyw Kaban przyznał później, że Makepeace wzbudzał w nim niepokój, ponieważ był wyjątkowo spokojny, pomocny i zaskakująco dobrze poinformowany.

Problem polegał na tym, że Roy miał niemal zawsze żelazne alibi. Podczas kilku kluczowych incydentów przebywał za granicą, co potwierdzały dokumenty podróży. Policja nigdy nie znalazła żadnego fizycznego dowodu łączącego go z atakami. Do końca życia utrzymywał, że Cindy była ciężko chora psychicznie, a jej śmierć stanowiła tragiczną konsekwencję tej choroby.

 

Niemożliwe samobójstwo

Prawnicy rodziny nieustannie powracali do jednego pytania. Jak kobieta mogła sama skrępować sobie ręce i nogi za plecami, zacisnąć pończochę na szyi i jednocześnie zażyć śmiertelną dawkę trzech różnych leków?

Pytanie nie było wyłącznie retoryczne. Biegli przyznawali, że sposób związania ciała praktycznie wykluczał samodzielne działanie ofiary. Mimo to śledztwo zakończyło się werdyktem, który nie rozwiązywał zagadki. Oficjalnie przyczyna śmierci pozostała nieustalona, a sprawca – jeśli w ogóle istniał – nigdy nie został zidentyfikowany.

Miliony dolarów wydane na dochodzenie, setki przesłuchanych osób, siedem lat prześladowań i blisko sto przeanalizowanych incydentów nie przyniosły odpowiedzi. Ponad trzy dekady później nadal nie wiadomo, czy Cindy James była ofiarą prześladowcy, własnego umysłu, czy też zbrodni doskonałej.

Joanna Tomaszewska


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama