Na 3 listopada wyznaczone są w Stanach Zjednoczonych wybory do Kongresu, w których wyłoniony zostanie cały skład Izby Reprezentantów i nieco ponad jedna trzecia Senatu (35 senatorów). Sprawujący władzę Republikanie będą w nich bronić większości w obu izbach. Jeśli ją stracą, dzisiejsza opozycja będzie mogła blokować zarówno inicjatywy ustawodawcze prezydenta, jak i nominacje ważnych urzędników federalnych.
Listopadowe wybory, inaczej zwane połówkowymi (ang. midterms), są powszechne i odbywają się w połowie czteroletniej kadencji urzędującego prezydenta.
Jak za każdym razem podkreślają media w USA, to rodzaj referendum na temat pozycji prezydenta i partii rządzącej, choć Biały Dom w tych wyborach formalnie nie startuje.
Od wyników zbliżających się wyborów zależy skład Kongresu USA i losy wielu władz stanowych, co oznacza, że w listopadzie będzie wiadomo, jaki jest zakres władzy prezydenta Trumpa do końca jego kadencji, czyli do 20 stycznia 2029 roku.
Kongresmeni w Izbie Reprezentantów sprawują dwuletnie kadencje, dlatego wszystkie 435 miejsc w tej izbie podlega co dwa lata wyborom. Z kolei senatorowie sprawują sześcioletnie kadencje, które rozpoczynają się w różnych terminach. W czasie wyborów „midterms” wybierana jest mniej więcej jedna trzecia składu Senatu - od 33 do 35 senatorów.
Dodatkowo Amerykanie wybiorą w listopadzie 36 spośród 50 stanowych gubernatorów i tysiące stanowych ustawodawców, prokuratorów generalnych oraz lokalne władze samorządowe.
Według doniesień amerykańskich mediów prezydent Trump chce być twarzą ostatniej fazy kampanii przed listopadowymi wyborami.
Jak poinformowała Fox News, celem Trumpa jest zaktywizowanie bazy wyborczej Republikanów, utożsamianej głównie z prezydenckim ruchem MAGA (Make America Great Again). Jak podkreśliła stacja, zwolennicy Trumpa tradycyjnie nie kwapią się do urn wyborczych, kiedy prezydent sam nie startuje.
We wtorek, na własnej platformie społecznościowej Truth Social Donald Trump zapowiedział swoje dwa wystąpienia w Dallas.
Po raz pierwszy przemówi w środę o godz. 21 czasu lokalnego (godz. 3 nad ranem polskiego czasu). Zamieścił także posty, w których obiecuje m.in. gwałtowny spadek cen paliwa, „do trzech dolarów, a docelowo do dwóch dolarów za galon”. Ma to nastąpić w momencie, kiedy Stany Zjednoczone wygrają z Iranem, co według prezydenta wydarzy się „szybko” (wojna zaczęła się 28 lutego br.).
Prezydent udostępnił także wpis sekretarz rolnictwa Brooke Rollins, informującej o spadku cen produktów żywnościowych, takich jak mięso kurczaka, indyka czy wieprzowiny.
Jak jednak przekonuje w analizie Josh Boak z Associated Press, prezydent i jego zwolennicy żyją „fantastyczną wizją” rzeczywistości.
Boak wylicza przykłady memów, którymi przy okazji poniedziałkowego Święta Pracy (ang. Labor Day) Biały Dom i sam prezydent zalali sieć. Przedstawiają one prezydenta jako osobę o niezwykłej mocy.
Jeden z filmów ukazuje Trumpa jako superbohatera wznoszącego mur powstrzymujący migrantów i uruchamiającego liczne, tętniące życiem fabryki.
Amerykanie widzą efekty rządów prezydenta mniej bajkowo, dlatego – jak podkreśla w innej analizie Reuters – Trump może się okazać dla republikańskich kandydatów obciążeniem, a nie atutem.
W styczniu 2025 roku Trump zaczynał drugą kadencję z 47-procentowym poparciem Amerykanów (sondaż Reuters/Ipsos). Tymczasem, jak pokazało badanie dla NBC News opublikowane 6 września br., działania prezydenta – zarówno w gospodarce jak i polityce zagranicznej - popiera znacznie mniej, bo 36 proc. Amerykanów.
Szczególnie źle badani oceniali stan gospodarki, ceny paliw, a także koszty życia. Tylko 31 proc. respondentów aprobowało działania prezydenta związane z wojną z Iranem.
