W sobotę 12 listopada 1960 roku Esther Kowalewicz wstała wcześnie, żeby przygotować córkę do wyjścia. Ośmioletnia Gloria niedawno przyjęła pierwszą komunię. Dzieci przez kolejne dwa tygodnie codziennie przystępowały do sakramentu. To miał być ostatni dzień. Gloria założyła różowo-brązową sukienkę w kratę i niebieskie rajstopy. Ojciec, Edward, potrzebował rodzinnego samochodu, dlatego dziewczynka miała pójść do kościoła pieszo. Dzieliły ją od niego zaledwie trzy i pół przecznicy.
Krótko przed 8.00 rano Esther pocałowała córkę na pożegnanie. Z werandy obserwowała, jak Gloria idzie Damen Avenue, a potem skręca w Marquette Road. W ręku trzymała białą torebkę z modlitewnikiem.
Ostatnia droga
Gloria nigdy nie dotarła do kościoła. Jej ciało znalazł kierowca firmy pralniczej. Około południa zatrzymał samochód w Palos Park, ponad 20 kilometrów od domu Kowalewiczów. Chciał zjeść lunch i sprawdzić trasę kolejnych dostaw. W zagłębieniu terenu, około sześciu metrów od drogi, zauważył coś różowego. Była to sukienka w kratę. Podszedł bliżej i zobaczył dziewczynkę. Sprawdził puls, ale Gloria już nie żyła.
Została dwukrotnie postrzelona w głowę. Na szyi miała siniaki. Ilość krwi wskazywała, że zabito ją właśnie tam, w lesie. Policjanci znaleźli krwawy ślad prowadzący od drogi, zabezpieczyli odciski opon i łuskę. Kilka metrów od ciała leżały buty oraz biała torebka z modlitewnikiem. Na jej pasku i na modlitewniku znaleziono odciski palców. Płaszcz odnaleziono kilka kilometrów dalej.
Jeszcze tego samego dnia Edward Kowalewicz zidentyfikował ciało córki. Był weteranem II wojny światowej. Prowadził stację benzynową przy skrzyżowaniu 63rd Street i Hoyne Avenue. Razem z Esther wychowywali dwoje dzieci. Gloria była starsza. Jej brat Adam miał zaledwie kilka miesięcy, gdy zginęła.
Zabójstwo wstrząsnęło Chicago. Na pogrzeb Glorii 16 listopada przyszło ponad tysiąc osób. Trumnie towarzyszyło sześć koleżanek dziewczynki z grupy pierwszokomunijnej. Policja zapewniła eskortę.
Śledztwo ruszyło natychmiast. Funkcjonariusze chodzili od drzwi do drzwi, sprawdzali mieszkania i przesłuchiwali świadków. Do poszukiwań włączyli się strażacy, weterani wojenni i harcerze. Nurkowie przeszukiwali okoliczne zbiorniki wodne, licząc na odnalezienie broni.
Kilku świadków twierdziło, że widziało dziewczynkę podobną do Glorii w towarzystwie mężczyzny w wieku od 25 do 40 lat. Trop nie przyniósł przełomu. Łącznie przesłuchano ponad 1300 osób, a kilkanaście poddano badaniu wariografem. Śledczym pozostawały zeznania świadków, odciski palców i badania balistyczne. To jednak nie wystarczało.
Mijały miesiące, potem lata. Edward zmarł w 1978 roku, Esther w 2000. Żadne z nich nie dowiedziało się, kto zamordował ich córkę.
Przełom po latach
Zabezpieczone przedmioty trafiły do policyjnego archiwum. Wśród nich były sukienka Glorii, płaszcz i biała torebka. Przeleżały tam dziesięciolecia, zanim rozwój kryminalistyki pozwolił ponownie zbadać zachowane ślady.
W lipcu 2010 roku sukienkę przekazano do laboratorium. Badania wykazały obecność nasienia, z którego uzyskano męski profil DNA. Wprowadzono go do krajowej bazy FBI. Wytypowano kilku potencjalnych podejrzanych, ale kolejne testy ich wykluczyły.
W 2024 roku chicagowska policja ponownie zwróciła się do FBI. Tym razem postanowiono wykorzystać genealogię genetyczną. Technika ta pozwala porównywać DNA z danymi w bazach genealogicznych, odnajdywać krewnych i stopniowo zawężać krąg podejrzanych. Do ponownej analizy skierowano również płaszcz dziewczynki.
W lipcu 2026 roku śledczy otrzymali nazwisko: Thomas Francis McInerney Jr. Odcisk palca zabezpieczony na pasku torebki Glorii pasował do odcisku pobranego od niego w 1959 roku, gdy składał podanie o pracę w chicagowskiej policji.
W chwili zabójstwa Glorii McInerney miał 24 lata. Do służby wstąpił rok wcześniej. Początkowo pracował jako patrolowy, a w 1964 roku awansował na detektywa. Zajmował się włamaniami, przestępstwami seksualnymi i zabójstwami. Przesłuchiwał świadków, analizował dowody, tropił sprawców. Znał policyjne procedury od podszewki. Wiedział, jak prowadzi się dochodzenia w najcięższych sprawach kryminalnych, i przez lata sam zajmował się ściganiem ludzi podejrzanych o takie przestępstwa.
Nie wiadomo, czy uczestniczył w śledztwie dotyczącym Glorii. Nie znaleziono też dowodów, że wykorzystywał swoją wiedzę, by uniknąć wykrycia. Przez 28 lat służby nikt nie powiązał go ze śmiercią dziewczynki.
Policja nie ustaliła motywu zbrodni ani nie znalazła dowodów, że McInerney znał Glorię. Wiadomo jedynie, że jego rodzice mieszkali niedaleko Kowalewiczów, a ojciec pracował jako strażnik więzienny. Nie potwierdzono jednak żadnego związku między rodzinami.
Zbrodnia bez kary
W 1987 roku McInerney przeszedł na emeryturę i wyjechał do Nevady. Tam pracował jeszcze jako śledczy w biurze federalnego obrońcy publicznego w Reno i Las Vegas. W 2003 roku otrzymał nagrodę dla wybitnego śledczego. Zmarł trzy lata później, mając 70 lat, dwadzieścia lat przed powiązaniem go z zabójstwem Glorii. Nie będzie więc procesu, podczas którego sąd mógłby zweryfikować ustalenia policji.
FBI sprawdza obecnie, czy jego DNA można powiązać z innymi nierozwiązanymi sprawami. Prokuratura hrabstwa Cook analizuje natomiast postępowania, w których mógł uczestniczyć jako detektyw.
Adam Kowalewicz, młodszy brat Glorii, poznał ustalenia śledczych. Wiadomość o policyjnej przeszłości człowieka wskazanego jako zabójca była dla niego szokiem. Poczuł ulgę, ale również frustrację. McInerney przeżył całe życie, zrobił karierę i zmarł, nie ponosząc odpowiedzialności za śmierć jego siostry.
Powiedzenie, że najciemniej jest pod latarnią, nabiera w tej historii szczególnego znaczenia. Odciski palców McInerneya znajdowały się w policyjnych dokumentach jeszcze przed śmiercią dziewczynki. Po 65 latach pomogły rozwiązać zagadkę. Jeden z kluczowych dowodów przez cały ten czas krył się w archiwum policji, w dokumentach przyszłego detektywa.
Joanna Tomaszewska

