Szyc ma rzadki rodzaj aktorskiej cechy: nie potrzebuje jednej twarzy, żeby być rozpoznawalny. W 2001 roku, świeżo po ukończeniu Akademii Teatralnej, dostał nagrodę za „Płatonowa” i angaż do Teatru Współczesnego. Późniejsze role w „Symetrii”, „Oficerze” czy „Vincim” uczyniły go jednym z najbardziej charakterystycznych nazwisk polskiego kina. Tylko w tym roku premierę miały lub będą mieć dwa seriale i trzy filmy z udziałem Borysa Szyca. To dobry moment, by przyjrzeć mu się przez pryzmat prywatnych i zawodowych wyborów, które przez lata ułożyły się w ciekawą opowieść o ambicji, aktorstwie i potrzebie zaczynania od nowa.
Nie Michalak, tylko Szyc
W tym roku, 4 września, aktor skończy 48 lat. Jest rodowitym Łodzianinem. Jego rodzice ukończyli krakowską Akademię Sztuk Pięknych, ale ojciec porzucił rodzinę, kiedy Borys miał zaledwie 3 miesiące. Dlatego w dorosłym życiu aktor, który tak naprawdę nazywa się Borys Michał Michalak, zrezygnował z nazwiska ojca i przyjął panieńskie nazwisko matki.
Choć sztuka była obecna w codzienności Borysa, matka odradzała mu aktorstwo, przestrzegając przed zawodem, w którym łatwo – jak mówiła – źle skończyć. Ale jego od dziecka wyraźnie ciągnęło w stronę sceny: śpiewał, tańczył, zgłaszał się do szkolnych występów. Założył nawet z kolegą Teatr Ucho, w którym zagrał Koguta w „Serenadzie” Sławomira Mrożka. Pierwszy kontakt z kamerą zaliczył jako dziewięciolatek w „Kingsajzie”, przebrany za krasnoludka. I choć rozważał zostanie prawnikiem, lekarzem lub menadżerem, ostatecznie po maturze postanowił zdawać do szkoły aktorskiej.
Wybrał warszawską Akademię Teatralną. Ukończył ją w 2001 roku i niemal od razu zaczął zbierać dowody na to, że była to trafiona decyzja. Za „Płatonowa” otrzymał główną nagrodę na Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi i angaż do Teatru Współczesnego.
Symetryczna kariera
Od pierwszego roku studiów miał już swojego agenta aktorskiego. Przyjmował wszystko, co pozwalało mu grać i być zauważonym. Pewnego dnia przyszedł do agencji i jedna z pracownic powiedziała, że w pokoju obok czeka na niego dziwny reżyser. „I rzeczywiście siedział – taki łysy i wytatuowany. Pogadaliśmy chwilę, zaproponował mi rolę Zborka, którą ostatecznie zagrał Andrzej Andrzejewski. Potem była seria SMS-ów i telefonów, kogo chciałbym zagrać. W końcu dostałem jasną i kategoryczną informację: »Grasz Alberta, zdecydowałem!«” – wspominał Borys w wywiadzie dla „Playboya” w 2004 roku. Tym reżyserem był Konrad Niewolski, a filmem – „Symetria”. Za rolę Alberta Szyc otrzymał Nagrodę Publiczności im. Zbyszka Cybulskiego i był nominowany do Polskiej Nagrody Filmowej „Orły” za rolę drugoplanową.
Od tego momentu stał się ulubieńcem widzów i jednym z najbardziej wziętych aktorów swojego pokolenia. Grał w hitach komediowych i artystycznych, takich jak „Vinci”, „Testosteron”, „Kret”, „Job, czyli ostatnia szara komórka”, „Lejdis”, „Wojna polsko-ruska”. Wciąż jest gorącym nazwiskiem. W 2025 pojawił się m.in. w głośnym serialu Netflixa „Heweliusz” jako kapitan Andrzej Ułasiewicz oraz w „Vinci 2” jako kultowy Szerszeń. Wśród tegorocznych aktorskich projektów z jego udziałem są m.in.: kinowa „Lalka” u boku Marcina Dorocińskiego, Kamili Urzędowskiej i Marka Kondrata, serial kryminalny „Piekło kobiet” z Agatą Turkot i Mateuszem Damięckim, komedia telewizyjna „Sami w domu” z Anną Cieślak, głośna filmowa biografia „Violetta Villas”, która będzie miała swoją premierę na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni i produkcja familijna „Za duży na bajki 3”.
