Droga Nadmorska była w starożytności arterią życia. Łączyła egipskie miasta Delty Nilu z Kanaanem, dzisiejszym Izraelem i Palestyną. Wzdłuż niej wznosiły się warownie, posterunki, magazyny żywności i świątynie. Strzegły imperium od wschodu – przed wrogami z Azji i nomadami pustyni. Była to trasa handlowa i militarna, ruchliwa i niebezpieczna – granica, za którą kończyło się panowanie faraonów, a zaczynał się świat wolnych ludzi i nieujarzmionych piasków.
Kiedy Mojżesz wyprowadzał swój lud z Egiptu, Bóg, jak zapisano w Księdze Wyjścia (13:17): „nie wiódł go Bóg drogą prowadzącą do ziemi filistyńskiej, chociaż była najkrótsza. (...) »Żeby lud na widok czekających go walk nie żałował i nie wrócił do Egiptu«”. Teraz, gdy w piaskach Synaju odkryto twierdzę o powierzchni ponad 8 tysięcy metrów kwadratowych, uzbrojoną w jedenaście wież i grube, mułowe mury, sens tych słów staje się bardziej namacalny niż kiedykolwiek.
To miejsce nie było pustkowiem. Było granicą świata strzeżoną przez setki żołnierzy faraona, przez czujne oczy łuczników i strażników, którzy z murów wypatrywali każdego, kto odważyłby się przekroczyć zakazane piaski. Izraelici, lud uciekinierów, nie mogliby przejść tędy niezauważeni.
Twierdza z czasów potęgi
Badania prowadzone przez egipskie Ministerstwo Turystyki i Starożytności wykazały, że forteca wzniesiona została w epoce Nowego Państwa, między 1550 a 1070 rokiem p.n.e. – dokładnie wtedy, gdy według tradycji żył Mojżesz. Archeolodzy znaleźli wśród ruin odłamki ceramiki, naczynia codziennego użytku, a nawet uchwyt amfory z imieniem faraona Totmesa I, władcy z XV wieku p.n.e. To pozwala datować budowlę na czasy, gdy Egipt osiągał szczyt swej potęgi i kontrolował drogi do Azji.
Znaleziono też coś bardziej prozaicznego, a zarazem wzruszającego: pozostałości pieca chlebowego i fragmenty skamieniałego ciasta. Odkryto również wulkaniczne kamienie sprowadzone z wysp greckich – ślad handlu i wymiany międzykulturowej, świadectwo świata, który już wtedy był zadziwiająco spleciony siecią kontaktów, wpływów i ludzkiej ciekawości.
Minister turystyki Sherif Fathy nazwał to miejsce „namacalnym ucieleśnieniem geniuszu Egipcjan”, którzy zbudowali zintegrowany system umocnień strzegący granic swego państwa. Ale jednocześnie to „namacalne ucieleśnienie” staje się także dowodem na istnienie scenerii, w której mogła rozegrać się biblijna epopeja.
Głosy przeszłości
Czy odkrycie w Tell El-Kharouba naprawdę zbliża nas do Mojżesza? W sensie dosłownym – nie. Ale w sensie symbolicznym – bardzo. Bo oto archeologia, dziedzina chłodnych faktów, natrafia na ślad mitu, który przez tysiąclecia był tchnieniem wiary.
Biblia mówi o narodzie niewolników, który ruszył przez pustynię, prowadzony przez proroka i Boga, by odnaleźć wolność. Przez wieki uczeni pytali: czy to historia, czy jedynie legenda? Czy Mojżesz był postacią realną, czy tylko literackim echem dawnego wyzwolenia? Każdy kolejny ślad zbliża nas do odpowiedzi, choć może nigdy jej nie otrzymamy w pełni.
A jednak nie sposób przejść obojętnie obok faktu, że odkryta forteca leży dokładnie na tej samej trasie, którą biblijny tekst uznaje za „zakazaną”. Widać więc, że droga istniała, była umocniona i kontrolowana. Egipt nie był pustynią bez straży, lecz państwem o precyzyjnie zorganizowanej infrastrukturze militarnej. Gdyby Mojżesz naprawdę chciał przeprowadzić swój lud tą trasą, zostałby natychmiast zatrzymany.
