Główną nagrodę Złotego Hugo otrzymał niemiecko-bułgarski dramat społeczny „The Dreamed Adventure” w reżyserii Valeski Griesbach. Akcja tego filmu rozgrywa się współcześnie na obrzeżach Bułgarii, tuż przy granicy z Turcją. Oglądamy szeroki wachlarz postaci, które mniej lub bardziej legalnie walczą o swój ekonomiczny byt. Co ciekawe, w epizodach pojawia się też kilka Polek, które pracują w tych okolicach. Odtwórczyni głównej roli, Yana Radeva, została wyróżniona w Chicago za najlepszą kreację aktorską. Druga pod względem znaczenia nagroda Srebrnego Hugo przypadła w udziale austriacko-niemieckiemu dramatowi obyczajowemu „Everytime” autorstwa Sandry Wollner. Jest to poruszające, choć pełne niedopowiedzeń, studium psychologiczne rodziny po nieoczekiwanej utracie najbliższej osoby.
Pozostałe nagrody w konkursie głównym otrzymali Marine Atlan z Włoch za reżyserię wnikliwego dramatu o dojrzewaniu „La Gradiva”, Japończyk Ryusuke Hamaguchi i Francuzka Lea Le Dimna za scenariusz do filmu „All of a Sudden”, zespół aktorski z filmu „La Gradiva” oraz Senzo Ueno za poetyckie zdjęcia do japońskiego filmu „Look Back”. W konkursie debiutów lub drugich filmów zwyciężyła francusko-haitańska produkcja „Marie Madeleine” w reżyserii Gessiki Geneus, a wśród dokumentów „The Illusion of an Everlasting Summer” autorstwa Alessandry Sanguinetti z Argentyny. Jak widać z powyższego zestawienia, zdecydowana większość tegorocznych nagród dostała się w ręce kobiet.
Bardzo udanie zaprezentowały się na festiwalu polskie produkcje. Dramat psychologiczny „Cudze rzeczy” Grzegorza Dębowskiego został wyróżniony Srebrnym Hugo w gronie debiutów i drugich filmów. Film opowiada historię kobiety w średnim wieku, która początkowo wraz z partnerem włamuje się do mieszkań, a później dzięki przypadkowemu zdarzeniu wkracza na inną, bardziej obiecującą ścieżkę życia. Reżyser przyleciał na spotkania z chicagowską publicznością i w trakcie dyskusji podkreślał szerszy kontekst fabuły związany z samotnością w obecnym świecie. Jak można wnioskować z reakcji tutejszych widzów, tematyka filmu okazała się być całkowicie uniwersalna.
Poza konkursem zaprezentowano dramat historyczny Pawła Pawlikowskiego „Ojczyzna” („Fatherland”). Tym razem polski twórca opisuje podróż pisarza Tomasza Manna do jego rodzinnych Niemiec w kilka lat po zakończeniu II wojny światowej. Osobista historia laureata Nagrody Nobla i jego rodziny stanowi dla reżysera filtr do rozmyślań o podzielonym świecie i znaczeniu sztuki, czyli tematach, które wciąż są jak najbardziej aktualne. „Ojczyzna” jest tegorocznym polskim zgłoszeniem do Oscara. Film trafi na ekrany chicagowskich kin już 30 października.
Do najważniejszych tytułów pokazanych na tegorocznym festiwalu na pewno należy zaliczyć „The Debut” w reż. Jessego Eisenberga ze świetną kreacją Julianne Moore, cierpką satyrę polityczną „Wild Horse Nine” w reż. Martina McDonagha, ciekawy obraz świata muzyków symfonicznych „Behemoth!” w reż. Tony’ego Gilroya, „Ink” Danny’ego Boyle’a – opartą na faktach historię przejęcia gazety „The Sun” przez Ruperta Murdocha, oraz koreański dramat społeczno-obyczajowy „Possible Love”, który reżyser Lee Chang-dong zadedykował Krzysztofowi Kieślowskiemu i jego „Dekalogowi”. Wszystkie te filmy powinny znacząco liczyć się w stawce kandydatów do przyszłorocznych Oscarów.
Dla prawdziwych fanów kina wielką gratką była obecność na festiwalu uznanych twórców z całego świata. W tym gronie znaleźli się m.in. Sophie Okonedo (Wielka Brytania), John C. Reilly (USA), Ildiko Enyedi (Węgry), Marlon Wayans (USA) i Tim Blake Nelson (USA). Tegoroczna frekwencja prawie na wszystkich seansach była bardzo wysoka, co świadczy nie tylko o popularności samej imprezy, ale i o tym, że projekcje kinowe bynajmniej nie zostały wyparte przez domowe ekrany. Cieszy zwłaszcza obecność wielu młodych widzów, dzięki którym można optymistycznie myśleć o przyszłości festiwalu.
Zbigniew Banaś
[email protected]

