Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ

Schody do nieba

15 lipca 1997 roku świat mody poniósł niepowetowaną stratę. Gianni Versace, włoski projektant mody, spod którego ręki wychodziły prawdziwe cuda, wracał do domu po porannym spacerze i drobnych zakupach. Nagle pojawił się mężczyzna, który z zimną krwią zastrzelił go na schodach jego rezydencji w Miami Beach.
Schody do nieba
Rezydencja Versace w Miami

Autor: Solarisys - stock.adobe.com

Historia Gianniego Versaciego na dobre zaczęła się w 1978 roku, kiedy wpadł na pomysł stworzenia nowej linii mody i otworzył swój pierwszy butik w Mediolanie. Nikt nie mógł oprzeć się projektom wychodzącym spod jego ręki. Do 1997 roku miał już 130 ekskluzywnych butików na całym świecie i był globalnym gigantem branży, wartym ponad 800 milionów dolarów. Znany ze swoich kolorowych, pełnych życia projektów, Versace wspiął się na sam szczyt, pozyskując klientów wśród światowej elity, współpracując z supermodelkami i zapraszając na swoje pokazy takie gwiazdy jak Madonna czy Elton John.

Będąc już u szczytu imperium przynoszącego krociowe zyski, którym zarządzał wspólnie z siostrą Donatellą i bratem Santo, Gianni Versace szukał miejsca, w którym mógłby się naprawdę się odprężyć. Podczas jednego z pobytów w Miami Beach w 1991 roku znalazł swoją przystań. „Nastrój i styl życia bardzo mi tutaj odpowiada” – powiedział w jednym z wywiadów. „To wyjątkowe miejsce i nigdzie indziej na świecie nie odczuwam takiego klimatu”. Niestety to właśnie tam, w swoim szczęśliwym miejscu, wolnym od codziennych zmartwień, Versace został zamordowany przez szaleńca – na schodach własnego domu.

 

Strzały w biały dzień

Poranek 15 lipca 1997 roku był jak wiele innych. Versace rozpoczął dzień w Casa Casuarina, dziesięciopokojowej, trzypiętrowej rezydencji w stylu śródziemnomorskim z lat 30. XX wieku, położonej przy Ocean Drive 1116 – spokojnej, popularnej ulicy tuż przy plaży i oceanie. Zaledwie kilka dni wcześniej świętował trumfalną premierę swojej kolekcji na pokazie w Paryżu na jesień 1997 roku. W najbliższych dniach Włosko-Amerykańska Izba Handlowa miała uhonorować go tytułem Obywatela Roku. Wrócił więc do swojej florydzkiej rezydencji, by zwolnić tempo, spotkać się ze swoim partnerem i pozwolić sobie na chwilę odpoczynku.

Około 8.30 Versace, jak miał w zwyczaju, wyszedł na poranny spacer do pobliskiej kawiarni. Ubrany skromnie w biały T-shirt i sandały, niespiesznie przechadzał się ulicą. Miejscowi dobrze znali swojego światowej sławy sąsiada i byli dumni z jego obecności. W drodze powrotnej zatrzymał się jeszcze przy kiosku z gazetami, po czym ruszył w stronę domu.

Gdy zaczął otwierać bramę swojej rezydencji, stojąc jeszcze na schodach, znikąd wyłonił się nieznajomy mężczyzna. Ubrany w szary T-shirt, czarne szorty, z białą czapką zsuniętą na oczy i plecakiem na ramionach, podszedł bez słowa. Z pistoletu kalibru .40 oddał dwa strzały z bliskiej odległości w tył głowy światowej ikony mody.

W tym samym czasie Antonio D’Amico, partner Veracego, siedział na werandzie niedaleko wejścia do rezydencji i pił kawę, gdy nagle usłyszał strzały. „Poczułem jakby krew we mnie zastygła” – wspominał później. Razem z kamerdynerem Versaciego wyszli na zewnątrz, by sprawdzi

, co się stało. Otworzyli drzwi prowadzące na korytarz. „Zobaczyłem Gianniego leżącego na schodach w kałuży krwi. W tej chwili wszystko jakby zgasło. Ktoś mnie odciągnął i nic więcej nie widziałem”.

Inny świadek, Eddi Bianchi, przebywał w pobliskim sklepie i pobiegł w stronę, z której dobiegły odgłosy strzałów. „Zastałem tam kilka osób, ale nic nie mogliśmy już zrobić” – powiedział. „Mocno krwawił, lekko się trząsł i nagle przestał się ruszać”.

 

Świat w szoku

Versace został natychmiast przetransportowany do specjalistycznego szpitala, jednak lekarze nie byli już w stanie go uratować. O godzinie 9.15 stwierdzono zgon. W chwili śmierci miał 50 lat.

Tragiczna wiadomość wprawiła w osłupienie cały świat – nie tylko mody. Na miejscu zdarzenia z miejsca pojawili się od dziennikarze, relacjonujący niewiarygodny zamach. Gapie tłoczyli się przy wejściu do domu, gdzie na schodach wciąż widoczne były ślady krwi. Te same schody wkrótce zamieniły się w miejsce cichego kultu: składano tam kwiaty, fotografie i kartki z wyrazami żalu. Z całego świata zaczęły napływa

kondolencje od projektantów, modelek i gwiazd związanych ze światem mody. 

„Wiadomość o śmierci Gianniego wprawiła mnie w stan szoku” – powiedział Giorgio Armani. „Moją reakcją jest bunt i sprzeciw wobec tak bezsensownej i gwałtownej śmierci”.

