Prezydent rozmawiał z serwisem między innymi o jesiennych wyborach uzupełniających do Kongresu. Pytany, czy zgadza się ze stwierdzeniem, że utrata przez Republikanów większości w Izbie Reprezentantów oznaczałaby w pewnym stopniu koniec jego prezydentury, odparł: — Tak, do pewnego stopnia. Nadal będę miał ogromną zdolność blokowania, więc nie będą mogli nic zrobić.
— Mam świetną zdolność blokowania. Jestem świetnym „blokującym”. I gdy będą przedstawiać mi straszne, komunistyczne rzeczy, ja po prostu będę mówił: „nie, nie, nie”. Ale wolałbym być pozytywną siłą niż negatywną siłą - dodał Trump.
Przyznał, że partii będącej u władzy trudno jest utrzymać większość w Izbie Reprezentantów w wyborach uzupełniających. — Zdarza się to bardzo rzadko. Właściwie mnie to zadziwia - podkreślił.
Zapewnił, że zamierza pomóc Republikanom w nadchodzących wyborach. Ocenił jednocześnie, że problemem jest to, iż ludzie nie będą mogli głosować na niego. - Jeśli ja nie startuję, czy ci ludzie pójdą głosować? (...) Poproszę ich o to. (...) Wielu z nich, szczerze mówiąc, jest bardzo złych na Republikanów - kontynuował prezydent. - Nie są źli na mnie, ale są źli na Republikanów - dodał Trump.
Republikanie martwią się, że kwestia wysokich kosztów życia oraz wojna w Iranie mogą doprowadzić do przejęcia przez Demokratów Izby Reprezentantów, a być może nawet Senat w wyniku wyborów uzupełniających, zaplanowanych na 3 listopada - zaznaczył serwis Politico. Portal zauważył też, że poziom poparcia dla prezydenta spadł od czasu, gdy w zeszłym roku powrócił on do Gabinetu Owalnego i nawet jego najwięksi zwolennicy zaczęli odczuwać frustrację z powodu wojny na Bliskim Wschodzie.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)

