Lech Poznań - FC Thun 7:0 (5:0)
Bramki: 1:0 Patrik Walemark (10), 2:0 Allahyar Sayyadmanesh (20), 3:0 Patrik Walemark (25), 4:0 Mateusz Skrzypczak (31), 5:0 Radosław Murawski (45), 6:0 Daniel Hakans (48), 7:0 Robert Gumny (79).
Żółte kartki – Lech Poznań: Radosław Murawski; FC Thun: Nils Reichmuth, Tom Strannegard.
Lech Poznań: Mateusz Lis – Joel Pereira, Wojciech Mońka, Mateusz Skrzypczak, Michał Gurgul – Patrik Walemark (37. Daniel Hakans), Radosław Murawski, Pablo Rodriguez (64. Robert Gumny), Antoni Kozubal (80. Karol Delikat), Luis Palma (64. Gustav Berggren) – Allahyar Sayyadmanesh (80. Wojciech Szymczak).
FC Thun: Niklas Steffen – Fabio Fehr, Jan Bamert, Marco Burki, Michael Heuele (46. Furkan Dursun) – Nils Reichmuth (56. Nicolas Burgy), Justin Roth, Nassim Zoukit (46. Fabio Saiz), Valmir Matoshi – Marc Gutbub (45+1. Tom Strannegard), Brighton Labeau (82. Lucien Dahler).
Sędzia: Sebastian Gishamer (Austria). Widzów: 22 241.
Koncertowy występ piłkarzy Lecha, którzy rozgromili mistrza Szwajcarii 7:0 i mogą być już niemal pewni gry w fazie ligowej Ligi Europy. Poznaniacy jednocześnie zanotowali rekordowe zwycięstwo w historii występów w europejskich pucharach. Dotychczasową najwyższą wygraną było 7:1 z islandzkim Breidablik odniesione rok temu.
Przed spotkaniem największą niewiadomą było, na kogo postawi w ataku trener mistrza Polski Niels Frederiksen. Mikael Ishak leczy uraz mięśnia dwugłowego, a Yannicka Agnero nie było w Poznaniu przez 10 dni, bowiem przebywał w Afryce w związku z koniecznością przedłużenia wizy. Ostatecznie szkoleniowiec na „szpicę” desygnował Irańczyka Allahyara Sayyadmanesha.
Szwajcarzy mogli otworzyć rezultat już po 70 sekundach, lecz Marc Gutbub z trzech metrów nie potrafił głową pokonać Mateusza Lisa. W odpowiednim miejscu znalazł się też Radosław Murawski, który wybił futbolówkę z pustej bramki.
Odpowiedź Lecha nastąpiła osiem minut później. Długie wybicie Lisa przedłużył głową Sayyadmanesh. Patrik Walemark wykorzystał niezdecydowanie obrońcy FC Thun i w sytuacji sam na sam precyzyjnie uderzył w tzw. długi róg, a piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki. Gospodarze wcale nie zamierzali zwalniać tempa. Pablo Rodriguez w sobie tylko znany sposób nie trafił w światło bramki po doskonałym dośrodkowaniu Joela Pereiry. Hiszpański pomocnik zrehabilitował się kilkadziesiąt sekund później, kiedy to idealnie w tempo zagrał do Sayyadmanesha, a ten w podobnej sytuacji jak Walemark, pokonał Niklasa Steffena „z pomocą” słupka.
Piłkarze FC Thun mogli szybko wrócić gry, ale Lis nie dał się zaskoczyć po uderzeniu Gutbuba. Z kolei następny kontratak Poznaniaków zakończył się drugim golem Walemarka. Defensywa FC Thun wyglądała niczym… szwajcarski ser, lechici umiejętnie wykorzystywali wolne przestrzenie, które zostawiali im przeciwnicy. W 31. minucie było już 4:0, po dość niekonwencjonalnie wykonanym rzucie wolnym Mateusz Skrzypczak jak rasowy napastnik wykorzystał podanie Antoniego Kozubala.
Jedynym zmartwieniem Frederiksena w tej części meczu była konieczność zmiany Walemarka, który wcześnie zasygnalizował uraz. Tempo spotkania na moment nieco spadło, ale jeszcze przed przerwą „Kolejorz” podwyższył wynik. Drugą asystę w tym spotkaniu zanotował Rodriguez, a na listę strzelców wpisał się Murawski.
Trener mistrza Szwajcarii Gian-Luca Privitelli pod koniec pierwszej odsłony dokonał jednej zmiany, dwie kolejne już w przerwie, ale jego zespół nie poprawił gry w defensywie. Pierwsza akcja gospodarzy po zmianie stron przyniosła kolejnego gola. Indywidualną akcję przeprowadził Daniel Hakans, który uderzył zza linii pola karnego, piłka po rykoszecie zmyliła Steffena.
Mecz się nieco wyrównał, momentami Szwajcarzy dochodzili do głosu, ale nie mieli siły przebicia w ofensywie. Wprawdzie rezerwowy Furkan Dursun przy biernej postawie obrońców Lecha trafił do siatki, ale po wideoanalizie okazało się, że był na minimalnej pozycji spalonej.
Ostatnie 20 minut nie przyniosło już zbyt wielu emocji, Poznaniacy nie forsowali tempa, ale wciąż z łatwością kreowali kolejne szanse. Wynik meczu ustalił Robert Gumny, który po zagraniu z głębi pola sprytnie przelobował golkipera rywali. Mistrzowie Polski mogli dołożyć jeszcze co najmniej jedną bramkę, lecz Karolowi Delikatowi zabrakło szczęścia.(PAP)
Marcin Pawlicki

