Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama POLONEZ
czwartek, 6 sierpnia 2026 17:53

Powstańcze wspomnienia Stanisława Stawskiego

Od powstańczego zrywu mieszkańców stolicy minęły 82 lata. Bohaterów tych wydarzeń pozostało już niewielu wśród żyjących. W Chicago tej rocznicy doczekali Andrzej Zapalski, kpt. Tadeusz Gubała i kpt. Stanisław Stawski, którego w godzinę „W” odwiedzili w jego mieszkaniu członkowie grupy rekonstrukcyjnej 3. Dywizji Strzelców Karpackich i Pomocniczej Służby Kobiet PSK „Pestki” oraz „Bohaterski Miś Wojtek”.
Powstańcze wspomnienia Stanisława Stawskiego

Autor: Andrzej Baraniak

Jeszcze w roku ubiegłym wraz z sympatyczną małżonką, panią Barbarą, był na obchodach w Warszawie. Niestety, coraz większe trudności w przemieszczaniu się nie pozwalają weteranowi na osobistą obecność i udział w tegorocznych obchodach, ale z radością zgodził się na spotkanie z młodzieżą w swoim mieszkaniu. Była okazja do przywołania przez seniora obrazów walk na Mokotowie, życia pod gruzami, czy też przejścia kanałami do Śródmieścia. Była to pouczająca lekcja historii, szczególnie dla młodych dziewcząt z PSK „Pestki”, które miały niepowtarzalną okazję poznać weterana i jego losy.

– Wracając wspomnieniami do tamtych 63 dni zawsze mam przed oczami pierwsze momenty walki, gdy ruszyłem do akcji ze swoją drużyną w rejonie ulic Grażyny i Puławskiej. Mieliśmy za zadanie atakować szkołę na Dworkowej, w której stacjonował liczny oddział współpracujących z Niemcami Ukraińców oraz żołnierze Wehrmachtu. Miałem siedmiu ludzi, pistolet maszynowy Schmeisser i dwa granaty. Straciłem dwóch kolegów. Nie wiem ilu wrogów żeśmy wyeliminowali, ale pod silnym ostrzałem musieliśmy się wycofać w rejon Parku Dreszera. Ostrzeliwano nas pociskami, które rozrywały się w powietrzu. Dostałem jednym z odłamków w rękę. Koledzy uznali, że nie mogę strzelać więc zabrali mi pistolet maszynowy, ale dali potem Visa. Po kilkunastu godzinach udało nam się wrócić do oddziału. Było spore zaskoczenie, że żyjemy, bo w naszej intencji zostało odprawione nabożeństwo. To chyba dzięki temu los jest dla mnie taki łaskawy i tak długo żyje. Mam zamiar dożyć przynajmniej 105 lat – powiedział pan Stanisław, który 20 sierpnia będzie celebrował 102. rocznicę urodzin.

Pan Stanisław urodził się w rodzinie z tradycjami powstańczymi. Jego dziadek, również Stanisław, walczył w Powstaniu Styczniowym, a ojciec Kazimierz w Powstaniu Wielkopolskim. Pochodzi ze Stęszewa pod Poznaniem, gdzie ojciec prowadził przędzalnię jedwabiu. W 1941 roku został wysiedlony z rodzinnego majątku i wraz z rodzicami trafił do Warszawy. Do Armii Krajowej wstąpił w 1942 roku, zaraz po jej przemianowaniu ze Związku Walki Zbrojnej. 

W momencie wybuchu powstania Stanisław Stawski ps. „Kazik” miał niespełna 20 lat. Był żołnierzem kompanii łączności K4 w pułku „Baszta”. Walczył na Mokotowie. Godzina „W” zastała go w rejonie ulic Grażyny i Puławskiej. Po upadku Mokotowa kanałami po 16 godzinach brodzenia w fekaliach ze swoją radiostacją dotarł do Śródmieścia. W powstaniu spędził 63 dni. Po kapitulacji trafił do obozu w Ożarowie skąd został wywieziony do obozu w Murnau.  Uwolniony przez Amerykanów dołączył do II Korpusu gen. Władysława Andersa. Po rozformowaniu jednostki przez Londyn dotarł do USA, gdzie po paru latach zdobywania doświadczenia w sprzedaży alkoholi założył firmę dystrybucji trunków z Polski i całego świata, którą z sukcesem prowadził przez ponad pół  wieku.

W czasie okupacji, po powstaniu w Getcie Warszawskim, rodzice pana Stanisława – Kazimierz i Wanda Stawscy ukrywali dziewczynę żydowskiego pochodzenia, z którą w piwnicy pod gruzami udało się im przetrwać Powstanie Warszawskie. Za tę postawę zostali uhonorowani przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. W chicagowskim Muzeum Holocaustu znajduje się upamiętniająca ich tablica. 

Pan Stanisław został wielokrotnie odznaczony przez władze RP wysokimi odznaczeniami, które mieli okazję obejrzeć uczestnicy spotkania. W marcu 2024 roku od Ministra Obrony Narodowej otrzymał awans na kapitana.

– To dla nas była niebywała okazja, żeby osobiście poznać weterana i jego historię. Kilkanaście dni temu wraz z kolegami z 3.DSK byliśmy także w Wirginii na 101. urodzinach pułkownika Romualda Lipińskiego, bohatera spod Monte Cassino. To szczególnie ważne dla naszych licealistek, które należą do PSK, że osobiście mogły poznać weteranów. Będą mogły podzielić się tą wiedzą z amerykańskimi przyjaciółmi, a w przyszłości przekazać ją swoim dzieciom, bo przecież o to chodzi, o zachowanie pamięci – powiedziała komendantka PSK Lidia Żółtowska.

Dziewczęta miały okazję zobaczyć odznaczenia i pamiątki weterana oraz albumy ze zdjęciami, także z okresu powojennego, bo pan Stanisław jest zapalonym fotografikiem. Sympatyczna małżonka, pani Basia, podjęła dorosłych uczestników delegacji lampką koniaku. Była okazja do wzniesienia toastu przed zbliżającymi się urodzinami i zaśpiewania „100 lat to za mało, przynajmniej 120 by się zdało”. 

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak/NEWSRP


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama