13 listopada 2021 roku. W Chandler, na przedmieściach Phoenix, dochodzi do awantury na skrzyżowaniu. Christopher Pelkey wysiada z pick-upa stojącego na czerwonym świetle. Rusza w stronę samochodu Gabriela Horcasitasa. Ten wyciąga broń i strzela. Jeden pocisk trafia w sąsiednie auto. Drugi zabija 37-letniego Christophera.
W marcu 2025 roku ława przysięgłych uznaje Horcasitasa za winnego nieumyślnego spowodowania śmierci, odrzucając argument o samoobronie. Grozi mu od siedmiu do dziesięciu i pół roku więzienia. O wysokości kary ma zdecydować sędzia na kolejnej rozprawie.
Głos zza grobu
Maj 2025 roku. Sala sądowa w hrabstwie Maricopa. Gabriel Horcasitas czeka na wyrok. Na ekranie pojawia się mężczyzna. „Szkoda, że spotkaliśmy się tamtego dnia w takich okolicznościach” – odzywa się głosem Christophera Pelkeya. Człowieka, którego Horcasitas zastrzelił trzy i pół roku wcześniej. Cyfrowy Chris przedstawia się i wyjaśnia, że został stworzony przez AI na podstawie zdjęcia oraz nagrań głosu zmarłego. Zgromadzeni słuchają przemówienia nieboszczyka.
Przed rozprawą Stacey Wales, siostra Pelkeya, przez dwa lata pisała kolejne wersje oświadczenia, które miała odczytać przed sądem. Podczas procesu pokazywano głównie nagranie strzelaniny i zdjęcia z sekcji zwłok. Stacey chciała, by tym razem sędzia zobaczył „żywego” człowieka.
Chris, najmłodszy z trojga rodzeństwa, był głęboko wierzącym chrześcijaninem. Działał w kościele, jeździł na misje. Służył w armii – w Iraku i Afganistanie. W sumie odbył trzy tury. Bliscy wspominali go jako najserdeczniejszego w rodzinie, zawsze gotowego przebaczać. Stacey zebrała dziesiątki wypowiedzi ludzi z jego życia: od nauczycielki z podstawówki, przez dziewczynę, z którą poszedł na bal maturalny, po towarzyszy broni.
Siadała do pisania i zatrzymywała się. Wciąż wracała do pytania: co powiedziałby jej brat? Jak to przekazać? Odczytanie historii jego życia wydawało się suche i pozbawione emocji. Wtedy przyszło olśnienie. Uznała, że w sądzie powinien zabrzmieć głos zabitego brata. Chciała przywołać jego serdeczność, sposób myślenia i stosunek do ludzi. Wszystko to, czego nie mogły pokazać fotografie z sekcji ani nagranie ostatnich chwil jego życia.
Frankenstein z miłości
Wales i jej mąż Tim pracują w branży sztucznej inteligencji. Gdy Stacey zaproponowała odtworzenie Chrisa, Tim się wzdragał. W końcu zgodził się pod jednym warunkiem: jeśli efekt nie odda ducha zmarłego, nie pozwoli pokazać nagrania w sądzie.
Potrzebowali długiego, czystego nagrania głosu Chrisa i zdjęcia, na którym patrzył prosto w obiektyw. Nie mieli żadnego z nich. Tim i jego wspólnik Scott Yentzer sięgnęli po kilka narzędzi AI. Wykorzystując około czterech i pół minuty filmu z Chrisem, zdjęcie użyte podczas pogrzebu oraz scenariusz Stacey, stworzyli cyfrową wersję zmarłego.
Wales nazwała projekt „Frankensteinem z miłości”. Później nagrała jeszcze dziewięciominutowy film z samą sobą. Na wypadek, gdyby rodzina kiedyś potrzebowała jej głosu. Kiedyś, czyli po śmierci. Dzień przed rozprawą zadzwoniła do swojej adwokatki, Jessiki Gattuso, i powiedziała jej o wideo. Obrony nie uprzedzono.
Na rozprawie najpierw dziewięcioro krewnych i przyjaciół opowiedziało, jak śmierć Chrisa zniszczyła ich życie. Potem na ekranie pojawiła się wygenerowana twarz Pelkeya. Jego odtworzony głos podziękował wszystkim za obecność i oświadczenia, a następnie zwrócił się do zabójcy. Mówił, że w innym życiu może zostaliby przyjaciółmi. Wspominał o Bogu, który przebacza. Zachęcał, by kochać się nawzajem i żyć pełnią życia, bo „nie wiadomo, ile czasu nam zostało”.
John Pelkey, brat zmarłego, poczuł ukojenie. Był pewien, że żywy Chris powiedziałby to samo. Przebaczyłby zabójcy. Paradoks polegał na tym, że rodzina domagała się najwyższej kary. Sędzia Todd Lang przychylił się do tego stanowiska. Skazał Horcasitasa na dziesięć i pół roku więzienia. Obrona złożyła apelację.
Trudna dyskusja
30 września 2026 roku Sąd Apelacyjny Arizony utrzymał skazanie, ale uchylił karę za nieumyślne spowodowanie śmierci i nakazał ponowne ustalenie jej wysokości. Uznał, że wykorzystanie wideo naruszyło prawo Horcasitasa do rzetelnego postępowania przy wymierzaniu kary. Cyfrowa przemowa nie dokumentowała rzeczywistych wypowiedzi ofiary, lecz przedstawiała wyobrażenie siostry o tym, co brat mógłby powiedzieć.
Adwokatka Horcasitasa przekonywała, że jej klient nie miał możliwości zakwestionowania treści nagrania. Prokuratura broniła jego wiarygodności, powołując się na bliską więź rodzeństwa. Sąd apelacyjny stwierdził jednak, że wideo odegrało rolę w wymierzeniu kary, choć nie da się precyzyjnie ustalić, jak dużą. Sam sędzia wcześniej chwalił nagranie i podkreślał, że przedstawione w nim przebaczenie odpowiadało temu, co usłyszał o charakterze zmarłego.
Wales spodziewała się apelacji, ale była rozczarowana, że jej powodem stało się właśnie nagranie. Chciała pokazać sędziemu, jakim człowiekiem był brat. Prawnik ostrzegł ją, że ponowne wykorzystanie AI mogłoby doprowadzić do kolejnego odwołania. Jeżeli rozstrzygnięcie się utrzyma, sama wygłosi oświadczenie.
Problem nie sprowadzał się do intencji rodziny. Słowa, które padły z ekranu, napisała Stacey, nie Chris. Jego twarz i odtworzony głos nadawały im jednak szczególną siłę. Sąd słuchał kogoś, kto nigdy nie wypowiedział tych zdań. Nikt nie mógł zapytać go, czy się z nimi zgadza.
Sprawa Pelkeya otwiera trudną dyskusję o granicach wykorzystywania sztucznej inteligencji w sądzie. Czy zmarły chciałby, żeby ktoś przemawiał jego głosem? Czy powiedziałby to samo? Prawdziwy Chris Pelkey nigdy nie powiedział swojemu zabójcy, że mu przebacza. Powiedziała to jego siostra. Jego ustami i jego głosem.
Joanna Tomaszewska

