Niestety stolica motyli, podobnie jak reszta Kalifornii, zmaga się dziś z poważnym problemem. Gatunek będący bohaterem lokalnych uroczystości i symboli znika w zastraszającym tempie – wskutek masowego stosowania pestycydów, utraty siedlisk, coraz częstszych ekstremalnych zjawisk pogodowych i kryzysu klimatycznego. Stawka jest wysoka: populacja monarchów w zachodnich Stanach Zjednoczonych zmniejszyła się o ponad 99 proc. od lat 80. XX wieku. Jeśli nic się nie zmieni, eksperci obawiają się, że populacje tych motyli na zachodzie USA mogą wyginąć prawie całkowicie do 2080 roku.
Pacific Grove od dawna pełni rolę oficjalnego miejsca zimowania motyli monarchów, które każdej późnej jesieni i zimy przylatują tu z północno-zachodniego Pacyfiku na wybrzeże Kalifornii w ramach corocznej migracji. W przeszłości dziesiątki tysięcy tych motyli znajdowały schronienie w miejskim sanktuarium, gromadząc się na gałęziach drzew w ogromne skupiska i unosząc się w powietrze niczym gigantyczne pomarańczowe chmury. W jednym z tygodni grudnia 2022 roku wolontariusze naliczyli w rezerwacie niemal 16 tysięcy monarchów. W tym roku, w analogicznym tygodniu grudnia, było ich tam zaledwie 107.
Ikony migracji
Motyle monarchy (Danaus plexippus) należą do najbardziej rozpoznawalnych i najlepiej zbadanych motyli na świecie. Ich charakterystyczne pomarańczowo-czarne skrzydła z białymi plamkami stały się symbolem przyrody Ameryki Północnej, a zarazem ikoną migracji w świecie owadów. Fascynują zarówno naukowców, jak i miłośników natury, ponieważ ich cykl życia, zachowania oraz niezwykłe zdolności orientacyjne nie mają sobie równych wśród motyli.
Jedną z najbardziej niezwykłych cech motyli monarchów jest ich dalekodystansowa migracja. Każdej jesieni miliony osobników z Kanady i północnych Stanów Zjednoczonych wyruszają w podróż liczącą nawet 4 tysiące kilometrów, by dotrzeć do zimowisk w środkowym Meksyku lub w Kalifornii. Co szczególnie zadziwiające, żaden pojedynczy motyl nie pokonuje całej trasy w obie strony. Migracja rozciąga się na kilka pokoleń, a motyle, które nigdy wcześniej nie były w miejscach zimowania, potrafią odnaleźć je z niezwykłą precyzją, orientując się według położenia słońca i ziemskiego pola magnetycznego. Mimo to naukowcy wciąż nie wiedzą, jak dokładnie motyle te „wiedzą”, do której konkretnej doliny, działki czy nawet drzewa mają dolecieć setki kilometrów na południe od miejsca, w którym rozpoczęły swoją podróż.
Cykl życiowy monarchy obejmuje cztery stadia: zarodek, gąsienicę, poczwarkę i dorosłego motyla. Samice składają jaja niemal wyłącznie na roślinach z rodzaju trojeść (milkweed), które stanowią jedyne źródło pokarmu dla gąsienic. Trojeść zawiera toksyczne związki chemiczne – tzw. kardenolidy – magazynowane przez larwy w ich organizmach. Dzięki temu zarówno gąsienice, jak i dorosłe motyle stają się trujące dla wielu drapieżników. Intensywne pomarańczowo-czarne ubarwienie monarchów pełni przy tym funkcję ostrzegawczą, jasno sygnalizując ptakom i innym zwierzętom, że nie są one bezpiecznym posiłkiem.
Motyle te odgrywają istotną rolę w ekosystemach jako zapylacze wielu gatunków roślin. Choć nie dorównują pszczołom pod względem wydajności, ich masowe występowanie oraz dalekie wędrówki sprawiają, że przenoszą pyłek na znaczne odległości. Są również ważnym wskaźnikiem kondycji środowiska: ich populacje wyjątkowo szybko reagują na zmiany klimatyczne i degradację siedlisk. Właśnie dlatego dla wielu biologów motyle monarchy stanowią swoisty barometr nadchodzących problemów ekologicznych, zapowiadających skutki, które mogą dotknąć także inne owady zapylające.
Liczenie motyli
Aktywiści w Pacific Grove robią wszystko, co w ich mocy, by zatrzymać postępującą dezintegrację populacji motyli. W chłodny, grudniowy poranek pięcioro wolontariuszy zebrało się przed niewielkim miejskim rezerwatem, aby przeprowadzić liczenie owadów. W całej Kalifornii badacze coraz częściej polegają na tzw. obywatelskich naukowcach, którzy zbierają dane w czasie rzeczywistym, pomagając uchwycić faktyczny obraz kondycji populacji monarchów. Jedną z osób biorących udział w liczeniu była przewodniczka muzealna Kat Morgan, która określa siebie mianem „maniaczki danych”. Jak podkreśla, częścią uroku tej pracy jest możliwość osadzania aktualnych liczb w szerszym kontekście długofalowych wzorców i trendów. „Moim zadaniem jest pomóc ludziom zakochać się w motylach, tak by chcieli działać” – mówi.
Ostateczny wynik tego poranka wyniósł 226 motyli: liczba daleka od imponujących danych sprzed lat, lecz jednocześnie lepsza niż w jakimkolwiek innym tygodniu sezonu 2025 w Pacific Grove. Wolontariusze przyznają, że trudno jednoznacznie wskazać, dlaczego akurat ten tydzień przyniósł nieco lepszy rezultat. W szerszej perspektywie przyczyny dramatycznego spadku liczebności monarchów w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat są jednak dobrze znane. Od lat 80. gwałtowna zabudowa wybrzeża Kalifornii systematycznie niszczyła ich naturalne siedliska. Nawet dzisiejszy rezerwat w Pacific Grove pozostaje jedynie „zieloną wyspą w morzu domów”.
Kryzys klimatyczny oraz powszechne stosowanie pestycydów dodatkowo pogłębiają spadek liczebności monarchów. W ubiegłym roku w organizmach motyli wykryto łącznie aż 15 różnych pestycydów. Autorzy badania nie byli w stanie wskazać jednego, konkretnego źródła tych substancji, ustalili jednak, że toksyny mogły pochodzić z niezgłoszonego lub niemożliwego do jednoznacznej identyfikacji użycia chemikaliów w domach lub firmach w Pacific Grove. Masowe wymieranie motyli uruchomiło w mieście szerszą debatę na temat pestycydów – także tych uznawanych za „organiczne” i pozornie nieszkodliwe. Właściciele domów często nie zdają sobie sprawy, że środki te mogą być groźne dla motyli monarchów, które przelatują nad miastem, zanim dotrą do chronionego rezerwatu.
Andrzej Malak