Utopiony w alkoholu
W 2014 roku nadszedł kryzys zawodowy i osobisty. Aktor stracił wtedy radość z wykonywania zawodu. Przyczyną, czego już nie ukrywa, był alkohol. Przez lata picie było dla niego nie tyle dodatkiem do życia, ile niewidzialnym scenariuszem. Alkohol organizował mu czas, relacje, prace i sposób myślenia. „W środku cały czas byłem pijany” – mówił w rozmowie ze „Zwierciadłem”.
Świadomość choroby pojawiła się już wcześniej. W lutym 2008 roku policja zatrzymała go, gdy prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Miał w organizmie około 0,7 promila. „Zabrali mi prawo jazdy. Wiesz, to już powinno być takie otrząśnięcie. W ogóle fart, że nikomu nic nie zrobiłem. To jest jakieś szczęście w nieszczęściu. Ale nadal mnie to nie otrzeźwiło. Pomyślałem: w takim razie nie powinienem jeździć. Kupiłem auto, wynająłem kierowcę, zrobiłem sobie z tyłu barek i jeździłem z kierowcą” – wyznał w podkaście Marka Sekielskiego.
Przełom nastąpił 10 sierpnia 2014 roku, kiedy po wielodniowym piciu leżał bez sił na kanapie i dotarło do niego, że chce żyć, że nie chce tak umierać. Jego droga do trzeźwości nie była jednak historią o jednym heroicznym postanowieniu, lecz długą walką z chorobą. Wcześniej Szyc wielokrotnie podejmował próby terapii. Ostatecznie wrócił do doktora Bohdana Woronowicza i pod jego okiem rozpoczął ośmiomiesięczną terapię. W rozmowie ze „Zwierciadłem” aktor wyznał, że trzeźwienie to zmiana o 180 stopni, która wymaga przebudowania relacji, sposobu myślenia i codziennego życia. Dziś wie, że temat nie jest skończony raz na zawsze, że świadomość nawrotów jest częścią trzeźwości. „Bo alkoholizm to choroba, którą można zaleczyć a nie wyleczyć” – powiedział.
Gdyby terapeutycznie szukać przyczyn choroby, można by wrócić do czasu dzieciństwa aktora. Miał przecież zaledwie trzy miesiące, kiedy z życia jego i jego matki zniknął ojciec. Jako starsze już dziecko czuł się za tę sytuację odpowiedzialny. „Wziąłem na siebie misję, żeby nikt się przy mnie nie smucił” – wyznał w wywiadzie dla „Twojego stylu”, dodając, że poniósł tego konsekwencje. „Dziecko przestaje być sobą, doświadczać własnych uczuć, tylko odczuwa troskę o innych, jest w ciągłej gotowości” – tłumaczył.
Lecznicza miłość
Z nałogu pomogła mu wyjść jego obecna życiowa partnerka, Justyna Nagłowska, z którą wziął ślub w grudniu 2019 roku. Razem wychowują sześcioletniego syna Henryka i dwie córki z poprzedniego związku Justyny. „Przeszliśmy moją ścieżkę zdrowia. Justyna chodziła razem ze mną na terapię współuzależnienia. Ale dzięki niej zrozumiała, dlaczego związała się z takim facetem jak ja” – powiedział.
W niedawnym wywiadzie dla serwisu Plejada aktor przyznał, że to kobiety rządzą w jego życiu. Bo jest jeszcze Sonia, córka ze związku z Anną Pińczykowską (aka Bareją). Sonia ma obecnie 21 lat i wie o swoim ojcu rzeczy, których nie wie nikt inny, a i tak ich relacja przetrwała lata, choć nie mieszkali ze sobą na stałe. Trzy lata temu zagrali w filmie „Miało cię nie być”. Udział w nim pomógł im domknąć pewne życiowe tematy i, jak sami przyznali, na planie mogli przepracować swoje tłumione uczucia. „Nie jest to opowieść o nas, ale emocje, które w nią włożyliśmy, są nasze. Myślę, że w czasie pracy na planie załatwiliśmy coś między sobą. Mogliśmy na siebie nakrzyczeć, wygarnąć parę rzeczy” – mówił Szyc w rozmowie z serwisem interia.pl.
Dziś aktor jest w momencie kariery, w którym wciąż szuka nowych wyzwań zawodowych, a poza planem jest człowiekiem, który świadomie buduje życie po kryzysie. Od ponad dekady jest trzeźwy i mówi otwarcie, co mu ta zmiana dała. Może właśnie dlatego nie musi już nikomu nic udowadniać, tylko coraz odważniej wybierać to, kim chce być – na ekranie i poza nim.
Małgorzata Matuszewska

