Kiedy skończył się rok szkolny, zarówno rodzice, jak i dzieci przeszli na tryb wakacyjny, który umożliwiał dłuższy sen, odpoczynek od sztywnego planu dnia, być może więcej spacerów, korzystania z pięknej pogody, wyjazdy, ale też dla niektórych większą ilość czasu spędzanego przed telefonem, PS-em, czy komputerem. Ach… można było złapać choć odrobinę oddechu, wyjść ze sztywnych ram codzienności w roku szkolnym.
Teraz jednak znów przyszedł wrzesień i o ile na początku wakacji było całkiem łatwo wejść w wolniejszy tryb, tak teraz musimy wrócić na stare tory i nie ma się co oszukiwać – wymaga to zarówno czasu, jak i nieco wysiłku. Jak zatem przetrwać wrzesień? Spróbujmy dziś poszukać odpowiedzi.
Pierwsze koty za płoty
Podobno pierwsze 20 sekund kontaktu z nowo poznaną osobą, determinują nasze nastawienie do niej (przynajmniej to podświadome). Nawet jeżeli jest w tym stwierdzeniu trochę prawdy, warto pamiętać, że nad każdą relacją można pracować i nawet jeżeli nie poczujemy sympatii do kogoś od pierwszego wejrzenia, to nie traćmy nadziei, ponieważ każdy z nas jest w stanie zyskać przy bliższym poznaniu.
Podobnie można spojrzeć na kolejny rok szkolny, a dla niektórych pierwszy na nowym etapie edukacji. Początkowe dni, a nawet tygodnie mogą nie być łatwe, szczególnie jeśli wcześniej było naprawdę miło i przyjemnie, a dzieci, czy nawet my – dorośli, wciąż wracamy wspomnieniami do tego, co za nami i nieustannie porównujemy to, co teraz z tym, co było. W takim zestawieniu, ciężko o pozytywne nastawienie, bo ciężko wygrać z sentymentem…
Kiedy zaczynamy coś nowego, warto zachować w sercu to, co było wcześniej, niech dodaje nam energii, niech buduje naszą siłę, a jednocześnie warto podejść z otwartością i ciekawością do tego, co przed nami. Co więcej, uważajmy na pierwsze wrażenie, które może zwieść na manowce, dlatego potrzeba czasu na wypracowanie rzeczywistego obrazu nowej rzeczywistości. Jeżeli jednak pomimo dania szansy, nowa sytuacja nie uspokaja się i wciąż budzi jakiś rodzaj niepokoju, który nie mija, a nawet narasta, zachęcam do przyjrzenia się bliżej przyczynom takiego stanu rzeczy.
Czas na wyciszenie
Któż z nas, spotykając się z dzieckiem po szkole, nie pytał od razu: „Jak było w szkole/przedszkolu?”. W odpowiedzi na tak zadane pytanie najczęściej słyszymy krótkie „dobrze”. W zależności od naszego stanu ducha taka odpowiedź albo tylko podsyca naszą ciekawość i zaczynamy drążyć, albo chwilowo nas uspokaja i odpuszczamy temat.Zarówno moment jak i forma zadanego tak dziecku pytania sprawia, że ciężko jest otrzymać rzetelną informację zwrotną, co rzeczywiście się działo i czy wszystko było w porządku.
Kiedy pytamy młodego człowieka o to, co się działo, potrzebujemy przede wszystkim mieć czas na wysłuchanie odpowiedzi i nawet jeśli to jest właśnie ten moment, nasz rozmówca potrzebuje również chwili na ułożenie sobie wszystkiego w głowie. To znaczy, że to „dobrze” rzucone jest na odczepnego, a kryje się za nim: „Potrzebuje czasu, żeby wszystko sobie poukładać”.
Nasze dziecko właśnie spędziło kilka godzin w sytuacji: napięcia, hałasu, skupienia, czy wymagań i zamiast kolejnych pytań, przesłuchania (co było, co robiło, z kim spędziło ten czas), potrzebuje zwyczajnie czasu na wyciszenie, uspokojenie emocji, a w przypadku młodszych dzieci nawet na odreagowanie złością w bezpiecznym, rodzinnym otoczeniu.
Na rozmowę przyjdzie czas później, a najlepszy do tego bywa wieczór, kiedy dziecko jest już rozluźnione i nagle emocje zaczynają same wypływać, a język się rozwiązuje. To, czego dziecko potrzebuje od nas – rodziców, to przede wszystkim cierpliwość i podążania za nim.
Problem
Przy okazji takiego wieczornego wyciszenia, niejednokrotnie przypominają się najróżniejsze problemy, które mogły pojawić się tego dnia: „Ania się na mnie obraziła”, „Franek nie chciał się ze mną bawić”. A dla niejednego rodzica jest to natychmiastowy sygnał, aby szukać rozwiązania, aby wziąć sprawy w swoje ręce i ruszyć na ratunek.
Przy tej okazji, zachęcam Cię Drogi Rodzicu do przemyślenia sprawy z własnej perspektywy – czy zawsze, gdy komuś opowiadamy, że z czymś mamy problem, że zdarzyło się coś, co sprawiło nam przykrość, oczekujemy rozwiązania tego problemu? Z mojej perspektywy, zdecydowanie częściej opowiadamy o czymś, aby zwyczajnie zrzucić to z siebie, wypowiedzieć na głos i „przyjrzeć się” sytuacji z takiej perspektywy lub po prostu zostać wysłuchanym. Nie każdy problem zatem wymaga działania, pomocy i ratowania, również w przypadku tych dziecięcych wyzwań.
Wrzesień jest wyjątkowym miesiącem zarówno dla dzieci jak i rodziców. Nie ma sensu zatem dokładać wszystkim dodatkowych obciążeń, wyrzutów, czy też sztywnych reguł, a zdecydowanie lepiej postawić na więcej luzu i spokojnej, bezpiecznej adaptacji zarówno dla naszych pociech, jak też nas samych. Na perfekcję przyjdzie jeszcze czas.



