W tym roku do grona organizatorów po raz pierwszy dołączył Joseph Conrad Yacht Club, reprezentowany przez komandor Urszulę Lewandowski. Komandor głównego organizatora imprezy powitała zgromadzonych gości, dziękując jednocześnie głównemu sponsorowi imprezy – Polsko-Słowiańskiej Unii Kredytowej (PSUC) – i innym.
Koncert otworzył Arek Wlizło – gitarzysta, wokalista i żeglarz, mieszkający w Kanadzie i uznawany za nieformalnego ambasadora polskich szant za oceanem. Towarzyszyli mu Marek Majewski – kanadyjski muzyk estradowy i studyjny oraz nauczyciel muzyki – a także związani z zespołem Elitarnego Klubu Turystów (EKT) Gdynia Krzysztof Kowalewski, gitarzysta, kompozytor i aranżer, oraz perkusista Jacek Fimiak. W wykonaniu muzyków widzowie usłyszeli popularne, znane nie tylko braci żeglarskiej utwory, jak m.in. „Mazurska wieś”, „Popatrz synu”, „Cabo de Hornos” i „Dokąd”.
Po występie Arka Wlizły scenę przejął duet z Polski, który po raz pierwszy prezentował się przed amerykańską publicznością. Tworzyli go dobrze znany polskiej publiczności Paweł Hutny – kompozytor, autor tekstów, gitarzysta, harmonijkarz i wokalista – oraz jego syn Marcin, grający na gitarze elektrycznej. Duet zaprezentował utwory z najnowszej płyty Pawła Hutnego „Stan morza”, m.in. „Łowiska marzeń”, „Zagubieni w bezczasie” i „Najgorszy wróg”. Sporo uśmiechów wywołał melodyczny „Schemat budowy jachtu” – utwór z tekstem złożonym z nazw poszczególnych elementów jednostki, pełnym specjalistycznych, często tajemniczych określeń, które znają przede wszystkim żeglarze.
Występ Arka Wlizły i Pawła Hutnego był spotkaniem dwóch odmiennych temperamentów artystycznych, które połączyło przywiązanie do słowa i potrzeba wyrażania poprzez piosenkę osobistych refleksji – bliższych poezji śpiewanej i nastrojowej balladzie niż klasycznej muzyce rozrywkowej. Każdy z nich robi to na swój sposób. Wlizło to żywioł, emocja i głos z lekką nutą prowokacji. Śpiewa tak, jakby rzucał słuchaczowi wyzwanie – zadaje pytania, ale w jego interpretacji pobrzmiewa przekonanie, że odpowiedź już zna. Hutny przeciwnie: bardziej stonowany, refleksyjny, jakby zanurzony we własnych myślach i zagubiony w marzeniach, które wyznaczają dalszy kurs jego muzycznych opowieści. Istotną rolę w ich występie odegrali towarzyszący im instrumentaliści, których partie wzbogacały brzmienie. Publiczność mogła zanurzyć się w dwóch muzycznych światach, w których morze, żeglarskie wyprawy i żagle stawały się tłem dla poetyckich opowieści o wolności, miłości, tęsknocie i życiowych wyborach. Arka Wlizłę i Pawła Hutnego łączyła nie tylko liryczna wrażliwość, ale także umiejętność nawiązywania bezpośredniego kontaktu z publicznością. Między piosenkami przywoływali wspomnienia z morskich wypraw i żeglarskich przygód, opowiadając o okolicznościach, które stały się inspiracją do napisania utworów.
Szczególnym momentem koncertu był wspólny występ Arka i Pawła, do których dołączyli pozostali muzycy z zespołu EKT. Artyści wspólnie wykonali m.in. „Toast” – chwytliwą, dobrze znaną piosenkę o przemijaniu i nieprzewidywalności losu, w której nie brakuje jednak optymizmu i pogody ducha. Nie mogło też zabraknąć szantowego klasyka „Gdzie ta keja” Jerzego Porębskiego z 1971 roku – utworu, który od lat rozpala marzenia o wielkiej żeglarskiej przygodzie, wolności i wyprawie w nieznane. Owacje i wspólna zabawa nie pozwalały artystom zejść ze sceny, zapowiadając kolejny wieczór pełen żeglarskich emocji.
W sobotę zespół EKT Gdynia i pozostali muzycy wystąpili w Polskiej Chacie, gdzie gości powitała sala udekorowana morskimi akcentami, kodami flagowymi i kolorowymi banderkami. Żeglarski klimat dopełniały barowe specjały o tajemniczych nazwach, m.in. „Kociołek bosmana” oraz „Śledź na fali z beczki pirata”.
Drugą część „Shanty w Chicago” rozpoczęła opowieść o historii koncertów szantowych w Wietrznym Mieście. Arek Wlizło, wspólnie z Marzeną Oberską i Urszulą Lewandowski, przypomniał m.in., jak ważną rolę w ich organizacji odgrywa współpraca Polish Yacht Club Chicago z kanadyjskim klubem Zawisza Czarny, któremu przewodzi.
Po występie Pawła Hutnego z synem i tria Arka Wlizły scenę przejął zespół EKT Gdynia w składzie: Jan Wydra, Kamil Wydra, Maciej Barankiewicz i Marcin Ritter, a także znani już publiczności z koncertu w AGK Jacek Fimiak i Krzysztof Kowalewski. Muzyka zespołu już od 40 lat przypomina, że warto mieć marzenia, zachować niezależność i nie tracić ciekawości świata („Ludzie nie sprzedawajcie swych marzeń”). Nie zabrakło energetycznych przebojów, takich jak „Morze, moje morze”, „Ballada na złe drogi”, „Mila” czy „Ja stawiam”. Żywiołowe rytmy i żeglarska atmosfera porwały publiczność, która tłumnie ruszyła pod scenę i niemal do północy śpiewała razem z zespołem kolejne szantowe przeboje.
W atmosferze wspólnej zabawy powraca pytanie o źródła popularności tego rodzaju twórczości. Morze od wieków pobudzało wyobraźnię poetów, pisarzy i malarzy. Szanty jednak nie opisują go z perspektywy bezpiecznego brzegu – oddają głos tym, którzy odważyli się zmierzyć z jego potęgą. W ich opowieściach przygoda splata się z trudem codziennej pracy, a solidarność, przyjaźń i odpowiedzialność za drugiego człowieka nie są wzniosłymi hasłami, lecz warunkiem przetrwania. Za to właśnie należą się słowa uznania organizatorom szantowych spotkań w Chicago. To dzięki ich zaangażowaniu i przemyślanemu doborowi wykonawców wartości obecne w tych utworach nie pozostają jedynie echem dawnych opowieści, lecz wciąż przemawiają do współczesnej publiczności. Przypominają o sile przyjaźni, solidarności i wzajemnego zaufania – o tym, co ważne nie tylko na morzu, ale i w codziennym życiu.
Dziękuję komandor PYCC Marzenie Oberskiej za podzielenie się wrażeniami z koncertu w Polskiej Chacie i Arkadiuszowi Rekasowi z PYCC za udostępnienie zdjęć z tego wydarzenia.
Tekst i zdjęcia: Andrzej Moniuszko