Historia zna wiele przykładów, gdy piasek pustyni oddawał głos przeszłości. Tak było, gdy w Tell el-Amarnie odnaleziono archiwa faraona Echnatona, religijnego rewolucjonisty, który głosił kult jednego Boga – ideę zadziwiająco bliską monoteizmowi Mojżesza. Tak było, gdy odkryto ruiny Pi-Ramzes, stolicy Ramzesa II, władcy, którego imię Biblia łączy z uciskiem Izraelitów. Teraz do tego ciągu odkryć dołączyła twierdza w Tell El-Kharoubie – milczący świadek czasu, w którym historia i wiara przestały być sobie obce.
Nie oznacza to, że nauka potwierdza cud przejścia przez Morze Czerwone czy tablice Dekalogu. Ale potwierdza, że świat, w którym mogły się one wydarzyć, istniał naprawdę: z jego drogami, strażnicami, potęgą faraonów i losem ludzi żyjących w ich cieniu. Każdy kamień, każdy odłamek ceramiki to fragment wielkiej układanki, której część znana jest tylko z Biblii.
Napis z Synaju
Nieco dalej, w Serabit el-Khadim, w kamiennych korytarzach starożytnej kopalni, Michael Bar-Ron odczytał po latach analiz słowa, które mogłyby odmienić historię: „zot m’Moshe” (to jest od Mojżesza).
Słowa te, wyryte w twardej skale, mają ponad 3800 lat. Zapisano je w prymitywnym, protosynajskim piśmie – jednym z najstarszych znanych systemów znaków, z którego później wywiódł się alfabet fenicki. Litery wyglądają jak nieporadne ślady dłuta ludzi, którzy dopiero uczyli się zamieniać mowę w znaki. Michael Bar-Ron uważa, że napis mógł powstać z rąk semickich robotników pracujących w egipskich kopalniach miedzi i turkusu. Wśród nich – jak głosi odważna, lecz możliwa hipoteza – mógł być pewien przywódca o imieniu Mojżesz.
To tylko przypuszczenie, ale zbyt frapujące, by je zignorować. W tych samych inskrypcjach pojawia się bowiem imię boga El – bóstwa, które później stało się Bogiem Izraela. Jeszcze bardziej zastanawiające są ślady celowego zniszczenia imienia egipskiej bogini Hathor, patronki miłości i górnictwa. Ktoś starł je dłutem, jakby chciał wymazać stary porządek. Czy to znak duchowego buntu? Czy może pierwsze echo monoteizmu, który dopiero rodził się w piaskach pustyni?
Archeologia to nie tylko nauka o ruinach, ale o pamięci. O tym, jak ludzie zostawiają po sobie ślady, często nieświadomi, że ktoś je kiedyś odczyta. W Tell El-Kharoubie znaleziono kamienie, które mówiły językiem wojny i granic. W Serabit el-Khadim – kamienie, które mówiły o wierze i przeznaczeniu. Razem tworzą opowieść, której centrum stanowi człowiek imieniem Mojżesz – między faktem a mitem, między Egiptem a pustynią, między historią a proroctwem.
Kiedy patrzy się na mapę, zrozumienie przychodzi samo. Droga Nadmorska ciągnie się od delty Nilu w kierunku północno-wschodnim, ku wybrzeżom Kanaanu. Po jej bokach stały warownie, posterunki i strażnice. Dalej, na południe, rozciąga się pustynia, szorstka i bezlitosna. To właśnie tam, według Biblii, Bóg poprowadził swój lud dłuższą drogą – przez Morze Sitowia, przez Synaj, ku Ziemi Obiecanej.
Nowe odkrycia każą patrzeć na ten opis nie jak na legendę, ale jak na relację z czasów, gdy geografia była sceną dla wiary.
W królestwie piasku i wiary
Dla Egiptu odkrycie twierdzy to także przypomnienie o własnej potędze. Minister Fathy nazwał ją „nowym rozdziałem w historii wojskowości Egiptu” i „świadectwem geniuszu, który przez wieki chronił granice cywilizacji”. Ale dla świata to coś więcej – to kolejne ogniwo w łańcuchu, który łączy naukę z wiarą i przeszłość z legendą.
Historia Mojżesza, choć nieuchwytna, nabiera teraz wymiaru bardziej realnego. Gdzieś między tą twierdzą a skalnym napisem z Serabit el-Khadim tli się wspomnienie człowieka, który miał odwagę sprzeciwić się faraonowi. Człowieka, który usłyszał głos z gorejącego krzewu i poprowadził swój lud ku wolności.
Może nigdy nie poznamy jego twarzy ani imienia zapisanego w dokumentach. Ale jego ślady – w piasku, w kamieniu i w opowieści – wciąż istnieją.
Monika Pawlak








