Prezydent Chin Xi Jinping chce, aby juan stał się globalną walutą rezerwową, w miejsce amerykańskiego dolara. To część wysiłków Pekinu, aby odgrywać większą rolę w międzynarodowych systemach finansowych, a jednocześnie próba skorzystania ze słabości waluty USA.
Sytuacja amerykańskiej waluty rzeczywiście nie wygląda najlepiej. Udział dolara w globalnych rezerwach walutowych spadł w 2025 r. do najniższego poziomu od wielu dekad, a indeks dolara obniżył się o 9,7 proc.od początku roku. W takich okolicznościach banki centralne różnych krajów rewidują swoją ekspozycję na aktywa oparte na dolarach, co zawsze prowokuje do dyskusji na temat końca supremacji dolara.
Komentarze Xi Jinpinga, opublikowane na przełomie stycznia i lutego w czasopiśmie ideologicznym Komunistycznej Partii Chin, to jak dotąd najbardziej konkretne przedstawienie strategii zbudowania „silnej waluty”, która ma przeciwstawić się dolarowi. Z punktu widzenia Państwa Środka nie będzie to łatwe, bo juan stanowi niewielką część (niecałe 2 proc.) rezerw międzynarodowych. Dla porównania, mimo trendu spadkowego w dolarach ulokowanych jest wciąż 58 proc. światowych rezerw.
Nie zmienia to jednak faktu, że głosy, iż status dolara amerykańskiego jako globalnej waluty rezerwowej jest coraz bardziej zagrożony, wybrzmiewają coraz częściej. Co niepokojące nie pochodzą one tylko z Moskwy, czy Pekinu, ale także z londyńskiego City, czy nowojorskiej Wall Street.
Czy status głównej waluty światowej jest taki ważny i dlaczego sprawa powinna obchodzić zwykłego amerykańskiego konsumenta? Otóż uprzywilejowany status daje nam, mieszkańcom USA wiele korzyści. Jest źródłem geopolitycznej potęgi, umożliwiając Stanom Zjednoczonym dominację nad krajami oddalonymi od brzegów USA bez oddawania strzałów. Pomaga amerykańskim firmom, które mogą zaciągać pożyczki i handlować w swojej walucie krajowej z mniejszym ryzykiem utraty pieniędzy z powodu wahań kursów. Np. sprawia, że handel międzynarodowy jest znacznie bardziej efektywny dla amerykańskich firm, ponieważ po naszej stronie znacznie zmniejsza ryzyko walutowe – czyli możemy kupować taniej. Obniża wysokość odsetek, które trzeba płacić, aby przyciągnąć inwestycje dolarowe, co pomaga obniżyć koszt pożyczek. Stany Zjednoczone emitują obligacje skarbowe o wartości 29 bilionów (U.S. trillion) dolarów, aby sfinansować własny deficyt. To ogromna kwota finansowana przez inwestorów z całego świata i jeden z powodów, dla których dolar jest walutą rezerwową.
Dolar stał się walutą, po którą najczęściej sięgano ze względu na dominację amerykańskiej gospodarki, płynność rynków i zaufanie do instytucji. W ostatnim czasie kilka czynników nadwątliło to zaufanie. Przedłużająca się niepewność polityczna i fiskalna, w tym polityka celna, rodzą pytania o przewidywalność polityki. Nawet to, że Stany Zjednoczone zamroziły znaczną część rezerw banku centralnego w Rosji po inwazji na Ukrainę i coraz częściej używają dolara jako narzędzia sankcji nie pomogło statusowi waluty.
Pojawiają się też pytania o stabilność amerykańskiego systemu sądów federalnych, a co ważniejsze – o niezależność amerykańskiego banku centralnego, Rezerwy Federalnej. To martwi posiadaczy amerykańskiej waluty na całym świecie. I to kolejny z powodów dla którego wartość dolara spada.
Istnieją więc poważne obawy, że polityka Waszyngtonu może podważyć status waluty rezerwowej z korzyścią dla euro i właśnie chińskiej waluty, juana. W rezultacie banki centralne zaczęły dywersyfikować swoje zasoby, odchodząc od dolara, w ramach działań znanych jako dedolaryzacja, które również wspierają alternatywne aktywa, takie jak złoto.
Od odejścia od systemu z Bretton Woods w 1971 operujemy środkami płatniczymi, które nie mają pokrycia w żadnych dobrach wartości handlowej. Są one natomiast oparte na wierze ludzi w ich wartość. Dodatkowym aspektem jest zaufanie do emitenta oraz organów regulujących powstawanie danego środka płatniczego. Zasadniczo więc waluty to gry zaufania. Wszyscy trzymamy dolary, nie dlatego, że uważamy, że te zielone papierki są cokolwiek warte, ale dlatego, że ufamy Stanom Zjednoczonym. Wszystko, co zagraża zaufaniu, zagraża statusowi waluty. Detronizacja dolara jako waluty rezerwowej zajęłaby sporo czasu ale stanął on w obliczu wyzwań, których nie przewidywano ani nie uważano za możliwe jeszcze kilka miesięcy temu.
Na szczęście ambicje Pekinu, by zdetronizować dolara, pozostają tylko ambicjami. Chińska waluta nie jest bowiem w pełni wolna. Władze Państwa Środka mają jeszcze mniej skrupułów, aby grać własną walutą utrzymując np. jej kurs na nienaturalnie niskim poziomie, dzięki czemu chiński eksport stał się tańszy, co przyczyniło się do rekordowej nadwyżki handlowej. Dolar pozostaje więc na czele, bo na świecie nie ma innej waluty godniejszej zaufania. Tylko jak długo?
Tomasz Deptuła

Dziennikarz, publicysta, ekspert ds. komunikacji społecznej. Przez ponad 25 lat korespondent polskich mediów w Nowym Jorku i redaktor “Nowego Dziennika”.








