„Mega hearings” to rozszerzona forma tzw. master calendar hearings, czyli wstępnych przesłuchań proceduralnych w postępowaniach imigracyjnych. Nie rozstrzygają one o tym, czy dana osoba otrzyma azyl lub będzie mogła pozostać w Stanach Zjednoczonych. Ich celem jest przedstawienie uczestnikom zarzutów, wyjaśnienie praw i obowiązków oraz wyznaczenie kolejnych etapów postępowania.
Nowością jest jednak ich skala. Gazety „Chicago Sun-Times” i „Chicago Tribune” informują, że w sądzie imigracyjnym w Chicago przy 55 E. Monroe St. podczas jednego porannego posiedzenia na listę wpisywanych jest od 100 do nawet 185 osób. Jeśli większość uczestników nie ma adwokata, na jednej sali może znaleźć się jednocześnie około 70 osób. Dla porównania, przed wprowadzeniem zmian w maju standardowe przesłuchania obejmowały średnio około 30 uczestników.
Najwięcej „mega hearings” w Chicago
Największą liczbę „mega hearings” odnotowano w czerwcu w sądzie imigracyjnym w Chicago, który jest jednym z największych i z największymi zaległościami. Według analiz badacza polityki migracyjnej Austina Kochera, cytowanego przez „Sun-Times” zdarzały się dni, kiedy jednocześnie odbywały się cztery takie przesłuchania, prowadzone przez różnych sędziów, równolegle z normalną pracą tego sądu.
Chicagowskie dzienniki zrelacjonowały również przebieg „mega hearings”. Przed przesłuchaniem dziesiątki osób oczekują na wejście do niewielkich sal sądowych, często w zatłoczonych korytarzach. Wiele osób przychodzi z dziećmi, a znaczna część uczestników nie ma ze sobą prawnika.
Podczas przesłuchania sędzia, przy pomocy tłumacza, wyjaśnia podstawowe informacje dotyczące postępowania. Uczestnicy dowiadują się m.in. dlaczego wszczęto wobec nich postępowanie deportacyjne, jakie mają prawa, jakie dokumenty muszą złożyć, jakie obowiązki mają w przypadku zmiany adresu i kiedy odbędzie się kolejne przesłuchanie. Osoby bez adwokata często proszą o dodatkowy czas na znalezienie adwokata.
Przyspieszenie postępowań czy „deportacje pod nieobecność”?
Federalny Departament Sprawiedliwości, który nadzoruje sądy imigracyjne, tłumaczy, że zwiększenie liczby spraw rozpatrywanych jednocześnie ma pomóc ograniczyć wieloletnie zaległości. W wielu przypadkach na pierwsze przesłuchania imigranci czekali przez kilka lat. Według federalnej administracji zmiany mają zapewnić sprawniejsze i terminowe prowadzenie postępowań oraz zapobiec dalszemu narastaniu liczby nierozstrzygniętych spraw.
Rozwiązanie budzi jednak kontrowersje. Organizacje działające na rzecz praw imigrantów oraz część byłych sędziów oceniają, że tak duże grupowe przesłuchania utrudniają każdej osobie rzetelne postępowanie sadowe.
Ich zdaniem taki sposób prowadzenia przesłuchań prowadzi do ogromnego zatłoczenia sal i korytarzy sądowych, utrudnia zapewnienie odpowiedniego tłumaczenia oraz zwiększa ryzyko błędów administracyjnych. Krytycy wskazują również, że uczestnicy mają mniej czasu na znalezienie adwokata, a coraz więcej osób po prostu nie stawia się na wyznaczone rozprawy. Niestawienie się na wyznaczone przesłuchanie może skutkować wydaniem decyzji o deportacji zaocznie (in absentia), czyli pod nieobecność zainteresowanej osoby.
Dane z czerwca pokazują, że w Chicago po raz pierwszy od 2019 r. więcej osób zostało uznanych za nieobecne na przesłuchaniach niż tych, które się stawiły. Jednocześnie znacząco skrócił się czas pomiędzy otrzymaniem zawiadomienia a terminem przesłuchania, co – zdaniem organizacji monitorujących system – mogło utrudnić wielu osobom odpowiednie przygotowanie się do postępowania.
Sądy jak urzędy
Warto pamiętać, że sądy imigracyjne funkcjonują inaczej niż federalne sądy karne czy cywilne. Sędziowie imigracyjni są pracownikami Departamentu Sprawiedliwości (władza wykonawcza – executive branch) i podlegają prokuratorowi generalnemu, który jest mianowany przez prezydenta. Nie mają więc niezawisłości i niezależności od władzy politycznej jak normalni sędziowie w sądach cywilnych czy karnych (władza sądownicza – judicial branch). Zarówno sędziowie imigracyjnie jak i procedury mogą zmieniać się znacznie szybciej niż w innych rodzajach sądów – na przykład wraz ze zmianą administracji. Ponadto postępowania imigracyjne mają charakter cywilny. Oznacza to, że osoby, których nie stać na adwokata, nie mają zagwarantowanego obrońcy z urzędu.
Od objęcia władzy przez administrację prezydenta Trumpa sądy imigracyjne mierzą się również z rekordową falą odejść sędziów z pracy. W ciągu ostatnich 18 miesięcy wielu zostało zwolnionych zrezygnowało z pracy lub skorzystało z programów dobrowolnych rezygnacji. Ich miejsce zajęli nowi sędziowie, którzy – według analizy „Chicago Tribune” – częściej orzekają na rzecz deportacji.
Joanna Marszałek
[email protected]

