Szef MON zabrał głos z mównicy sejmowej po pytaniach i krytycznych ocenach posłów PiS w kwestii działań rządu w związku ze zdarzeniem z czwartku, gdy nad ranem rosyjska rakieta wtargnęła w polską przestrzeń powietrzną i uderzyła w niezabudowany teren niedaleko miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim.
Kosiniak-Kamysz podkreślił, że gdy tylko pojawiły się informacje o kolejnym zmasowanym nalocie rosyjskim na Ukrainę, wojsko do godz. 1:29 podniosło naziemne systemy obrony powietrznej do stanu najwyższej gotowości, a o 1:50 z bazy lotniczej w Łasku wystartowały dwa myśliwce F-16 do zabezpieczenia granicy.
Jak mówił, do granicy Polski zbliżało się łącznie ok. 20 rakiet, z których większość - dodał - niestety osiągnęła swoje cele w Ukrainie, m.in. we Lwowie. Jedna z rakiet zawróciła tuż przed polską granicą, a jedna ją przekroczyła - w tym czasie oba samoloty były już od kilkudziesięciu minut w regionie. Szef MON przekazał, że pościg za rakietą natychmiast rozpoczął jeden z myśliwców F-16.
Szef MON przypomniał, że w świetle obecnych przepisów, w takiej sytuacji do podjęcia decyzji o zestrzeleniu obcego obiektu są uprawnieni Dowódca Operacyjny oraz sam pilot myśliwca; zaznaczył przy tym, że przepisy ws. zestrzeliwania obiektów w polskiej przestrzeni powietrznej różnią się w czasie wojny i pokoju.
Zapewnił jednak, że w sytuacji, gdyby rakieta zagrażała terenom zamieszkanym, zostałaby strącona; przypomniał, że taka decyzja została podjęta we wrześniu ub.r. gdy w polską przestrzeń powietrzną wtargnęły rosyjskie drony. Zwrócił uwagę, że trwa wieloletni proces budowy systemu nowoczesnej obrony powietrznej, kosztujący ok. 200 mld zł. - To niestety wymaga czasu - przyznał, zaznaczając jednak, że kolejne rządy kontynuują ten proces.
Kosiniak-Kamysz przypomniał też, że Dowództwo Operacyjne podczas rosyjskich nalotów na Ukrainę na bieżąco wydaje komunikaty o poderwaniu polskich myśliwców czy wykrytych zagrożeniach dla polskiej przestrzeni. Pierwszy komunikat - wskazał - pojawił się w czwartek o godz. 2:16, a drugi, obszerniejszy i zawierający informację o wtargnięciu pocisku w polską przestrzeń, o godz. 7:07 rano.
Szef MON ocenił też postawę opozycji. Jak mówił, w wielu wypowiedziach polityków PiS, Konfederacji, a zwłaszcza partii Grzegorza Brauna „nie widać w ogóle Federacji Rosyjskiej jako zagrożenia dla Polski”. - Dla was Rosja przestała być wrogiem, a od pewnego czasu wrogiem nr 1 stała się Ukraina - stwierdził. Zarzucił m.in. politykowi PiS Przemysławowi Czarnkowi, że nawoływał do zaprzestania finansowego wsparcia UE dla Ukrainy, wskazał też na krytykę przekazania Ukrainie kilku pocisków do systemów przeciwlotniczych Patriot.
- Jak przekazaliśmy kilka rakiet do Patriotów - na wniosek USA - to wywołaliście taki chaos, że nie dało się normalnie funkcjonować. (...) Można liczyć te rakiety w magazynie, a mogą one strącać rakiety lecące w kierunku Polski. Wolę, by strącały je na terytorium Ukrainy - stwierdził Kosiniak-Kamysz.
- Pomimo waszego wycia i dezinformacji, będziemy kontynuować pomoc dla walczącej Ukrainy; im więcej rakiet strąconych na terytorium Ukrainy, tym mniej zagrożenia dla Polski - dodał, zwracając się do opozycji. Jak mówił w czerwcu w rosyjskich atakach na Ukrainie zginęło 300 cywili, a 2 tys. osób zostało rannych. - To najwięcej od kwietnie 2022 roku. Wtedy rząd PiS mówił, że trzeba pomagać Ukrainie, a teraz o tym zapomniał - powiedział.
Szef MON odniósł się też do krytyki działania instytucji państwa podczas czwartkowego incydentu. Jak ocenił, procedury zadziałały „100 razy lepiej” niż podczas incydentu w Przewodowie w listopadzie 2022 r. i pod Bydgoszczą, gdzie rakieta spadła w grudniu 2022 r, a odnaleziona została kilka miesięcy później przez przypadkową osobę.
Kosiniak-Kamysz zarzucił ówczesnemu szefowi MON, obecnie przewodniczącemu klubu PiS, Mariuszowi Błaszczakowi, że ten zrzucił w 2023 r. winę na ówczesnego dowódcę operacyjnego gen. Tomasza Piotrowskiego i zadeklarował, że on będzie bronił polskich żołnierzy. Jak podkreślił, „to żołnierz jest od tego żeby zdecydować, w którym momencie pociąga za spust”. - Stańcie za Wojskiem Polskim i dajcie mu działać - mówił pod adresem polityków PiS.
Zwracając się do polityków Konfederacji, Kosiniak-Kamysz przywołał słowa polityka KO Pawła Kowala, który ocenił, że są wśród nich tacy, którzy „witaliby Rosję chlebem i solą”. - Strategią bezpieczeństwa państwa polskiego jest wspieranie Ukrainy i oddalanie Rosji od granicy z Polską, a nie obrzydzanie każdego dnia Ukraińców Polsce - mówił do nich szef MON.
Zwrócił także uwagę na znaczenie sojuszów; wskazał m.in. na wsparcie, jakiego w czwartek udzielił startujący z Niemiec tankowiec powietrzny. - Zagrożenie jest na wschodzie, nie na zachodzie - mówił do opozycji Kosiniak-Kamysz.
Do wtargnięcia pocisku w polską przestrzeń powietrzną doszło w nocy ze środy na czwartek, gdy Rosjanie dokonali kolejnego zmasowanego ataku na Ukrainę, w tym m.in. na Lwów. Do zabezpieczenia polskiej przestrzeni skierowane zostały polskie myśliwce F-16, wspierane m.in. przez polskie i sojusznicze samoloty rozpoznawcze oraz natowskie tankowce powietrzne z bazy w Niemczech.
Jak informowało Dowództwo Operacyjne RSZ, w czwartek o godz. 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt; dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16; o godz. 3.46 obiekt zanikł; miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia. Wojskowy śmigłowiec Mi-24 znalazł tam krater - miejsce uderzenia rakiety, a następnie na miejsce przybyły służby. Pocisk uderzył w terenie niezabudowanym; nie było poszkodowanych, nie doszło też do żadnych zniszczeń.
Prowadząca śledztwo w tej sprawie Prokuratura Okręgowa w Lublinie poinformowała, że najprawdopodobniej była to rakieta o oznaczeniach Ch-101 i zawierała materiał wybuchowy „w znacznej ilości”.(PAP)

