Nie potrzebuje wielkich gestów, żeby przyciągnąć uwagę. Wystarczy kilka dźwięków fortepianu. Polska pianistka i kompozytorka Hania Rani potrafi z ciszy zrobić pełnoprawnego bohatera muzyki, a z prostoty – doświadczenie niemal magiczne. Nagrania jej hipnotyzujących występów na żywo, m.in. dla francuskiego cyklu koncertowego Cercle czy kultowego radia KEXP, osiągnęły miliony wyświetleń w sieci, co ugruntowało jej pozycję jednej z najważniejszych współczesnych kompozytorek muzyki neoklasycznej na świecie.
Od opery do Tiny Turner
Hania Rani to Hanna Maria Raniszewska, rodowita Gdańszczanka. We wrześniu tego roku skończyła 36 lat. Naukę gry na fortepianie rozpoczęła jako siedmiolatka, a już cztery lata później zaczęła eksperymentować z różnymi stylami muzycznymi. W 2009 roku ukończyła Ogólnokształcącą Szkołę Muzyczną im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku i rozpoczęła studia w Warszawie na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. Potem kontynuowała naukę w Berlinie w Hochschule für Musik Hanns Eisle.
To rodzice zaszczepili w niej miłość do muzyki i sztuki. Mama chodziła z małą Hanię do opery, a tata na koncerty gwiazd rocka – jako dziesięciolatka oglądała na żywo występ Tiny Turner! Ojciec artystki jest z zawodu architektem. Często zabierał córkę do pracy – do biura architektonicznego albo na plac budowy. To niezwykłe, jak przyglądanie się jego pracy ukształtowało w przyszłej pianistce wrażliwość na formę i konstrukcję – tak widoczną w strukturze jej utworów.
Kiedy Hania Rani kończyła studia muzyczne, nie myślała o tym, żeby występowa
na scenie i pisać muzykę do filmów. Widziała się bardziej jako nauczycielkę muzyki. Aplikowała też o pracę w jednym z portali muzycznych. „W tamtym czasie nie miałam nawet takich marzeń. Wystarczyło mi, że mogę jakkolwiek obracać się w świecie muzycznym i tworzyć coś dla siebie po godzinach” – mówiła dziennikarce magazynu „Zwierciadło”.
Bez kompleksów
Zwrot nastąpił w 2015 roku, kiedy Rani oraz jej koleżanka ze szkoły podstawowej, wybitna wiolonczelistka Dobrawa Czoher, dostały propozycję stworzenia nowych aranżacji muzyki Grzegorza Ciechowskiego. Nie miała z tym problemu, bo zawsze słuchała różnych gatunków muzyki: elektroniki, popu, jazzu, więc po prostu usiadła do pianina i to zrobiła. Bała się jednak wykonania na żywo własnych aranżacji, ale kiedy stanęła przed publicznością, coś kliknęło. „Nagle odkryłam, że na scenie czuję się jak ryba w wodzie: gram, improwizuję, jestem swobodna. (…) To było naprawdę świetne, uzależniające wręcz uczucie” – mówiła w tym samym wywiadzie.
Na swój solowy debiut musiała jednak poczekać kolejne cztery lata. W Polsce non stop słyszała, że muzyka instrumentalna to nisza i raczej nie podbije masowego rynku. Dlatego oczywiste się stało, że jeśli chce robić to, co kocha – musi wyjechać za granicę. Bez żadnych koneksji czy listów polecających wysłała swoje demo do brytyjskiej wytwórni Gondwana Records, założonej przez wybitnego trębacza Matthew Halsalla.
Materiał zachwycił i studio postanowiło wydać „Esję” – debiutancką płytę nikomu nieznanej Polki. Decyzja zachwyciła samą artystkę, która w rozmowie z magazynem „K-Mag” powiedziała: „Nie sądziłam, że tak delikatna muzyka z jednym instrumentem może zrobić na kimś wrażenie. Wyszeptana Esja stała się dla mnie ważnym albumem, dzięki któremu nadal odkrywa mnie wielu słuchaczy, i symbolem, że cisza ma swoich słuchaczy na całym świecie”. Album nagrywany był w Rejkiavíku, Amsterdamie i Warszawie. Ukazał się 5 kwietnia 2019 roku. Pierwszy singiel zatytułowany „Glass” miał swoją premierę na antenie BBC Radio 6. Od tego czasu kariera Hani Rani nabrała tempa.
Deszcz nagród i propozycji
Zaczęło się od nagród. Za „Esję” Polska Akademia Fonograficzna przyznająca najważniejsze nagrody w branży – Fryderyki – wręczyła jej cztery statuetki w kategoriach: Album Roku Alternatywa, Nowe Wykonanie (za utwór „Odprowadź” nagrany z Melą Koteluk), Fonograficzny Debiut Roku i Kompozytor Roku (ex aequo z duetem kompozytorskim Dawid Podsiadło/Olek Świerkot). Wydany rok później album „Home” został płytą roku w plebiscycie „Gazety Wyborczej”, a w 2023 artystka dostała Paszport „Polityki” w kategorii (sic!) muzyki popularnej.
