We wtorek po południu prezydencki śmigłowiec Marine One wystartował z terenu Białego Domu, jednak kontrolerzy ruchu lotniczego nie wstrzymali, wbrew obowiązującym procedurom bezpieczeństwa, samolotów rejsowych na pobliskim lotnisku im. Ronalda Reagana — podał we wtorek wieczorem „Wall Street Journal”, powołując się na osoby zaznajomione ze sprawą.
FAA w środę poinformowała, że ze wstępnych ustaleń wynika, iż przez chwilę śmigłowiec znajdował się zbyt blisko samolotu pasażerskiego startującego z portu lotniczego. W oświadczeniu przekazanym mediom, m.in. stacji News Nation, zapewniono, że prezydentowi nic nie groziło. Podkreślono, że kontroler ruchu lotniczego utrzymywał kontakt zarówno z pilotem samolotu pasażerskiego, jak i pilotem Marine One w chwili utraty wymaganego odstępu między maszynami.
„Nadal analizujemy ten incydent i wdrożymy wszelkie odpowiednie działania naprawcze na podstawie naszych ustaleń” - przekazała FAA.
„Loty Marine One są wykonywane przez jednych z najlepszych pilotów na świecie i w żadnej chwili prezydent nie był zagrożony” — oświadczył jeden z rzeczników Białego Domu Kush Desai.
Od śmiertelnej katastrofy z 29 stycznia 2025 r. FAA znacząco ograniczyła jednoczesny ruch samolotów i śmigłowców w rejonie lotniska im. Reagana. Śmigłowiec Black Hawk należący do Armii USA zderzył się wówczas z samolotem pasażerskim, który podchodził do lądowania. W katastrofie zginęło 67 osób.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)

