Odpowiadając na pytanie o przekazanie władzy podczas spotkania kampanijnego w stanie Nowy Jork, Johnson odpowiedział dziennikarce, że to „trochę śmieszne, że musi ona zadać to pytanie”, ale dodał, że „oczywiście dojdzie do pokojowego przekazania władzy”. Zaznaczył jednak, że władza nie zmieni rąk, bo Republikanie wygrają wybory, a on pozostanie przewodniczącym Izby.
Część polityków wyrażała obawy, że Johnson może nie przyjąć ślubowania od nowych członków Izby, jeśli prezydent Donald Trump będzie podważać wyniki wyborów.
W październiku dwóch kongresmenów, Demokrata Josh Gottheimer i Republikanin Don Bacon, wystosowali listy do swoich kolegów z prośbą o deklarację, że uznają wyniki wyborów takie, jak zostaną zatwierdzone przez władze stanowe. Według Gottheimera do minionego tygodnia deklarację taką podpisało dotąd 17 polityków z obu partii.
Prezydent Trump od dawna twierdzi, że Demokraci dopuszczają się fałszerstw wyborczych i że zamierzają zrobić to samo w nadchodzących wyborach. W ubiegłym tygodniu na jego polecenie resort sprawiedliwości złożył wniosek do sądu, by zablokował zatwierdzenie wyborów na senatora w Alasce, jeśli przegra je republikański senator Dan Sullivan. Uzasadnieniem jest start w wyborach niezależnego kandydata o tym samym pierwszym imieniu i nazwisku. Choć eksperci przewidują, że sąd odrzuci wniosek, krytycy widzą w tym ruchu próbę podłożenia gruntu pod kontestowanie wyników.
Pytany we wtorek, czy uzna wyniki wyborów, Trump powiedział dziennikarzom, że uzna, „jeśli to będą uczciwe wybory”. Jednocześnie ocenił, że sytuacja na Alasce - gdzie wyścig może przesądzić o tym, która z partii będzie miała większość w Senacie - jest nieuczciwa.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