Szok, niedowierzanie, nieskończony ból, poczucie absurdu – brakowało słów, by to opisać reakcję świata na tę tragedię. Podczas gdy wszyscy próbowali zrozumieć, kto mógł dopuścić się tak haniebnego czynu, FBI, zaangażowane w wyjaśnienie zbrodni, miało już swojego podejrzanego.

 

Piąta ofiara

27-letni Andrew Cunanan, gejowski żigolo, któremu w życiu niewiele się układało, był pochodzenia filipińsko-włoskiego i dorastał w San Diego. Znajdował się już w kręgu zainteresowania FBI w związku z serią zabójstw popełnionych na przestrzeni kilku lat, których ofiarami byli homoseksualiści. Według relacji uchodził za osobę o wyjątkowo wysokim ilorazie inteligencji – być może właśnie to sprawiło, że przez długi czas wymykał się organom ścigania.

Za wszelką cenę pragnął luksusowego życia i właśnie w tym celu, korzystając ze swojego uroku osobistego, uwodził starszych, zamożnych mężczyzn. Potrafił naciąga

swoje ofiary, snując o sobie wyimaginowane historie, w których więcej było półprawd niż faktów. Jednym z największych znaków zapytania, jakie po sobie pozostawił, jest kwestia tego, czy Versace i on rzeczywiście się znali.

Niektóre źródła podają, że Cunanan poznał Versacego w San Francisco na kilka lat przed strzelaniną. Rodzina projektanta oraz jego partner, Antonio D’Amico, stanowczo jednak temu zaprzeczają. Jedno pozostaje pewne: wiosną 1997 roku Cunanan rozpoczął serię morderstw, w których zabił czterech mężczyzn. Jedną z ofiar znał blisko, drugą chciał dopiero poznać, lecz mu się to nie udało, kolejną zamordował, ponieważ spodobał mu się jego samochód. Ta brutalna sekwencja zbrodni umieściła Cunanana na szczycie listy najbardziej poszukiwanych osób przez FBI.

Niestety w tamtym czasie nie udało się go aresztować, co pozwoliło mordercy spokojnie czekać na powrót Verascego do Miami. W tym celu wynajął mieszkanie niedaleko jego rezydencji. Prowadził podwójne życie: dni spędzał w ukryciu, a nocami oddawał się imprezowaniu. W dniu morderstwa wymeldował się z mieszkania, po czym zaatakował niczego nieświadomego projektanta. Ponieważ strzały padły w biały dzień, świadkowie widzieli go uciekającego, a ubrania, które miał na sobie, odnaleziono później w pobliskim garażu. To wszystko sprawiło, że policja szybko namierzyła jego kryjówkę. Była to opuszczona łódź mieszkalna – gdy funkcjonariusze zbliżyli się do niej, Cunanan popełnił samobójstwo, strzelając do siebie.

 

Nowe życie marki

22 lipca 1997 roku w gotyckim kościele rzymskokatolickim w Mediolanie odbył się pogrzeb Gianniego Versacego, w którym uczestniczyło około 2000 żałobników. Wśród nich znalazły się liczne osobistości ze świata mody, muzyki i fimu, z którymi projektant blisko współpracował – między innymi Naomi Campbell, Giorgio Armani, Elton John, Madonna, księżna Diana oraz Whitney Houston. Uroczystość stała się wielkim wydarzeniem, podkreślającym ogromny wpływ Versacego na modę i kulturę popularną, a obecność tylu gwiazd była wyraźnym świadectwem jego wyjątkowych relacji z elitą światowego show-biznesu.

Życie musiało jednak toczyć się dalej. Po zabójstwie Gianniego firma została podzielona między członków rodziny: siostra Donatella otrzymała 20 proc. udziałów, brat Santo – 30 proc., a córka Donatelli, Allegra, stała się właścicielką pozostałych 50 proc. 

Niecałe trzy miesiące po jego śmierci pokaz kolekcji Versacego w Mediolanie odbył się tak zgodnie z planem ustalonym jeszcze za życia projektanta. Tego dnia nie sam pokaz był jednak najważniejszy, lecz obecność licznych przyjaciół i projektantów, którzy swoją obecnością wsparli Donatellę reprezentującą firmę. Na widowni zasiedli m.in.: Giorgio Armani, Donna Karan, Miuccia Prada i Karl Lagerfeld, obok takich gwiazd jak Cher, Boy George i Demi Moore. Wydarzenie to stało się zapowiedzią odrodzenia marki – już bez mistrza. Donatella postanowiła kontynuować dzieło brata, któremu przez lata służyła radą i twórczym wsparciem.

Donatella rozwinęła firmę, wprowadzając nowe linie, które miały poszerzyć grono odbiorców. W 2018 roku sprzedała markę Versace amerykańskiemu gigantowi Michael Kors, co wzbudziło niepokój wśród miłośników ekskluzywnego charakteru marki. W 2023 dom mody Versace po raz kolejny zmienił właściciela – amerykański holding Tapestry zapowiedział wówczas kolejne zmiany, deklarując chęć odświeżenia marki i tchnienia w nią nowego życia.

Dyrektorką kreatywną firmy wciąż pozostaje Donatella Versace, która uwspółcześniła jej estetykę, nadając projektom nowy wymiar. Zmieniła paletę barw na bardziej stonowaną, lnie rezygnując jednak z charakterystycznego dla domu mody seksapilu ani z dziedzictwa pozostawionego przez Gianniego. Donatella wyraźnie pokazuje, że stoi na straży jego wizji, jednocześnie próbując nadać marce własny rys. Wie jednak, że nic z tego nie byłoby możliwe bez ukochanego brata. „Mój brat był królem” – powtarza często, kontynuując jego dzieło.

Jacek Hilgier


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama