Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
piątek, 13 lutego 2026 13:25
Reklama KD Market

Ulubieniec bossów

Przystojny, uwodzicielski, obdarzony charyzmą i pięknym głosem. Wszystkie kobiety chciały być z nim a wszyscy mężczyźni – być nim. Uwielbiany przez tłumy, jeden z najpiękniejszych głosów Ameryki, jej wizytówka i legenda przez całe lata musiał mierzyć się z oskarżeniami o związki z mafią. I choć artysta konsekwentnie im zaprzeczał, niemal każdy kluczowy moment jego kariery przecinał się z ludźmi, którzy stanowili trzon amerykańskiej przestępczości zorganizowanej.
Ulubieniec bossów
Frank Sinatra - 1957 rok ( z lewej) i 1967 r.

Autor: Wikipedia

Życie Franka Sinatry od najwcześniejszych lat splatało się z przestępczym światkiem. Jego rodzice prowadzili tawernę, co w realiach prohibicji oznaczało nie tylko sprzedaż nielegalnego alkoholu, lecz także konieczność utrzymywania „ochronnych” relacji z gangsterami. Ojciec Sinatry miał również uczestniczyć w przemycie alkoholu. Jednym z najwcześniejszych wspomnień Franka z dzieciństwa były plamy krwi na kuchennej podłodze, kiedy jego ojciec wrócił z jednej z takich wypraw z rozbitą głową. 

Sąsiadami rodziny Sinatrów byli Fischetti – klan powiązany zarówno z chicagowskim imperium Ala Capone, jak i z Lucky Luciano. Sam Luciano pozostawał bliskim przyjacielem dziadka Franka. Obaj urodzili się i wychowali w tej samej niewielkiej sycylijskiej wiosce, a relacja ta z czasem przerodziła się również w wieloletnią znajomość z samym Sinatrą. Jednym z najwierniejszych współpracowników Luciano był znany gangster Willie Moretti. Choć Sinatra konsekwentnie zaprzeczał, jakoby go znał, od połowy lat 40. mieszkali w sąsiedztwie. Joe Pignatello, osobisty kucharz jednego z czołowych mafiosów, twierdził przed śmiercią w 2001 roku, że Moretti był „wieloletnim przyjacielem” artysty. Podobnie córka Sinatry, Tina, przyznawała, że jej ojciec znał ludzi takich jak Moretti „przez całe życie”.

 

Przyjacielska interwencja

W 1940 roku, mając 24 lata, Frank Sinatra dołączył do niezwykle popularnej orkiestry Tommy’ego Dorseya. Po dwóch latach nagrał pierwsze solowe utwory, które spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem i utwierdziły go w przekonaniu, że powinien rozpocząć samodzielną karierę. Problemem pozostawał jednak kontrakt, który łączył go z zespołem. Dorsey nie zamierzał zgodzić się na jego wcześniejsze rozwiązanie bez odpowiednio wysokiej rekompensaty finansowej – domagał się jednej trzeciej zarobków Sinatry przez kolejne dziesię

lat. Gdy piosenkarz poskarżył się przyjaciołom, lider orkiestry nagle zmienił zdanie i pozwolił Sinatrze odejść bez żadnych zobowiązań finansowych. Przed śmiercią w 1956 roku Dorsey przyznał dziennikarzowi, że odwiedził go Willie Moretti i „kilku jego chłopaków”. „Willie wyciągnął broń i powiedział, że cieszy się, słysząc, iż zwalniam Franka z naszej umowy. Zrozumiałem aluzję” – wspominał.

Gangster Joseph „Doc” Stacher twierdził później, że środowisko mafijne od początku inwestowało w karierę Sinatry. „Włosi wśród nas byli bardzo dumni z Franka. Zawsze mówili, że wydali dużo pieniędzy, pomagając mu, odkąd był w zespole Tommy’ego Dorseya”. Podobnie wspominał Lucky Luciano, który przed śmiercią mówił o funduszach przeznaczonych na promocję młodego piosenkarza – według niego było to około 50-60 tysięcy dolarów. „Te pieniądze” – podkreślał – „pomogły mu stać się wielką gwiazdą”.

 

Kurier mafii

Zimą 1947 roku Sinatra poleciał do Miami, gdzie zatrzymał się u gangstera Joe Fischettiego. Moment był nieprzypadkowy. Lucky Luciano, deportowany z USA w 1946 roku, odbudowywał właśnie swoje wpływy, planując przejęcie kontroli nad amerykańskim imperium przestępczym z Kuby. Hawana stała się nowym centrum dowodzenia – miejscem spotkań bossów, rozmów o pieniądzach, kasynach i przyszłości mafii na amerykańskim kontynencie.

Luciano przybył tam jesienią 1946 roku, uzyskując ciche przyzwolenie kubańskich władz i wzywając do siebie kluczowych ludzi z USA. W lutym 1947 roku do Hawany polecieli między innymi Rocco i Joe Fischetti. Na pokładzie tego samego samolotu znalazł się Frank Sinatra. Zdjęcia z kronik filmowych i relacje świadków potwierdzały jego obecność w otoczeniu bossów mafii w kasynach i hotelach Hawany. Gdy amerykańska prasa opisała tę podróż jako spotkanie idola milionów z najgroźniejszymi przestępcami epoki, Sinatra wszystkiemu zaprzeczył. Twierdził, że spotkania były przypadkowe, że nie zwracał uwagi na nazwiska, że dowiedział się, kim jest Luciano, dopiero później. 

Jego relacje zmieniały się z czasem i często sobie przeczyły. Tymczasem akta FBI i Biura ds. Narkotyków wskazywały, że kontakty z Fischettimi były znacznie głębsze, a piosenkarz mógł pełnić rolę mafijnego kuriera. Pojawiały się informacje o 2 milionach dolarów przewiezionych przez niego w bagażu podręcznym. I choć Sinatra wyśmiał te zarzuty, to jeden z gangsterów, Jerry Lewis, powiedział, że artysta miał w teczce „trzy i pół miliona w pięćdziesięciodolarówkach”. Celnicy otworzyli teczkę, ale z powodu tłumu ludzi przepychających się za Frankiem przerwali kontrolę i pozwolili mu odejść. 

Nie był to jedyny raz, kiedy piosenkarz miał przewozić mafijne pieniądze. Po spotkaniu w Hawanie Waszyngton zaczął wywierać presję na rząd kubański i Luciano został odesłany do Włoch. Mieszkał tam do końca życia, planując kolejne przestępstwa i pozostając w stałym kontakcie ze swoimi wspólnikami w Stanach Zjednoczonych. W 1950 i 1960 roku informatorzy przekazali FBI, że Frank przewoził dla niego pieniądze. 

Bliscy gangstera wspominali, że przez wiele lat Frank i Lucky pozostawali w przyjacielskich stosunkach. Dopiero kiedy w 1961 roku Frank zaprzyjaźnił się z prezydentem Johnem F. Kennedym, stał się bardziej ostrożny i przestał odwiedzać dawnego przyjaciela, choć regularnie do niego dzwonił. Jednak Luciano nie zapomniał o nim i pomógł mu zdobyć rolę w filmie „Stąd do wieczności”. Piosenkarz początkowo nie miał szans na tę rolę, jednak jak wspominał po latach asystent producenta, któregoś dnia odwiedził go wysłannik mafii Johnny Rosselli, który przekazał mu, że „albo go zatrudni, albo będzie martwy”.

 

Król Las Vegas

Mafia miała dobry powód, by rozpieszczać Sinatrę – był dla nich ważną inwestycją. Gangsterzy włożyli ogromne pieniądze, aby uczynić z Las Vegas hazardową stolicę kraju. Sposobem na przyciągnięcie klientów było zapewnienie najwyższej klasy rozrywki a Frank miał być częścią nowego przedsięwzięcia mafii – hotelu i kasyna Sands, w którym miał mieć zresztą udziały. Obok niego jednym z cichych wspólników był kolejny wpływowy gangster, Frank Costello. Jakby tego było mało, Frank był widywany w Las Vegas w towarzystwie nowojorskiego egzekutora związanego z jednym ze współpracowników Lucky’ego Luciano. 

Kiedy Sands został otwarty, kierownictwo ulokowało piosenkarza w prezydenckim apartamencie z trzema okazałymi sypialniami i prywatnym basenem. „Cisi inwestorzy” dbali o to, by Frankowi niczego nie brakowało. Śpiewał w Sands wielokrotnie aż do końca lat 60. Hotel stał się, jak ujęła to jego córka Nancy, jego domem w Las Vegas. Panował tam jako „Król Las Vegas” – największa gwiazda miasta.

Choć do końca życia wypierał się znajomości z amerykańskim światem przestępczym, Sinatra nigdy nie zerwał więzi łączącej go z mafią. Przez pewien czas jego najbliższym mafijnym powiernikiem był chicagowski boss Sam Giancana, którego Sinatra wciągnął do pomocy przy kampanii Johna F. Kennedy’ego w drodze do Białego Domu w 1960 roku. Dwie dekady później fotografia Sinatry w towarzystwie Carla Gambino i innych przestępców pojawiła się podczas jednego z procesów gangsterów, w którym piosenkarz sam był podejrzanym, choć nigdy nie postawiono mu zarzutów. 

„Od lat słyszeliśmy różne rzeczy o Franku” – mówił w 1981 roku prezydent elekt Ronald Reagan – „i mamy nadzieję, że żadna z nich nie jest prawdziwa”. Cztery lata później uhonorował Sinatrę Prezydenckim Medalem Wolności, najwyższym amerykańskim cywilnym odznaczeniem, nazywając go „jednym z najbardziej niezwykłych i wybitnych Amerykanów”. Oficjalnie był ikoną kultury, uosobieniem sukcesu i amerykańskiego snu. Nieoficjalnie – postacią głęboko dwuznaczną, artystą, którego kariera od pierwszych kroków aż po ostatnie triumfy nieodłącznie splatała się z cieniem mafii.

Maggie Sawicka


Podziel się
Oceń

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama