Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 października 2026 18:00

Imigranci i wybory. Temat ważny, portfel ważniejszy

W wyborach prezydenckich 2024 roku Donald Trump uczynił imigrację jednym z głównych tematów swojej kampanii. Obietnica opanowania sytuacji na południowej granicy i zdecydowanego zwiększenia liczby deportacji odpowiadała na realne zaniepokojenie dużej części wyborców.
Imigranci i wybory. Temat ważny, portfel ważniejszy

Autor: PAPEPA/SHAWN THEW

Dwa lata później, przed wyborami do Kongresu 3 listopada 2026 roku, sytuacja wygląda inaczej. Liczba zatrzymań na południowej granicy gwałtownie spadła, więc problem coraz rzadziej trafia na czołówki wiadomości. Za to polityka imigracyjna przeniosła się w głąb kraju – na ulice miast, do zakładów pracy, restauracji, gospodarstw rolnych, kościołów i sądów.

Imigracja nadal może wpływać na decyzje wyborców. Nie jest jednak sprawą, która najbardziej zajmuje dziś Amerykanów. Na kilka dni przed wyborami znacznie mocniej daje o sobie znać portfel.

Od kontroli granicy do sporu o metody

Zmianę nastrojów dobrze pokazuje chronologia sondaży. W badaniu AP-NORC przeprowadzonym 23–27 lipca 2026 roku 39 proc. dorosłych Amerykanów aprobowało sposób prowadzenia przez Trumpa polityki imigracyjnej. Wśród republikanów poparcie wynosiło 81 proc., wobec 88 proc. w marcu 2025 roku. Jednocześnie około połowy badanych uważało, że administracja posunęła się za daleko w deportacjach i ograniczaniu legalnej imigracji, a większość sprzeciwiała się wysyłaniu federalnych funkcjonariuszy imigracyjnych do miast.

We wrześniu obraz niewiele się zmienił. W sondażu Reuters/Ipsos zakończonym 21 września politykę imigracyjną Trumpa popierało 36 proc. respondentów, a 55 proc. ją dezaprobowało. Wśród Republikanów prezydent nadal miał jednak w tej sprawie bardzo mocne poparcie – 79 proc.

Październik przyniósł jeszcze wyraźniejsze potwierdzenie, że na finiszu kampanii Amerykanie myślą przede wszystkim o pieniądzach. Według AP-NORC 85 proc. zarejestrowanych wyborców zaliczało gospodarkę do najważniejszych spraw wpływających na ich głos, 84 proc. wskazywało koszty życia, a 69 proc. ochronę zdrowia. Imigrację i przestępczość, ujęte w badaniu łącznie, wskazało 45 proc. wyborców.

Nie oznacza to, że imigracja stała się nieważna. W przeprowadzonym w podobnym czasie badaniu Pew Research Center 59 proc. zarejestrowanych wyborców uznało ją za „bardzo ważną” dla swojego głosu – wobec 84 proc. wskazujących gospodarkę. Dla Republikanów imigracja pozostaje przy tym znacznie ważniejsza niż dla Demokratów: odpowiednio 72 i 53 proc.

Jeszcze świeższy Reuters/Ipsos, zakończony 26 października, pokazuje jednak, gdzie leży dziś główne źródło niepokoju: 73 proc. respondentów uważało, że koszty życia zmierzają w złym kierunku.

Sytuacja jest więc bardziej złożona niż dwa lata temu. Duża część Amerykanów nadal chce skutecznej kontroli granicy. Coraz częściej jednak osobno ocenia sam cel, a osobno metody stosowane przy jego realizacji.

Latynosi: gospodarka ważniejsza, ale…

Szczególnie dobrze widać to wśród wyborców latynoskich. Trump dokonał w tej grupie dużego postępu w 2024 roku: według analizy zweryfikowanych wyborców Pew zdobył 48 proc. ich głosów, wobec 36 proc. cztery lata wcześniej. Kamalę Harris poparło 51 proc.