Wraz z rozpoznawalnością i nagrodami przyszły zaproszenia na koncerty. Hania Rani występowała w wielu prestiżowych salach koncertowych, m.in. w Filharmonii Narodowej w Warszawie, berlińskim Funkhaus, londyńskim The Roundhouse, ale też na popularnych popowo-rockowych festiwalach jak Open’er w Gdyni czy Eurosonic w Holandii. Artystka cieszy się też popularnością w dalekiej Japonii. W USA będzie można zobaczyć ją i usłyszeć 23 października w Nowym Jorku, gdzie wykona utwory z płyty „Non Fiction – a Piano Concerto in Four Movements”, nagranej w kultowym brytyjskim studio The Abbey Road (tym od Beatlesów) wraz z 45-osobową orkiestrą Manchester Collective. Szczegóły można znaleźć na oficjalnej stronie artystki www.haniarani.com
Z czasem jej muzyka zaczęła być wykorzystywana w polskich filmach fabularnych. Kolejno były to: „Jak najdalej stąd” Piotra Domalewskiego, „Śniegu już nie będzie” Małgorzaty Szumowskiej, „Inni ludzie” Aleksandry Terpińskiej i „Śubuk” Jacka Lusińskiego. Z kolei w 2025 roku na festiwalu filmowym w Cannes miał premierę obraz Joachima Triera „Wartość sentymentalna” ze ścieżką dźwiękową skomponowaną przez Polkę. To za nią Rani otrzymała w styczniu tego roku Europejską Nagrodę Filmową, a sam film otrzymał Oscara® jako najlepszy film międzynarodowy.
Taniec z duchami
Życie prywatne Hani Rani to tajemnica. W wywiadzie dla redbull.com artystka powiedziała wprost: „Mam mocno rozgraniczone życie prywatne i sceniczne. Wydaje mi się, że dzięki temu spokojniej przyjmuję sukcesy, ale i porażki”. Wiadomo jedynie, że bazę ma w Warszawie, ale stale podróżuje między Berlinem, Zurychem, Amsterdamem i Londynem.
Jedynym sposobem, by bliżej poznać Rani, jest więc wsłuchanie się w jej twórczość. Tuż przed nagraniem ścieżki dźwiękowej do filmu Triera nagrała album „Ghosts”. Jak mówiła sama artystka, płyta jest jej „osobistą i mistyczną podróżą, w której mierzy się z duchami przeszłości i onirycznymi wspomnieniami”.
Pomysł na album narodził się w czasie, kiedy Hania pracowała nad muzyką do dokumentu o Alberto Giacomettim, wybitnym szwajcarskim rzeźbiarzu, malarzu i grafiku, uważanym za jednego z najważniejszych twórców modernistycznych XX wieku. Reżyserka filmu, Susanna Fanzun, zaproponowała jej pracę w swojej rodzinnej miejscowości, położnej blisko Stampy, w której urodził się Giacometti. I tak Rani trafiła do domu pracy twórczej, mieszczącym się w starym XIX-wiecznym sanatorium z widokiem na Alpy.
Klimat miejsca był niezwykły. Artystka w wywiadach opowiadała, że wielokrotnie odczuwała tam obecność istot duchowych. W jej pokoju nieoczekiwanie pękały szyby, słychać było skrzypienie podłogi. Czuć było napięcie między życiem a śmiercią. „Zaczęłam myśleć o tym, co naprawdę jest dla mnie istotne i wartościowe, czego realnie się boję: starości, śmierci, straty bliskich, wojny. Te duchy stały się dla mnie przestrzenią do eksploracji osobistych doświadczeń, ale też tematem, który każdy może interpretować na swój sposób” – wyznała w rozmowie z „K-Magiem”.
Mistrzowska cisza
Fenomen artystki polega na niezwykłej umiejętności łączenia przeciwieństw: akademickiego wykształcenia z eksperymentem, kameralności z rozmachem, muzyki instrumentalnej z popową wrażliwością. Hania Rani nie próbuje, a nawet nie potrzebuje krzyczeć, żeby być usłyszaną.
Artystka pięknie to tłumaczy w rozmowie z magazynem „Zwierciadło”: „W wieku siedmiu lat, równolegle ucząc się pisać litery, uczyłam się też pisać nuty. Jestem szczęśliwa, że znam oba te języki i biegle się nimi posługuję. To za ich pomocą formułuję dzisiaj swoje myśli i emocje. Muzyka jest dla mnie językiem zupełnie dosłownie – komunikuję się za jej pomocą z innymi ludźmi. To dlatego, jeżeli gadam przez dwie godziny swojego koncertu, muszę potem odreagować, potrzebuję względnej ciszy. Ciszy od muzyki”.
Małgorzata Matuszewska

