„Prezydent Trump ma rację – wkład Ameryki w NATO przyćmiewa wkład innych krajów” - powiedziała Kelly w przesłanym PAP oświadczeniu. Biały Dom odpowiedział w ten sposób na prośbę o komentarz na temat potępień czwartkowych słów prezydenta Donalda Trumpa na temat roli sojuszników w Afganistanie.
Podczas wywiadu w Fox News Trump stwierdził, że do tej pory Sojusz był „ulicą jednokierunkową” i Ameryka „nigdy nie potrzebowała” sojuszników i o nic ich nie prosiła. Po czym dodał:
- Wiecie, powiedzą, że wysłali wojska do Afganistanu albo Sudanu, i tak zrobiłem. Pozostali trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu.
W dalszej części oświadczenia Kelly stwierdziła, że „sukces w realizacji zobowiązania sojuszników z NATO do pięcioprocentowego zwiększenia wydatków na obronę pomaga Europie wziąć na siebie większą odpowiedzialność za własną obronę”.
„Stany Zjednoczone są jedynym partnerem NATO, który może chronić Grenlandię, a prezydent, działając w ten sposób, wspiera interesy NATO” - dodała.
Wypowiedź Trumpa sprowokowała szerokie głosy potępienia, również ze strony polityków państw, których żołnierze zginęli podczas służby w Afganistanie.
- Uważam wypowiedzi prezydenta Trumpa za obraźliwe i szczerze mówiąc oburzające. Nie dziwi mnie, że wyrządziły tak wielki ból bliskim tych, którzy zginęli lub zostali ranni, nie wspominając już o osobach w całym kraju - powiedział premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer. Zasugerował przy tym, że Trump powinien przeprosić za te słowa.
Wicepremier, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski napisał z kolei na platformie X, że „nikt nie ma prawa drwić ze służby naszych żołnierzy”.
Podczas misji NATO w Afganistanie - będącym jedynym przypadkiem użycia artykułu 5. NATO o wzajemnej obronie - zginęło ponad 1000 żołnierzy NATO, w tym 459 Brytyjczyków i 44 Polaków. Największe straty per capita wśród żołnierzy NATO - w tym USA - poniosła Dania.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)