Sam ten wynik pokazał, że latynoskie pochodzenie nie oznacza automatycznie liberalnego podejścia do imigracji. Wielu obywateli, których rodziny mieszkają w USA od pokoleń albo którzy sami przeszli legalną drogę imigracyjną, również oczekiwało większego porządku na granicy.

Dziś jednak część tych wyborców krytyczniej ocenia skutki polityki deportacyjnej. Sondaż NBC News/Telemundo przeprowadzony od 21 do 28 września pokazał, że około dwóch trzecich latynoskich wyborców uważa działania administracji w zakresie egzekwowania prawa imigracyjnego za zbyt daleko idące. 69 proc. negatywnie oceniało sposób prowadzenia przez Trumpa polityki imigracyjnej, a 30 proc. go aprobowało. Jednocześnie tylko 6 proc. wskazywało imigrację i bezpieczeństwo granicy jako najważniejszy problem kraju.

Nowsze badanie Pew, opublikowane 16 października, potwierdza ten rozdźwięk. Dla 86 proc. latynoskich wyborców bardzo ważna jest gospodarka, dla 80 proc. ochrona zdrowia, a dla 64 proc. imigracja. 62 proc. uważa, że administracja robi zbyt wiele w sprawie deportowania osób przebywających w USA nielegalnie.

Jednocześnie nie należy pochopnie ogłaszać odwrotu Latynosów od Partii Republikańskiej. Wśród latynoskich wyborców popierających republikańskiego kandydata do Kongresu tylko 19 proc. uważa działania deportacyjne za zbyt daleko idące. Co więcej, spośród Latynosów, którzy głosowali na Trumpa w 2024 roku, 65 proc. nadal deklaruje poparcie dla republikańskiego kandydata do Izby Reprezentantów w swoim okręgu.

Nie ma tu sprzeczności. Można uważać ceny, czynsz i rachunki za ważniejsze od imigracji, krytycznie oceniać działania ICE, a jednocześnie pozostać wyborcą republikańskim.

Nieobywatele przy urnach: fakty, prawo i polityczna narracja

Osobnym elementem kampanii stało się głosowanie osób nieposiadających obywatelstwa. Tu szczególnie ważne jest oddzielenie rzeczywistych przypadków od politycznej narracji o skali zjawiska.

Od 1996 roku prawo federalne zabrania nieobywatelom głosowania w wyborach federalnych. Żaden stan nie dopuszcza ich również do wyborów ogólnostanowych. Istnieją natomiast ograniczone wyjątki lokalne: Waszyngton oraz niektóre miejscowości w Kalifornii, Maryland i Vermont pozwalają osobom bez obywatelstwa uczestniczyć w określonych wyborach samorządowych lub szkolnych.

Sprawa skomplikowała się prawnie 1 października, gdy federalny sędzia na Florydzie uznał ustawę z 1996 roku za niezgodną z konstytucją w jednej konkretnej sprawie, argumentując, że ustalanie kwalifikacji wyborców należy do stanów. Orzeczenie nie obowiązuje jednak innych sądów i nie unieważniło federalnego zakazu w całym kraju. Około 45 podobnych spraw nadal pozostawało w toku.

Samo nielegalne głosowanie nieobywateli rzeczywiście się zdarza. Reuters, analizując trzy dekady stosowania federalnej ustawy, znalazł jednak tylko 129 osób oskarżonych na jej podstawie. W wielu przypadkach byli to legalni stali rezydenci, którzy zarejestrowali się przez pomyłkę albo twierdzili, że otrzymali błędną informację od urzędnika. Nie znaleziono przypadku, w którym oskarżeni mieliby działać wspólnie w celu zmiany wyniku wyborów.