Spada także poparcie dla prezydenta wśród samych Republikanów. Jego pozycja jest wciąż silna, ale wyraźnie osłabła w porównaniu z początkiem drugiej kadencji.
Według najbardziej korzystnego dla Trumpa sondażu „Economist”/YouGov z sierpnia br., wśród Republikanów cieszy się 80-procentowym poparciem, a wśród wyborców MAGA nawet 95-procentową aprobatą. Jak z kolei pokazuje sondaż „Financial Times”/Focaldata aprobata dla Trumpa w partii rządzącej spadła jednak do 72 proc.
Jeszcze w styczniu 2025 roku prezydent miał wśród Republikanów - według badania Gallupa - 91-procentowe poparcie.
Jak jednak podkreślają komentatorzy, partia sprawująca władzę w Białym Domu niemal zawsze traci w wyborach „midterms”, co nazywają oni „karą za połowę kadencji”.
W analizie wyborczej z 8 września William A. Galston, ekspert ds. amerykańskiej polityki i zarządzania publicznego z Brookings Institution, zauważa, że partia opozycyjna – obecnie Demokraci - zazwyczaj zyskują przewagę w „midterms”, ponieważ jej wyborcy są bardzo zmobilizowani i często odczuwają gniew. I tak jego zdaniem jest w tym roku. Szeregowi członkowie partii prezydenckiej albo są zadowoleni z sukcesów, albo zniechęceni porażkami, co w jego ocenie ma miejsce również w dzisiejszej sytuacji.
Stratami kończyła się większość wyborów środka kadencji w przeszłości. Według szacunków think tanku Brookings Institution spośród 22 wyborów przeprowadzonych w połowie kadencji po II wojnie światowej, w 20 przypadkach partia prezydenta traciła mandaty w Izbie Reprezentantów.
Utrata mandatów nie oznaczała jednak zawsze także utraty większości w jednej lub obu izbach Kongresu. Na przykład w Izbie Reprezentantów tylko nieco ponad jedna trzecia wszystkich wyborów „midterms” kończyła się według Brookings zmianą większości.
Utrata kontroli nawet tylko w Izbie Reprezentantów będzie dla Republikanów bolesna. Demokraci będą mogli blokować proponowane ustawy, zmiany podatkowe i kwestie budżetowe.
Ewentualna utrata większości w Senacie utrudni dodatkowo obsadzanie ważnych stanowisk kandydatamii prezydenta. Senat ma prawo zatwierdzania nominacji sędziów federalnych, kandydatów do Sądu Najwyższego i członków gabinetu.
Według Galstona utrata przez Partię Republikańską kontroli nad którąkolwiek z izb Kongresu „w praktyce zakończy legislacyjną fazę prezydentury Trumpa”, bo - jak zastrzegł ekspert – ponadpartyjna współpraca Republikanów i Trumpa z Demokratami jest mało prawdopodobna.
Republikanie wciąż mają jednak nadzieję na utrzymanie większości nawet w obu izbach w Kongresie.
Długoletni strateg Partii Republikańskiej Patrick Ruffini napisał w kwietniu br. na łamach „New York Magazine”, że wystarczy w tym celu zmobilizować własną bazę.
Ruffini uważa, że największą szansą Republikanów nie jest przekonywanie dużej liczby niezależnych wyborców, lecz zmobilizowanie twardego elektoratu Trumpa i przekonanie nawet tych mniej obecnie entuzjastycznych republikańskich wyborców, aby poszli głosować.
Według najnowszych prognoz w lepszej pozycji przed „midterms” znajdują się jednak Demokraci. Są faworytami wyborów do Izby Reprezentantów.
Według politologów z Uniwersytetu Cornella – których model trafnie wskazał zwycięzców 14 poprzednich wyborów do Kongresu – Demokraci mają 80-procentową szansę na zdobycie większości w tej izbie.
W Senacie walka może być wyrównana. Agencja Associated Press napisała we wtorek, że wynik tego starcia jest wciąż otwarty. „Demokraci mogą teraz rywalizować w stanach, które niegdyś wydawały się poza ich zasięgiem, ale z drugiej strony bardziej skomplikowana dla Partii Demokratycznej stała się sytuacja w wyścigach wyborczych, w których liczyła wcześniej na wygraną” – podsumowała AP.
Anna Gwozdowska (PAP)