W ostatnich dniach temat stał się jeszcze bardziej polityczny. Departament Sprawiedliwości zażądał od Kalifornii wstrzymania liczenia kart związanych z ponad 20 tys. osób, które administracja podejrzewa o brak obywatelstwa, a od stanu Waszyngton – weryfikacji ponad 400 kolejnych osób. Władze stanowe kwestionują wiarygodność części federalnych danych i ostrzegają, że na listach mogą znajdować się naturalizowani obywatele. Spory trafiły do sądów.

To najlepszy przykład, jak zjawisko realne, ale według dostępnych danych bardzo rzadkie, może w kampanii stać się symbolem problemu znacznie większego niż jego udokumentowana skala.

Imigracja wraca przez gospodarkę

Znaczenia imigracji nie można jednak mierzyć wyłącznie odpowiedzią na pytanie o „najważniejszy problem kraju”. Polityka imigracyjna coraz mocniej splata się bowiem z gospodarką.

Tu warto jednak unikać prostych zależności. Imigranci zwiększają podaż pracy, ale są też konsumentami, najemcami i nabywcami mieszkań. Najnowsza analiza ekonomistów Banku Rezerwy Federalnej w San Francisco pokazuje, że napływ pracowników bez uregulowanego statusu w latach 2021–2024 zwiększał lokalne zatrudnienie mniej więcej proporcjonalnie do ich liczby. Gdy napływ zaczął spadać, najsilniejsze osłabienie zatrudnienia widoczne było m.in. w budownictwie i przemyśle. Jednocześnie ten sam napływ zwiększał popyt mieszkaniowy, podnosząc lokalnie czynsze i ceny domów.

Nie ma więc prostego równania, w którym więcej imigrantów zawsze oznacza niższe ceny, a deportacje automatycznie je podnoszą.

Są jednak sektory szczególnie zależne od pracy imigrantów: rolnictwo, budownictwo, hotelarstwo, gastronomia czy opieka nad osobami starszymi. W październiku amerykańscy deweloperzy wymieniali braki pracowników i opóźnienia związane z egzekwowaniem prawa imigracyjnego jako jeden z czynników utrudniających budowę domów – obok wysokich stóp procentowych i drożejących materiałów.

W skali całej gospodarki restrykcje imigracyjne ograniczają także wzrost liczby osób w wieku produkcyjnym. Ekonomiści wskazują, że starzenie się społeczeństwa amerykańskiego sprawia, iż przy bardzo niskiej imigracji zasób pracowników będzie rosnąć wolniej, a w niektórych grupach może się kurczyć.

Imigracja wraca więc do debaty wyborczej bocznymi drzwiami: nie tylko poprzez granicę, deportacje i obrazy zatrzymań, ale także poprzez rynek pracy, budownictwo, koszty usług i tempo wzrostu gospodarczego.

Temat ważny, portfel ważniejszy

Wybory 2026 nie wyglądają dziś wyłącznie na referendum w sprawie imigracji. Sondaże z ostatnich tygodni konsekwentnie pokazują, że dla większości wyborców ważniejsze są ceny, gospodarka, ochrona zdrowia i kondycja domowego budżetu.

Nie oznacza to, że imigracja straciła polityczne znaczenie. Dla części wyborców zdecydowane egzekwowanie prawa pozostaje dowodem, że administracja realizuje swoje obietnice. Dla innych problemem stały się metody: zatrzymania w głębi kraju, działania ICE oraz wpływ deportacji na rodziny, biznesy i lokalne społeczności.

Dlatego znaczenia imigracji w tych wyborach nie da się zmierzyć wyłącznie miejscem zajmowanym w rankingach najważniejszych problemów wskazywanych w sondażach. Może wpływać na głos wyborcy także pośrednio – poprzez pracę, mieszkanie, ceny czy dostępność usług.

Granica jest daleko. Portfel – zawsze pod ręką. I to on, częściej niż najgłośniejsze hasła kampanii, przypomina wyborcom, co naprawdę boli ich najbardziej.

Jolanta Telega
[email protected]

 


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama